Izera – światełko w tunelu? Nie do końca

Izera – światełko w tunelu? Nie do końca

2 września 2020 0 przez Jakub Kornacki

Zaprezentowany pod koniec lipca koncept polskiego samochodu elektrycznego Izera jest jak dotychczas bardziej projektem medialnym, niż mającym realne szanse zaistnienia produktem motoryzacyjnym. Wielu już zresztą ogłosiło, że to tylko „wydmuszka”. Okazuje się jednak, że ElectroMobility Poland ma jakiś pomysł na to, by projekt ten przekształcił się w produkt. Co więcej, pomysł ten nie jest bezprecedensowy, wzorowany na… Wietnamczykach. Skoro udało się w Azji, uda się i u nas?

Najczęściej poruszanym argumentem krytyków Izery jako realnego projektu motoryzacyjnego są liczne głosy poddające w wątpliwość źródła finansowania całego pomysłu. Przypomnijmy, że oficjalnie inwestorami spółki ElectroMobility Poland są cztery polskie koncerny energetyczne (PGE, Tauron, Enea, Energa). Niestety jeden z nich – PGE – wycofuje się z inwestycji w elektromobilność. To nie budzi zaufania.

Sami również informowaliśmy o tym, że szanse na to, by Izera stała się produktem dostępnym dla nabywców są małe: brak danych o platformie konstrukcyjnej (bodaj najbardziej istotny element konstrukcyjny każdego współczesnego pojazdu), brak lokalizacji fabryk, same fabryki jeszcze nie istnieją. W zasadzie wielu już skreśliło ten pomysł, argumentując, że ładne – owszem – nadwozie to za mało. Niektórzy dosadniej określali cały projekt jako propagandowe rozpasanie ekipy rządzącej.

Dziś zmieniło się tylko jedno, znikła ponoć jedna niewiadoma. ElectroMobility Poland rzekomo pokazało, czyimi śladami chce podążać. Nie jest to bynajmniej Tesla, ani elektromobilność w wydaniu europejskich producentów. Przykład ponoć przyszedł z Azji. I to nie z Chin, a z Wietnamu. Mowa o marce VinFast. Tak przynajmniej deklaruje Maksymilian Wysocki z Gazety Bankowej, którego tekst publikuje serwis wgospodarce.pl. Autor rozpisuje się na temat „dalekowschodniego producenta elektryków”, marki VinFast właśnie, od której ElectroMobility Poland miałoby zakupić platformę podłogową. Element – jak wspomniałem – szczególnie istotny, gdy chodzi o budowanie współczesnych aut elektrycznych. Tyle, że to… bzdura.

Owszem, prawdą jest, że wietnamski VinFast to producent samochodów w Wietnamie. Prawdą jest, że firma należy do grupy VinGroup, której właścicielem jest Phạm Nhật Vượng – pierwszy, wietnamski miliarder. Prawdą jest też, co pisze autor wspomnianego artykułu, że VinFast zaprezentował swoje auta już w 2018 roku na Paris Motor Show. Sedana i SUV-a. Do tej pory wszystko się zgadza. Gdyby nie jeden detal. To nie są auta elektryczne! Przyjrzyjcie się oficjalnej specyfikacji sedana VinFast Lux A2.0:

Auto VinFast jest dostępne w Wietnamie, ale silników elektrycznych nie uświadczymy (źr. Vinfast).

Zgadza się, ładnie wyglądające auto marki VinFast istnieje de facto wyłącznie w wersji spalinowej – tylko w takiej obecnie można je kupić. Podobnie jest z modelem SUV (zwanym VinFast Lux SA 2.0). Oba auta zbudowano w oparciu o licencyjną płytę, do której prawa Wietnamczycy nabyli od BMW.

W Internecie można znaleźć wideo, zatytułowane „VinFast Will Introduce Electric Vehicle”, po czym prezenter zgrabnie prezentuje widzom pokazane w Paryżu, ładne auta wietnamskiego producenta z silnikami spalinowymi. No chyba że rury wydechowe to zabieg stylistyczny, a widoczny wewnątrz obrotomierz to bajer ku uciesze przyszłego właściciela. Zresztą, sami zobaczcie:

Oczywiście są to auta identyczne z dziś dostępnymi wietnamskimi „spalinówkami”. No dobrze – powiecie – to elektryk (Izera) nie może być zbudowany na bazie spalinowego modelu? Teoretycznie – tak. Ba, mamy nawet przykłady w praktyce – choćby Volkswagen e-Golf.

Tyle że jeżeli patrzymy na to w kontekście zakupu platformy konstrukcyjnej i technologii na potrzeby polskiej Izery, to takie myślenie ma wady i to na wielu poziomach. Ambicje Izery sugerują zbudowanie auta elektrycznego w cenach konkurencyjnych do aut podobnej klasy produkowanych obecnie (np. Volkswagen ID.3), bądź w najbliższej przyszłości. Tymczasem jeżeli cena ma być konkurencyjna, wymaga to zastosowania technologii od podstaw projektowanych pod kątem ich wykorzystania w samochodzie wyłącznie elektrycznym.

Zakup platformy od Wietnamczyków, która wykorzystywana jest w modelach spalinowych, automatycznie oznacza, że takie rozwiązanie nie będzie technologicznie optymalne (względem pojazdu wyłącznie elektrycznego). To z kolei oznacza albo konieczne kompromisy (np. w kwestii rozłożenia akumulatorów w „spalinowej” płycie podłogowej) rodzące potencjalne problemy (źle rozłożony środek ciężkości, zły balans pojazdu), albo po prostu nieefektywną technologię produkcji, która od początku będzie wymagała „przykrawania” rozwiązań pod istniejącą, niezoptymalizowaną pod kątem wyłącznie elektrycznych pojazdów wietnamską platformę.

Wreszcie na koniec pozostaje jeszcze jedna, ale bardzo istotna kwestia. Pan Phạm Nhật Vượng to miliarder, osoba prywatna. Dodajmy, bardzo bogata. Ma życzenie produkować auta elektryczne? Może to robić w sposób, jaki mu się podoba. W przypadku ElectroMobility Poland to spółka finansowana przez państwowe koncerny energetyczne, zatem – przez polskiego podatnika. Czy stać nas na ekstrawagancje w postaci planowania niezoptymalizowanej technologicznie produkcji auta elektrycznego, które w dodatku zgodnie z założeniami ma być tańsze od rozwiązań konkurencyjnych? Pytanie to pozostawiam otwarte.

Czekamy na dalszy rozwój wydarzeń. Bo tymczasem po lekturze wspomnianego tekstu i przyjrzeniu się ofercie Wietnamczyków światełko w tunelu, w którym znajduje się Izera to reflektory nadjeżdżającego pociągu…