Huawei P50 Pro – test. Fotograficzny flagowiec nie dla każdego

Wreszcie jest – po wielu miesiącach oczekiwań na polski rynek wchodzi najnowszy fotograficzny flagowy smartfon Huawei. Huawei P50 Pro kontynuuje tradycję linii Huawei P, czyli jest mistrzem, jeśli chodzi o mobilną fotografię. Jednocześnie P50 Pro pozbawiony jest dwóch kluczowych funkcji, które sprawiają, że po pierwszym zachwycie większość potencjalnych klientów pewnie zrezygnuje z jego zakupu. To brak obsługi usług Google (nie da się zainstalować aplikacji Google takich jak Gmail, YouTube czy sklep Google Play), ale – co może być dużym zaskoczeniem – nie ma także modemu 5G (!). Czy wobec tak istotnych ograniczeń Huawei P50 Pro jest w ogóle wart rozważenia? Okazuje się, że przy odrobinie chęci jak najbardziej.

Szczypta historii

Pierwszy przedstawiciel linii Huawei P pojawił się w 2012 roku. To model Ascend P1. Literka P w nazwie pochodzi od „Photography” i oznacza właśnie, że w smartfonie producent skupił się w szczególny sposób na umiejętności wykonywania wysokiej jakości zdjęć.

Każdy kolejny model z rodziny Huawei P podnosił poprzeczkę. Huawei nawiązał także współpracę z legendarnym producentem aparatów fotograficznych, firmą Leica, która wspierała Chińczyków swoją wiedzą i doświadczeniem. Z biegiem czasu linia Huawei P coraz bardziej umacniała swój status telefonów o wybitnych umiejętnościach fotograficznych. Szczyt popularności zdobyły niezwykle udane modele Huawei P20 Pro i P30 Pro, które w momencie premiery nie miały sobie równych, jeśli chodzi o mobilną fotografię. I gdy wydawało się, że Huawei dzięki właśnie tym smartfonom, a także biznesowej linii Mate stanie się globalnym liderem, który zepchnie z podium Apple czy Samsunga, Chińczycy otrzymali potężny cios od Amerykanów.

Amerykański rząd oskarżył Huawei o szpiegostwo i orzekł, że produkty firmy stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA. Szybko wprowadzono szereg sankcji, które odcięły Huawei od kluczowych partnerów – między innymi Google, który nie mógł już dostarczać Huawei systemu Android wraz z usługami Google Mobile Services, a także np. TSMC, czyli tajwańskiego producenta układów półprzewodnikowych, który produkował układy SoC dla Huawei – rodzinę procesorów HiSilicon Kirin.

Cios okazał się niszczący. Od tej pory Huawei pozostała instalacja systemu Android Open Source Project, ale bez sklepu Google Play sam system jest niepełnowartościowy. Huawei szybko ogłosiła budowę własnego ekosystemu Huawei Mobile Services (HMS), obejmującego między innymi własny sklep z aplikacjami – AppGallery.

Pierwszym smartfonem bez usług Google, za to z usługami HMS był Huawei Mate 30 Pro. Technicznie urządzenie z najwyższej półki, którego… nikt nie chciał kupować.

Na początku 2020 roku Huawei wprowadził nowy model swojego fotograficznego smartfona – czyli należącego do linii P. Huawei P40 Pro oferował jeszcze lepsze funkcje fotograficzne niż wybitny pod tym względem P30 Pro, ale bez usług Google nie był w stanie zainteresować większego grona odbiorców. Prostszy model Huawei P40 Lite dzięki rewelacyjnej cenie (poniżej 1000 zł) sprzedawał się już nieźle, ale zawdzięczał to przede wszystkim właśnie agresywnej polityce cenowej.

Pod koniec 2020 pojawił się kolejny przedstawiciel linii Mate, czyli Huawei Mate 40 Pro. To ostatni smartfon Huawei z układem HiSilicon Kirin i ostatni flagowiec przed – jak się okazało – ponad roczną przerwą.

I teraz, półtora roku później, do sprzedaży trafia Huawei P50 Pro. Jeszcze potężniejszy, o jeszcze lepszych funkcjach fotograficznych, ale obcięty z modemu 5G.

Huawei P50 Pro w dloni
Huawei P50 Pro w kolorze Cocoa Gold

Huawei P50 Pro – mistrz fotografii… i alternatywnych aplikacji

Gdy analizujemy parametry Huawei P50 Pro, to smartfon nie robi szczególnego wrażenia. Ot, bardzo dobrze wyposażony flagowiec, jakich wiele na rynku. Snapdragon 888 4G, 8 GB RAM, 256 GB na dane, ekran 6,6” AMOLED 120 Hz, funkcja szybkiego ładowania przewodowego z mocą 66 W  (lub bezprzewodowo 50 W). Tu żaden parametr nie zwraca uwagi.

A jednak kluczowe są funkcje fotograficzne. Obiektywy głównego aparatu umieszczono w dwóch zlokalizowanych obok siebie pierścieniach. Jeden zawiera obiektyw standardowy (z matrycą 50 Mpix), obiektyw szerokokątny i dodatkowy obiektyw wspomagający z monochromatyczną matrycą 40 Mpix.

W drugim pierścieniu schowany jest teleobiektyw o przybliżeniu optycznym 3,5x.

Huawei zapewnia, że P50 Pro jest bezkonkurencyjny, jeśli chodzi o wierność odwzorowania kolorów. Ale także że robi najlepsze zdjęcia  w każdych warunkach spośród wszystkich smartfonów, jakie są teraz dostępne na rynku.

IMG 20220121 182119 P50 Pro
Przykładowa fotografia wykonana P50 Pro
IMG 20220125 222509 P50 Pro
Zdjecie nocne z P50 Pro
20220125 222546 Note10
To samo ujęcie wykonane smartfonem Samsung Galaxy Note10+

Ale warto przyjrzeć się też pozostałym parametrom smartfona. Jeden zwraca szczególną uwagę: procesor Qualcomm Snapdragon 888 4G. Odkąd Huawei nie może już produkować własnych układów HiSilicon Kirin, musi się zaopatrywać w chipy u innych producentów. Liderem jest na rynku Qualcomm, więc zdecydowano się na jego układy Snapdragon 888.

Huawei P50 Pro z boku
Huawei P50 Pro

Co jednak ciekawe, standardowo ten chip ma wbudowany modem 5G. Jednak Amerykanie postanowili całkowicie odciąć Huawei od technologii 5G, więc Chińczycy musieli zamówić u Qualcomma specjalną odmianę układu Snapdragon 888, pozbawionego modemu 5G. Mamy tylko wbudowany modem 4G.

Czy to duże ograniczenie? Dziś niekoniecznie, zwłaszcza w Polsce. Wciąż jesteśmy jeszcze przed aukcją częstotliwości dla 5G, wobec czego rodzimi operatorzy muszą korzystać z pasma używanego dotąd przez technologię 4G/LTE – czyli 2100 lub 2600 MHz. To oznacza, że obecne smartfony 5G wciąż nie są w stanie rozwijać pełnej możliwej przepustowości, wobec czego często możemy się spotkać z porównaniami, w których 4G dorównuje 5G.

Wkrótce jednak i w Polsce udostępnione zostanie operatorom pasmo częstotliwości powyżej 3 GHz, które umożliwi rozwinięcie znacznie wyższych prędkości sieciom 5G. Wtedy przewaga nad 4G stanie się już znacznie wyraźniejsza.

Dlatego dziś brak obsługi 5G przez Huawei P50 Pro nie będzie tak bardzo odczuwalny, ale z czasem w pewnych zastosowaniach ten brak będziemy odczuwać.

Kiedy? Na pewno przy pobieraniu dużych plików oraz w sytuacjach bardzo dużego zagęszczenia sieci (np. na imprezach masowych). Tam P50 Pro może tracić sygnał, podczas gdy smartfony z 5G wciąż będą utrzymywały połączenie. To na szczęście bardzo ekstremalne i sporadyczne warunki.

Coraz bardziej funkcjonalny

Najciekawsza z naszej perspektywy jest strona software’owa nowego Huawei P50 Pro. Wspomnieliśmy, że w wyniku amerykańskich sankcji smartfony Huawei pozbawione są usług Google. To oznacza nie tylko aplikacje Google (Gmail, YouTube, Mapy, Dokumenty, Keep itp.), ale także takie usługi, jak płatności zbliżeniowe Google Pay. Ale najważniejszym problemem jest brak sklepu z aplikacjami Google Play.

To oznacza, że użytkownicy urządzeń Huawei muszą korzystać z autorskiego sklepu AppGallery. Tuż po odcięciu Huawei od usług Google Mobile Services w AppGallery świeciło pustkami. Potem jeszcze przez wiele miesięcy można tam było znaleźć nieliczne z popularnych aplikacji. Dominowały programy niszowe, których autorzy wyczuli okazję do wypromowania się w powstającym właśnie sklepie.

Huawei P50 Pro front
Huawei P50 Pro – domyślna tapeta

Dziś jest już naprawdę znacznie lepiej, bo w AppGallery pojawiły się już aplikacje polskich banków, od niedawna dostępny jest też np. Revolut.

Ale co kluczowe, kilka miesięcy temu udostępniono możliwość płacenia zbliżeniowo smartfonami Huawei przy pomocy aplikacji Curve. To brytyjski fintech, który wydaje darmowe karty płatnicze. Do aplikacji Curve przypominamy dowolną liczbę kart płatniczych (kredytowych czy debetowych), po czym Curve „przekierowuje” je na własną kartę. Czyli w aplikacji wybieramy, że dziś płacić będziemy np. kartą kredytową mBanku, ale do terminala przykładamy kartę Curve. Zamysł był taki, żeby nie nosić ze sobą portfela wypchanego plastikami różnych dostawców, tylko by zastąpić je pojedynczą kartą Curve.

Nowego Huawei P50 Pro (a także inne smartfony Huawei bez usług GMS) można skonfigurować tak, by aplikacja Curve była domyślną przy płatnościach zbliżeniowych. To faktycznie działa! Sprawdziliśmy zarówno z modelem P50 Pro, jak i niedawno pokazanym Huawei nova 9.

Co jednak istotne, Huawei buduje cały pakiet własnych aplikacji, które mają stanowić alternatywę dla rozwiązań Google. Widzimy tu też pewne inspiracje rozwiązaniami Apple.

Na Huawei P50 Pro domyślnie jest już zainstalowanych kilka takich aplikacji. Mamy wyszukiwarkę Petal, która jest domyślną wyszukiwarką na tym smartfonie.

Mamy Huawei Video – aplikację do oglądania filmów, która oferuje możliwość oglądania także hitów kinowych (po opłaceniu abonamentu). Czyli taki „Huaweiowy Netflix”.

Jest też Huawei Music z funkcją streamingu muzyki – jak Spotify.

Standardowo na smartfonie są też Mapy Petal, powstałe we współpracy z TomTom. To alternatywa dla Map Google, która dziś już niemal nie ustępuje rozwiązaniu Google. Mapy Petal świetnie sprawdzają się jako nawigacja samochodowa – pokazują korki, pasy na ulicy, pozwalają raportować wypadki czy kontrole prędkości.

Nowością, którą znaleźliśmy na P50 Pro jest edytor wideo – Klipy Petal. Czyli można nawet realizować prosty montaż wideo na poziomie smartfona.

Huawei rozwija także własną usługę chmurową Huawei Cloud, która jest o połowę tańsza niż np. Google One.

Wreszcie daje się też uruchomić Portfel Huawei (Huawei Wallet). Na starszych smartfonach aplikacja wyświetlała nam komunikat „Funkcja nie jest dostępna w Twoim kraju”. Widocznie Huawei zamierza też zaoferować pełną funkcjonalność Huawei Wallet w Polsce. Na razie można do niej dodawać tylko karty lojalnościowe, ale domyślamy się, że w przyszłości będzie można też dodawać karty płatnicze.

Eksplorowanie nowych aplikacji i usług Huawei sprawiało nam dużą frajdę podczas testów P50 Pro, ale podkreślamy, że wielu rozwiązań trzeba się na nowo nauczyć. Jeśli ktoś się przyzwyczaił do aplikacji Google, może być mu trudno przestawić się na nowe programy. Jednak już po chwili okazuje się, że oferują one porównywalną funkcjonalność.

A co z aplikacjami, których nie ma w AppGallery?

Dzięki rosnącej liczbie aplikacji w AppGallery smartfony Huawei stają się już coraz bardziej użyteczne, ale w sklepie wciąż jeszcze brakuje wielu programów. Na szczęście problem ten można obejść w bardzo prosty sposób: w AppGallery ściągamy kolejny sklep – APKPure. A w nim już znajdziemy dosłownie wszystkie aplikacje na Androida. Nie ma wtedy żadnego problemu z zainstalowaniem Facebooka, Twittera, Slacka, Teamsów, OneDrive i tak dalej – wszystko jest.

Może się jeszcze zdarzyć, że jakaś aplikacja nie zadziała, bo wykryje brak usług Google. Ale to sporadyczne przypadki. W naszych testach nie zadziałał jedynie… Gmail. Nie jest to duży problem, bo wystarczy pocztę Google skonfigurować w dowolnym programie pocztowym.

Werdykt: to kupić P50 Pro czy… czekać i obserwować?

Huawei P50 Pro to z pewnością flagowiec o topowych parametrach. Ma super wydajny procesor, przepiękny ekran, dużo pamięci i robi wyśmienite zdjęcia. Brakuje mu 5G, ale w smartfonie nie jest to tak duży problem, bo w najgorszym wypadku na pobranie dużej, 200-megabajtowej aplikacji zaczekamy minutę zamiast 30 sekund.

Większym problemem jest sam brak usług i aplikacji Google, ale przy odrobinie chęci i zaparcia niemal wszystkie aplikacje da się zainstalować (jak nie z AppGallery, to ze sklepu APKPure). Są też już płatności zbliżeniowe, których tak bardzo brakowało w smartfonach Huawei. Dziś możemy zatem powiedzieć, że Huawei P50 Pro to smartfon kompletny. Podkreślamy jednak, że nie jest to urządzenie dla każdego, bo wymaga odrobinę kombinowania.

Ale dla wymagających najlepszych parametrów i ciekawych nowych rozwiązań będzie to na pewno rozwiązanie warte rozważenia.

Problemem jest polska cena P50 Pro. Została ustalona na 5499 złotych (w przedsprzedaży trwającej do 8 lutego 4999 zł ze słuchawkami Huawei FreeBuds 4 w zestawie). 5,5 tys. zł to bardzo dużo. Wątpimy, że smartfon zdobędzie popularność przy tak wysokiej cenie. Mimo naprawdę świetnych walorów fotograficznych, brak usług Google i 5G spowodują, że konsumenci na pewno wybiorą alternatywne urządzenia.

Huawei ma jednak szansę zdobyć ich serca, jeśli cena jego urządzenia spadnie. Znając już ostatnie premiery smartfonów Huawei, po kilku miesięcy ich ceny mocno topniały. Nie zdziwi nas wcale, jeśli już za 2-3 miesiące cena P50 Pro spadnie do okolic 4 tysięcy złotych. Ale w naszej opinii dopiero poziom 3-3,5 tys. zł mógłby sprawić, że P50 Pro stanie się świetnym rozwiązaniem. Oferuje najlepsze dostępne dziś w smartfonach parametry, a potencjalne problemy z aplikacjami da się okiełznać.

0 0 votes
Article Rating
Powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x