Pentagram PathFinder P 3100 oraz P 3101 – gwiazda za przewodnika

28 września 2007 0 przez Michał Młynarczyk

Wybór konkretnego modelu odbiornika GPS jest trudny. Wszystkie dostępne na rynku urządzenia są do siebie dość podobne – nie tylko jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, ale i o teoretyczne parametry. Często więc decyzję podejmujemy pod wpływem przypadku albo ceny. Może jednak nie warto oszczędzać? Różnica w cenie między dwoma, przetestowanymi przez nas, modelami GPS-ów Pentagrama wynosi dokładnie 26 zł. Czy droższy okaże się lepszy?

Na początek może krótkie przypomnienie. Odbiornik GPS to urządzenie potrafiące dość dokładnie (z dokładnością do kilku metrów) ustalić swoją pozycję i podać ją w formie współrzędnych geograficznych. Tylko tyle i aż tyle. Jest niezbędny do działania coraz popularniejszej nawigacji satelitarnej. To dzięki niemu program-nawigator "wie", gdzie się aktualnie znajdujemy oraz w jakim kierunku i z jaką prędkością zmierzamy. Wbudowane odbiorniki GPS coraz częściej pojawiają się na listach standardowego wyposażenia palmtopów, znajdziemy je też w komórkach z najwyższej półki (takich jak Nokia N95 czy HTC TyTN II), są wreszcie obowiązkowym elementem urządzeń typu PNA, czyli samodzielnych zestawów do nawigacji (dobrym przykładem będzie tu TomTom One). Kupienie kombajnu z wbudowanym chipem odbiornika GPS to tylko jeden ze sposobów na wejście w posiadanie urządzenia umożliwiającego korzystanie z nawigacji. Jest też droga na skróty dla tych, którzy wolą kompletować sprzęt "na raty" albo nie mogą sobie wybrać nic spośród oferty dostępnych palmtopów i telefonów wyposażonych w GPS-y. By korzystać z nawigacji, wystarczy do posiadanego telefonu/palmtopa/laptopa dokupić zewnętrzny odbiornik, podłączany zwykle przez Bluetooth. Na przykład jednego z przetestowanych przez nas Pentagramów.

Dwa serca


Pentagram PathFinder P 3100

Pentagram nie kojarzył się dotąd z urządzeniami do nawigacji satelitarnej. Nic dziwnego, para odbiorników PathFinder: P 3100 (znany też jako PathFinder 6001) oraz P 3101 to jego pierwsza próba podejścia do tematu. Czy powinniśmy więc się niepokoić? Raczej nie. Konstrukcja odbiornika GPS nie jest specjalnie skomplikowana, a najwięcej zależy od wykorzystania odpowiedniego chipsetu. W tej kwestii Pentagram postąpił bardzo rozsądnie. Tańszy P3100 został wyposażony w sprawdzony układ SiRFstar III, który zdążył zaskarbić sobie sympatię użytkowników i uznanie dziennikarzy. To właśnie odbiorniki korzystające z tego chipa jako pierwsze zaoferowały naprawdę wysoki komfort użytkowania. SiRFstar III, dzięki wyjątkowej czułości, doskonale radzi sobie z ciągłym ustalaniem pozycji – startuje szybko i nie powoduje irytujących przerw w śledzeniu. Zastosowanie go gwarantuje tańszemu z Pentagramów co najmniej przyzwoitą skuteczność działania; nie uprzedzajmy jednak faktów.
Pewną niespodziankę (chociaż nie do końca…) stanowi układ zastosowany w droższym, P 3101. Nie pochodzi on od powszechnie cenionego producenta SiRF Technology, ale od nieco mniej znanej firmy MTK. To jednak żadna nowość dla uważnych czytelników ITbiznes.pl. W identyczny chip został wyposażony przetestowany przez nas niedawno odbiornik Qstarz BT-Q818. Wyniki testów tego urządzenia nastrajają optymistycznie, zwłaszcza że droższy z Pentagramów i Qstarz to w rzeczywistości….

…bracia bliźniacy


Znajdź 10 różnic…

Podobieństwa między tymi pozornie niespokrewnionymi odbiornikami nie kończą się oczywiście na zastosowaniu identycznego chipsetu sterującego. Każde z urządzeń wygląda nieco inaczej, ale wystarczy przyjrzeć się trochę uważniej, by dojść do wniosku, że jedyne co je od siebie odróżnia, to czarna płytka na głównym panelu. W przypadku Qstarza jest dłuższa i błyszcząca (ale zarazem bardziej podatna na zarysowania i zabrudzenia), podczas gdy w odbiorniku Pentagram krótsza i matowa. Wielkość i kształt obudowy oraz wszystkie detale (złącza, przełącznik, klapka) są identyczne. Oba urządzenia – co warto podkreślić – nie zostały zbudowane w "fabryce świata", czyli Chinach, ale na Tajwanie. Tyle podobieństw. Dokładniejsze oględziny wskazują na jedną, istotną różnicę. Odbiornik Pentagrama został wyposażony w nieco słabszą baterię (1000 mAh wobec 1100 mAh Qstarza), co z pewnością wpłynie na krótszy czas działania. Pentagram i Qstarz to nie jedyne marki, pod jakimi występuje to urządzenie. Kolejni bliźniacy noszą imiona iBlue oraz BlueNext.


SiRF kontra MTK

Wróćmy jednak do naszych testowych urządzeń, a raczej do ich parametrów technicznych. Oto najważniejsze dane, jakie znajdziemy w specyfikacjach GPSów Pentagrama:

 

  P 3100 P 3101
Układ SiRFstar III MTK MT3301+MT3179
Liczba kanałów 20 32
Antena wbudowana wbudowana

+ gniazdo MMCX  
Zimny start 42 s 39 s
Ciepły start 35 s 36 s
Gorący start 1 s 1 s
Poziom dokładności < 5 m < 3 m
Akumulator 1100 mAh li-ion 1000 mAh li-ion
Czas działania 12h 25h
Masa (z akumulatorem) 69 g 65 g
Wymiary 77 x 47 x 19 mm 73 x 45 x 20 mm

Dostarczone przez producenta informacje wymagają krótkiego komentarza. Liczba kanałów to nic innego jak teoretyczna, maksymalna ilość satelitów, z których urządzenie może jednocześnie pobierać dane. W praktyce, po przekroczeniu pewnego progu, zwiększanie tej wartości przestaje mieć sens. Po prostu nad naszymi głowami krąży nie więcej niż 30 nadajników systemu GPS, a co ważniejsze, tylko kilka spośród nich jest widocznych w danym momencie z jednego punktu na ziemi – reszta chowa się za horyzontem. Do poprawnego ustalenia pozycji wystarczą informacje pochodzące od czterech satelitów. Nie ma więc absolutnie żadnego znaczenia, czy odbiornik obsługuje 32 czy też "tylko" 20 kanałów. Istotna może być za to obecność złącza anteny zewnętrznej, jakie znajdziemy w tańszym z Pentagramów. Mimo wysokiej czułości współczesnych odbiorników, możemy być zmuszeni do skorzystania z takiego dodatku (o czym później).


Pentagram PathFinder P 3101 – zestaw

Dość spore znaczenie mają też informacje dotyczące szybkości ustalania pozycji, czyli tzw. zimnego, ciepłego i gorącego startu. Ten pierwszy to najcięższy test dla odbiornika. Ma miejsce, gdy urządzenie musi dokonać ustalenia pozycji zupełnie od zera (np. przy pierwszym włączeniu albo po długotrwałym przetrzymaniu z rozładowaną baterią). Nic więc dziwnego, że w takiej sytuacji uruchomienie trwa najdłużej. W przypadku ciepłego startu odbiornik dysponuje pewnymi danymi, które udało mu się zebrać zaraz przed wyłączeniem. Dzięki temu ustalenie pozycji trwa nieco krócej. Z tymi dwoma typami startu będziemy mieli do czynienia uruchamiając urządzenie przed wyjazdem w trasę. Trzeci rodzaj, tzw. start gorący oznacza w zasadzie odzyskanie sygnału utraconego na chwilę, na przykład w tunelu. Odbiornik dysponuje dużą ilością aktualnych danych, więc gorący start trwa wyjątkowo krótko. I całe szczęście, bo o ile kilkanaście czy kilkadziesiąt sekund poświęconych na rozpoczęcie nawigacji nie zmienia wiele, o tyle ten sam czas stracony w czasie jazdy mógłby oznaczać np. przejechany zjazd z autostrady (i dodatkowe kilkadziesiąt kilometrów drogi). Czasy zadeklarowane przez producenta wyglądają całkiem nieźle – w trakcie testu przekonamy się, na ile odpowiadają rzeczywistości. Błąd pomiaru w przypadku obydwu GPS-ów jest niewielki i w zupełności akceptowalny przy zastosowaniu ich w nawigacji. Uwagę zwraca ponad dwukrotna różnica w deklarowanym czasie pracy na baterii. Ci z czytelników, którzy dotarli do testu odbiornika Qstarz, nie będą się dziwić – chipset MTK okazał się wyjątkowo energooszczędny.

Monolit i szarak

Wszystkie uwagi, które mieliśmy do wykonania obudowy odbiornika Qstarz odnoszą się też do PathFindera P 3101. W skrócie: urządzenie zrobione jest nieźle, ale nie rewelacyjnie, a na dodatek bez polotu. Przyzwoita, albo i nawet trochę lepsza jakość wykonania, a do tego nudny design. Taki jest P 3101. Sprawia wrażenie solidnego, ale gdy go mocniej ścisnąć, słychać trzeszczenie. Mechanizm zamykania klapki działa niepewnie i wymaga przyłożenia większej siły. To wszystko jednak szczegóły, które nie powinny mieć znaczenia w przypadku urządzenia przechowywanego zwykle w schowku na rękawiczki albo w innym, niedostępnym dla ciekawskich miejscu. Tymczasem intrygujący wygląd tańszego z Pentagramów zachęca do tego, by położyć go na widoku. Jego czarna obudowa przywodzi na myśl kubrickowski Monolit, a połyskliwa powierzchnia górnej części przyciąga wzrok (i ślady palców…).

Czar pryska, gdy przyciśniemy włącznik. Nierówno podświetlone symbole zasilania, sygnału i połączenia Bluetooth oraz prześwitujące przez szpary w obudowie diody, odbierają P 3100 sporo wdzięku.

Poza tym, nie mamy większych uwag co do jakości wykonania urządzenia. Całość sprawia wrażenie solidnej i nawet gniazdko mini USB całkiem nieźle pasuje do otworu wyciętego w plastikowej obudowie. P 3100 jest wyraźnie większy od swojego droższego brata, ale waży praktycznie tyle samo. Przewagę P 3101 dostrzeżemy kładąc go pod przednią szybą auta. Praktycznie całą klapkę baterii pokrywa u niego gumowa podkładka, dzięki której urządzenie nie zaczyna podróżować po wnętrzu samochodu, gdy bierzemy ostrzejszy zakręt. W P 3100 znajdziemy jedynie dwa cienkie paski gumy, które znacznie słabiej utrzymują odbiornik na miejscu.

Jak już wspomnieliśmy, P 3100 został wyposażony w gniazdko zewnętrznej anteny. Standardowe złącze MMCX znajduje się z boku urządzenia.


Zasilanie? Z prądem!

Wybierając źródło zasilania dla swoich urządzeń, Pentagram zdecydowanie poszedł z prądem stosując maksymalnie zestandaryzowane rozwiązania. Obydwa GPS-y są zasilane tak samo – z baterii litowo-jonowych kompatybilnych z nokiowskim modelem BL-5C (znana m.in. z telefonów 6030, 6230, 6600, 6630, E50 i N70 czy z GPS-a LD-3W). To duży plus. W razie zużycia lub awarii ogniwa, nie będzie problemu ze znalezieniem zamiennika. Jeśli używamy telefonu korzystającego z baterii BL-5C (co jest całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę dominację Nokii na rynku komórek), możemy potraktować GPS-a jako dodatkową ładowarkę albo źródło akumulatora "na podmianę", w sytuacji gdy nagle zabraknie nam "kresek".

Wejście zasilania w przypadku obydwu PathFinderów jest identyczne i na dodatek, jeszcze bardziej standardowe niż akumulator. To zwykłe gniazdko miniUSB, jakich wiele w aparatach cyfrowych, odtwarzaczach MP3 czy telefonach komórkowych. Oba Pentagramy możemy ładować podłączając je do komputera, zasilacza sieciowego lub samochodowego (te dwa ostatnie znajdziemy w pudełkach obydwu GPS-ów).

Na marginesie – gniazdko miniUSB przyda się tylko do ładowania, dane są przesyłane wyłącznie za pośrednictwem interfejsu Bluetooth. Każdy z testowanych przez nas zestawów jest wyposażony w nieco inną ładowarkę samochodową. Ta dołączona do P 3100 ma zwykłe gniazdko USB, do którego dopiero podłącza się kabelek USB – miniUSB. Tymczasem, zestaw P 3101 zawiera ładowarkę z przylutowanym kablem, zakończonym wtyczką miniUSB. Jest to o tyle istotne, że zasilacz z gniazdkiem USB pozwala podładować w aucie nie tylko GPS-a, ale i urządzenia czerpiące prąd ze złącza USB, wyposażone w nietypowe gniazdko i własny, specjalny kabel; np. iPoda. Nie wiemy jednak, na ile ta – niewielka przecież – różnica pomiędzy ładowarkami dołączonymi do obydwu urządzeń jest przypadkowa, związana z datą produkcji i serią, a na ile stała, związana raczej z modelem odbiornika. Jeśli to dla nas ważne, powinniśmy sprawdzić konkretny egzemplarz przed zakupem.

Jeszcze kilka słów o różnicach. Chociaż baterie zastosowane w obydwu GPS-ach mają taki sam format, nie są bynajmniej takie same. Tańszy P 3100 został wyposażony w pojemniejsze (!) ogniwo 1300 mAh.

Tak, 1300, a nie 1100, jakby wynikało z danych dostarczonych przez producenta. Może właśnie dzięki temu udało się dotrzymać słowa w kwestii czasu pracy na baterii – PathFinder P 3100, zgodnie z tym, co deklaruje jego producent, potrafi działać na jednym ładowaniu do 12 godzin. W zestawie z droższym P 3101 dostaniemy akumulator o mniejszej pojemności – tylko 1000 mAh.

Nie przeszkadza to mu jednak uzyskać bardzo dobrego czasu pracy bez dodatkowych źródeł zasilania. W praktyce, GPS z energooszczędnym układem MTK bez problemu zbliża się do obiecywanych przez producenta 25 godzin. W naszym teście, skapitulował po nieco ponad dobie nieprzerwanego śledzenia satelitów. Jednym słowem, działał dwa razy dłużej niż tańszy P3100. To bardzo duża przewaga, która może mieć znaczenie przy "niesamochodowych" zastosowaniach GPS-a.

Ale na tym wcale nie kończą się zalety P 3101. Podobnie jak jego brat bliźniak, Qstarz BT-Q818, droższy z Pentagramów wyłącza się, gdy z niego nie korzystamy. A dokładniej – przechodzi w stan uśpienia, jeśli nie ma aktywnego połączenia Bluetooth z żadnym urządzeniem (komórką, palmtopem czy komputerem). Odzyskanie połączenia wybudza go ze "snu". Dzięki temu możemy umieścić odbiornik w schowku (albo nawet zabudować na stałe, z podłączonym zasilaniem) i zapomnieć o każdorazowym włączaniu i wyłączaniu. Praktyczne.


Kto pierwszy, kto lepszy?

Przejdźmy do wyników testów. Na początek kilka słów na temat subiektywnych wrażeń z użytkowania. W ramach testu przejechaliśmy z oboma GPS-ami ponad 3500 km. Żaden z nich nie zawiódł nas ani razu. Pozycja ustalana była sprawnie i dokładnie, a podczas nawigacji nie zdarzało się przypadkowe gubienie sygnału (chyba że w momencie wjechania do tunelu albo garażu piętrowego). Jednym słowem, obydwa urządzenia sprawdziły się w warunkach rzeczywistych. Trudno było też dostrzec wyraźną różnicę między nimi – zarówno P 3100 jak i P 3101 radziły sobie bardzo dobrze. Większość czasu urządzenia spędziły w zamykanym schowku znajdującym się na desce rozdzielczej, pod szybą. Sporadycznie umieszczaliśmy je poza schowkiem (na nim albo na innym elemencie deski) albo w schowku na rękawiczki. Do testów wykorzystaliśmy palmofon Nokia N70 z oprogramowaniem TomTom Mobile 5 i NaviExpert 2 oraz palmtopa Acer n300 z programami MapaMap 4.0 i VisualGPSce.

Test czułości odbiorników odbywał się w wyjątkowo trudnych warunkach. Samochód został zaparkowany w tzw. miejskim kanionie, czyli w wąskim korytarzu między wysokimi budynkami. Na dodatek niebo zasnuwały ciężkie chmury. Mimo to oba urządzenia Pentagrama poradziły sobie z ustaleniem pozycji. Stosunkowo najłatwiej miały przy pierwszej próbie, w ramach której zostały umieszczone na desce rozdzielczej, pod przednią szybą auta:

 


PathFinder P 3100

PathFinder P 3101

Obydwa GPS-y uzyskały tzw. fix (czyli użyteczny sygnał) z pięciu satelitów (pięć niebieskich pasków na każdym z wykresów). Po włożeniu do schowka na rękawiczki sytuacja wyglądała już nieco inaczej:

 


PathFinder P 3100

PathFinder P 3101

I tu niewielkie zaskoczenie. Droższy z Pentagramów, P 3101, pobrał dane z mniejszej liczby satelitów niż tańszy P 3100. Jednak w obydwu przypadkach, ustalenie pozycji nie sprawiło odbiornikom większego problemu. Na koniec urządzenia wylądowały pod fotelem pasażera:

 


PathFinder P 3100

PathFinder P 3101

Tutaj z kolei wygrywa PathFinder P 3101, uzyskawszy fix z sześcioma satelitami, podczas gdy Pentagram z chipsetem SiRFstar III jedynie z pięcioma. By mieć jakiś punkt odniesienia, postanowiliśmy w tym samym miejscu i czasie przetestować nasz referencyjny GPS, odbiornik Nokia LD-3W. Zrzut ekranu z programu do nawigacji mówi sam za siebie:

I jeszcze jedna ciekawostka. W nieco innych (bardziej przyjaznych) warunkach zestawiliśmy ze sobą bliźniaków – odbiorniki GPS z chipsetem MTK sprzedawane pod markami Qstarz i Pentagram:

 


Qstarz BT-Q818

PathFinder P 3101

Chociaż na wykresie Qstarza widzimy o jeden słupek więcej, nie przekłada się to na wyraźną przewagę tego urządzenia nad bliźniaczym Pentagramem. Sygnał z ósmego satelity był w przypadku obu GPS-ów dość niestabilny i raz pojawiał się, a raz znikał.

Jakie z tego wszystkiego wnioski? Jeśli chodzi o czułość, trudno wyłonić zdecydowanego zwycięzcę. Obydwa GPS-y Pentagrama radzą sobie bardzo dobrze, nawet w słabych warunkach. To również kolejne potwierdzenie wysokiej sprawności układu MTK zastosowanego w Pentagramie P 3101. Okazuje się, że czułością dorównuje on sprawdzonemu i chwalonemu SiRFstar III, a przy tym jest znacznie bardziej energooszczędny. Potwierdzenie uzyskują też nasze subiektywne wrażenia z użytkowania odbiorników.

Na koniec jeszcze kilka słów o szybkości. Szybkości startu, oczywiście. Dla obydwu modeli GPS-ów Pentagram deklaruje podobne, całkiem niezłe parametry dotyczące zimnego startu. Odbiornik z układem SiRFstar III ma ustalać swoją pozycję średnio w 42 sekundy, a ten z chipsetem MTK w 39 sekund. Sprawdziliśmy to. Uzyskane przez nas wyniki odbiegały nieco od podawanych przez producenta, ale nadal były całkiem przyzwoite. Tańszy z GPS-ów potrzebował na zimny start około 45 sekund, a jego droższy brat – o pięć sekund mniej. Również deklaracja dotycząca jednosekundowego czasu oczekiwania na odzyskanie sygnału (tzw. gorący start) okazała się mieć pokrycie w rzeczywistości. Sygnał pojawiał się z powrotem niemalże od razu po wyjechaniu z tunelu.


Antena – bajer czy konieczność?

Podczas głównej części testu (ponad dwutygodniowy, wakacyjny wyjazd) nie używaliśmy zewnętrznej anteny, którą opcjonalnie można podłączyć do tańszego z Pentagramów. Oba GPS-y umieszczone w schowku pod szybą albo wprost na desce rozdzielczej musiały poradzić sobie same. Mimo to nie mieliśmy nigdy problemów ze złapaniem i utrzymaniem sygnału. Dodatkowa antena okazała się zbędna. Może więc nie warto przejmować się brakiem złącza antenowego w P 3101?


Gniazdko MMCX Pentagrama P3100

Taka odpowiedź będzie prawdziwa dla zdecydowanej większości użytkowników samochodowej nawigacji. Jeśli nie wiesz, czy będziesz potrzebował zewnętrznej anteny, znaczy to, że najprawdopodobniej nie będziesz jej potrzebował. Zdarzają się jednak sytuacje, w których nie obędzie się bez "pomocy z zewnątrz". Dodatkowa antena może okazać się niezbędna w przypadku zabudowania odbiornika w desce rozdzielczej. Na problemy z łapaniem sygnału narzekają też niektórzy użytkownicy aut z ogrzewaną przednią szybą – i w tym przypadku antena może okazać się niezbędna.

Nasza testowa antena GPS w niczym nie przypomina wielkich "szaszłyków" niezbędnych do działania CB, a nawet klasycznych anten radiowych. To nieduży kawałek plastiku, mocowany do dachu auta przy pomocy wbudowanego (naprawdę mocnego!) magnesu. Mocowanie jest wyjątkowo solidne – trudno nam wyobrazić sobie sytuację, w której pęd powietrza oderwałby antenę (no chyba, że byłaby przymocowana do dachu Concorde’a ;)). Od plastikowego elementu wiedzie przewód, który jest zakończony standardową wtyczką MMCX. Złącze tego standardu znajdziemy w wielu odbiornikach GPS, w tym w PathFinderze P 3100. Jeśli chcemy załatwić sprawę elegancko, dla kabla możemy znaleźć albo przygotować specjalny otwór w karoserii. Jeśli szkoda nam czasu i wysiłku – wystarczy przeciągnąć go przez przymknięte okno. Przejdźmy do rzeczy. Co faktycznie daje podpięcie anteny? By to sprawdzić, postawiliśmy samochód w wyjątkowo trudnym terenie – jeszcze trudniejszym, niż w przypadku poprzednich prób. Wysokie, stojące blisko siebie bloki oraz rosnące wokoło drzewa utrudniały ustalenie pozycji, co doskonale widać na pierwszym z ekranów:

 


PathFinder P 3100 bez anteny

PathFinder P 3100 z anteną

GPS umieszczony w schowku (dodatkowe utrudnienie) poradził sobie z uzyskaniem danych jedynie z czterech satelitów. Zdarzało się nawet, że momentami gubił sygnał. Podłączenie anteny zmieniło sytuację diametralnie – urządzenie było w stanie uzyskać fix z siedmioma, a nawet ośmioma satelitami. Nie zdarzały się też sytuacje gubienia pozycji. Podsumowując – zewnętrzna antena zdecydowanie pomaga w ustalaniu koordynatów, zwłaszcza w trudnych warunkach. Z drugiej jednak strony, przy coraz lepszej czułości współczesnych GPS-ów ciężko o sytuację, w której wbudowana antena okazałaby się niewystarczająca.


Tanio i naprawdę dobrze

Odbiorniki GPS osiągnęły już ten poziom dojrzałości, na którym nawet rozwiązania należące do najtańszych doskonale spełniają swoje zadanie. Dowodem na to jest Pentagram PathFinder P 3100, który dzięki niskiej cenie może stać się przebojem rynkowym. Jego zalety nie kończą się jednak na ekonomiczności. P 3100 to całkiem skuteczny, a do tego nieźle wyposażony (dwie ładowarki, złącze antenowe) GPS. Czy warto dopłacić 26 zł by wejść w posiadanie modelu P3101? I tak, i nie. Warto, jeśli zależy nam na długim czasie działania na baterii. To jedyna, naprawdę poważna przewaga droższego z Pentagramów nad tańszym modelem. Wbudowany w P3101 chipset MTK po raz kolejny potwierdził, że jest w stanie nawiązać równorzędną walkę ze swoim wielkim konkurentem, SiRFstar III. I zdecydowanie wygrać ją na polu energooszczędności. Z drugiej strony, do droższego z urządzeń nie podłączymy zewnętrznej anteny – to wada, która w pewnych zastosowaniach może dyskwalifikować. Podsumowując. Obydwa GPS-y Pentagrama są warte polecenia. Tańszego z nich powinni wybrać ci, którym zależy na maksymalnej oszczędności i obecności złącza antenowego. Droższego – wszyscy, którzy cenią długi czas pracy na baterii.

Pentagram PathFinder P 3100 (6001)

Zalety

  • świetna czułość
  • atrakcyjna cena
  • ciekawy wygląd
  • złącze antenowe
Wady

  • krótki czas pracy na baterii

Do testów dostarczył: Pentagram
Cena: 219 złotych z podatkiem VAT, gwarancja: 24 miesiące, door to door

Pentagram PathFinder P 3101

Zalety

  • świetna czułość
  • szybkie ustalanie pozycji
  • długi czas pracy na baterii
  • atrakcyjna cena
Wady

  • brak złącza antenowego

Do testów dostarczył: Pentagram
Cena: 245 złotych z podatkiem VAT, gwarancja: 24 miesiące, door to door