Projektor BenQ PE5120 – biały maluch DLP

28 stycznia 2005 0 przez Piotr Bulski

Mówiąc o zestawach kina domowego w myślach pojawia się zestaw kilku głośników wraz z przeznaczonym im wzmacniaczem. Tymczasem kino to sztuka przeznaczona także, a może przede wszystkim dla oczu jej odbiorców. Mieliśmy niedawno przyjemność przetestowania najnowszego projektora w ofercie firmy BenQ – modelu PE5120. To sprzęt przeznaczony nie dla potrzeb użytkowników przeprowadzających prezentacje, choć jego parametry w pełni wystarczają, by taki pokaz przeprowadzić. To sprzęt dla domu i tych wszystkich, którzy za w miarę rozsądną cenę chcą oglądać obraz telewizyjny w formacie dużo większym od największych oferowanych dziś odbiorników telewizyjnych.

Nowość BenQ korzysta z „lusterkowej” technologii DLP (Digital Light Processing), opracowanej przez firmę Texas Instruments. A do tego oferuje nominalne wyświetlanie obrazu w formacie 16:9 i pięciobarwne koło kolorów, które według zapewnień producenta ma wpłynąć na bardziej dokładne odwzorowanie kolorów skóry.

Rozdzielczość oferowana przez projektor nie jest standardowo spotykana. Wykorzystany w sprzęcie pojedynczy chip DMD (Digital Micromirror Device) 480p pozwala uzyskać obraz o wymiarach 854 na 480 punktów. To tzw. WVGA czyli Wide VGA (szerokie VGA). 16:9 to atrakcyjny i nowoczesny format, lecz po podłączeniu projektora do komputera pojawiają się kłopoty z dostosowaniem „standardowych” komputerowych rozdzielczości do wymiarów szerokiego ekranu oferowanego przez projektor.

Projektor nie jest wielki. Jego wymiary to 262 mm na 99 mm na 216 mm, a waga to niecałe trzy kilogramy. Dostarczany jest wraz z praktyczną torbą dokładnie opinającą sprzęt. Przenoszenie na większe odległości nie stanowi więc kłopotu, tym bardziej, że w obudowie urządzenia nie zaprojektowano uchwytów do chwycenia projektora.

Co ciekawe, mimo że BenQ kieruje ten sprzęt na rynek głównie rozrywkowy, na obudowie nie zapomniano dodać uchwytu potrzebnego do zamontowania zamka typu Kensington. W warunkach biurowych i na różnego rodzaju prezentacjach pozwala on w miarę spokojnie oddalić się na kilka chwil od sprzętu wierząc, że przez ten czas nie zmieni on właściciela :).

Prócz torby, w opakowaniu dostajemy kabel zasilający (gdyby go zabrakło, można skorzystać ze standardowego przewodu zasilania dla komputerów). Ponadto, jest tam przewód S-Video i kabel composite oraz niemałych rozmiarów pilot zdalnego sterowania.

Obudowa projektora wykonana jest z białego plastiku. To ciekawa dla oka odmiana po tych wszystkich grafitowych, srebrnych i generalnie opakowanych w ciemne plastiki urządzeniach, z którymi do tej pory miałem okazję obcować.

Standardowo na górnej części umieszczono panel sterowania projektorem. Nawet w kiepskich warunkach oświetleniowych, tak normalnych dla sali projekcyjnej, kontrolowanie opcji nie będzie kłopotliwe. Wszystkie dostępne przyciski są bowiem podświetlane. Od góry mamy też dostęp do pierścieni sterujących optyką projektora, powiększeniem i ostrością (zoom 1,22:1, ogniskowa 24-29,1 mm). Oba parametry sterowane są wyłącznie manualnie.

Podświetlany panel sterowania i kontrolki.

Na tyle projektora, prócz baterii połączeń „straszą” dwa otwory na wentylatory, za którymi pracują chłodzące go śmigła. Zapowiadać to może niemały szum podczas pracy. Jednak obawy okazują się niepotrzebne. Choć nie da się ukryć, że ucho przeciętnego człowieka jest w stanie wykryć różnicę w natężeniu szumu, kiedy projektor pracuje w trybie ekonomicznym, oszczędzającym godziny życia żarówki, a trybem normalnym, kiedy ta pracuje z pełnym natężeniem światła. W obu przypadkach, podczas projekcji filmów, ścieżka dźwiękowa skutecznie zagłusza szemranie chłodzenia (no chyba, że mamy do czynienia z filmem niemym :)).

Dwa wiatraki, ale mimo to jest cicho.

Obok wywietrzników zgromadzono wszystkie złącza, jakie można wykorzystać podczas pracy z projektorem. Znalazło się tam gniazdo DVI, S-Video, Composite i komponentowe, na trzy składowe kolory RGB. Zainstalowano tam także interfejs USB, którego użytkownik nie wykorzystuje. Przeznaczono je dla serwisantów. Jest tam też interfejs podczerwieni, dla komunikacji z pilotem. Podobny interfejs zainstalowano z przodu urządzenia. Ułatwia to znacznie zdalne sterowanie projektorem, niezależnie od tego czy znajdujemy się przed czy za urządzeniem.

Złącza plus interfejs IrDA.

Projektor pozwala na instalowanie go w czterech położeniach względem ekranu. Przed nim na podłożu i pod sufitem, oraz za ekranem tak samo, na górze i na dole. Odpowiednich modyfikacji wyświetlanego obrazu dokonuje się z poziomu menu.

Na spodzie obudowy znalazło się miejsce na trzy niezależnie sterowane nóżki, za pomocą których można ostatecznie wypoziomować wyświetlany obraz. Przednią wysuwa się po przyciśnięciu guzika, tylne umieszczono na gwintach. Od spodu także znalazły się niewielkie gwintowane otwory do montowania projektora na stałe, np. pod sufitem, oraz klapka, pod którą kryje się żarówka. Tu jednak nie powinno się zaglądać częściej niż co 2-3 tys. godzin pracy urządzenia.

Nóżki pozwalają na ostateczne ustawienie projektora, powyżej także miejsce na zamek Kensington.



No i na koniec oglądania sprzętu kilka słów o pilocie zdalnego sterowania. Ten nie należy do najmniejszych. Wydawałoby się, że stworzono go tak wielkim, by „upakować” tam obsługę wielu funkcji. Tymczasem duży pilot pozwala na kontrolowanie dokładnie tych samych ustawień, które można zmieniać za pomocą przycisków panelu na projektorze. Może więc stworzono go tak dużym, by trudno było go zgubić :).

Tak jak projektor, pilot wykonano z białego plastiku. Pomyślano o tym, jak usprawnić posługiwanie się nim w ciemnych pomieszczeniach. Jeden z guzików pilota odpowiada za włączenie podświetlenia jego przycisków. Dla tych, których dłonie „nie pamiętają” układu klawiszy, to podczas projekcji doskonałe ułatwienie.



Uruchamiamy projektor. Po około dwudziestu sekundach nagrzewania się, projektor zaczyna wyświetlać obraz. Ciekawe, że w urządzeniu nie znalazło się standardowe gniazdo D-Sub, a jedynie DVI-A. Odpowiedni kabel dostarczany jest razem ze sprzętem, więc nie ma kłopotu.

Projektor potrafi wyświetlać obraz zarówno w formacie 16:9, ale i 4:3. Ponieważ nominalnym formatem wyświetlania jest ten szeroki, 4:3 powstaje przez „wyłączenie” z funkcjonowania części wyświetlanego obrazu. Kiedy oglądamy mniejszy obraz, widać po jego bokach ledwo zaznaczające się kontury szerokiego formatu. Nie jest to jednak coś co potrafi przeszkadzać podczas projekcji filmu.

Menu projektora (dziesięć języków: angielski, francuski, hiszpański, włoski, niemiecki, koreański, chiński, japoński i rosyjski) pozwala na wybór sposobu wyświetlania kolorów, ich temperatury, ustawienia kontrastu i jasności ekranu, przełączanie się pomiędzy formatami wyświetlania oraz redukcję zniekształceń trapezowych obrazu i źródło sygnału.

Producent podaje, że maksymalny rozmiar projekcji może wynosić nawet 4,43 m na 2,49 m z odległości 8,47 m. Tak wielkiego obrazu niestety nie udało się nam uzyskać, a to z powodu wymiarów pomieszczenia, w którym testowano sprzęt. Uzyskany przez nas miał około 100 cali przekątnej.

Projektor sprawdzaliśmy w rozdzielczościach 800 na 600, 1024 na 768, oraz, co ciekawe, w 1280 na 1024.



Mimo że BenQ ostrzega, że połączenie przewodem DVI-A nie pozwala na korzystanie z najbardziej szczegółowej rozdzielczości, tak jednak nie jest. Projektor włącza się, choć nie bez kłopotów. Czasem, zamiast pulpitu komputera, pokazywał się komunikat Out of Range (no cóż, producent ostrzegał). Wyświetlany obraz (konwertowany z rozdzielczości 1280 na 1024 piksele) ma niewiele wspólnego ze szczegółowością. Dzieje się tak ze względu na kilkaset linii mniej oferowanych przez urządzenie, na których musi „zmieścić się” większy obraz. To tzw. kompresja.

Ciemne pole symbolizuje rozdzielczość projektora.

O ile w przypadku niższych rozdzielczości, zastosowane algorytmy sprawują się doskonale, to przy obrazie 1280 na 1024 punkty, konwertowany obraz jest nieczytelny w swych najdrobniejszych szczegółach. Dobrze to widać na podpisach pod ikonami pulpitu.

Gdyby nie ikona, byłoby trudno poznać z czym mamy do czynienia.

W 480 liniach punktów wysokości zmieścić musi się w tym trybie 1024 linii pikseli, oznacza to, że mamy tu nadwyżkę aż 544 linii. To nie wszystko, bo obraz jest nie tylko za wysoki, ale i jego szerokość jest zbyt wielka. Na 854 piksele przypada 1280 punktów. To także za dużo o 426 pikseli.

Napisy z Nokia Monitor Test w rozdzielczości 800 na 600 pikseli.

Jeśli więc chcielibyście wybrać się na jakąś prezentację, gdzie by wyświetlano szczegółowe dane z wysokorozdzielczej tabeli arkusza kalkulacyjnego, uwierzcie, byłaby to bardzo nieudana prezentacja :). Ale to przecież projektor przeznaczony dla filmów. A podczas projekcji filmów jedynym kłopotem podczas projekcji mogą być nieco postrzępione brzegi napisów.

Te same napisy w rozdzielczości 1024 na 768 pikseli.

Ciekawe jest też, że w przypadku próby wyświetlania obrazu o wymiarach 800 na 600 pikseli, do czynienia mamy nie tylko z kompresją (w pionie), ale i jednoczesnym rozciąganiem ekranu (poziomie). O tym, jak tego typu modyfikacje oryginalnego obrazu wpływają na wyświetlaną grafikę, przekonacie się oglądając m.in. poniższe ilustracje.

To już 1280 na 1024 piksele… i same kłopoty z małymi literkami.

Technologia DLP pozwala uzyskać jasny i kontrastowy obraz. Jasność projekcji testowanego modelu osiąga według producenta nawet 1100 ANSI lumenów. Kontrast ma wartość 2000:1.

Kolory z palety 16,7 mln wyświetlane są poprawnie, jednak przed przystąpieniem do projekcji warto wybrać odpowiadającą oglądającym charakterystykę barw, zarówno temperaturę, jak i tryb pracy. Tutaj producent przygotował kilka predefiniowanych ustawień dla prezentacji (bardzo jasne, kontrastowy), dla oszczędnych (ekonomiczny, przyciemniony i oszczędzający żarówkę), ale i taki, nazwany wideo, dla stosowania podczas projekcji filmów, a nadający barwom nieco cieplejszy odcień.

Zmiana ustawień z trybu prezentacji do trybu wideo daje widoczne zmiany w kolorystyce.

Dla ożywienia wyświetlanych kolorów, producent postanowił zastosować w modelu PE5120 pięciosegmentowe koło kolorów. To przez te obracające się segmenty przechodzi światło 200-watowej żarówki nim odbije się od ustawionych odpowiednio mikroskopijnych lusterek na chipie DMD. Dodanie żółtego koloru do trzech barw składowych RGB (piąty segment jest bezbarwny) ma wpływać na jakość kolorów, np. naturalną barwę skóry.

Podczas oglądania generowanego przez projektor obrazu nie stwierdziliśmy nienaturalnej barwy skóry. Choć przy standardowych ustawieniach błyszczące fragmenty ciała zbyt kontrastowo oddzielały się jasnym kolorem. Korekcja kontrastu likwidowała ten problem.

Naturalny kolor skóry to zasługa zółtego segmentu w kole kolorów.

Osobom, które mają kłopoty z oglądaniem projekcji z urządzeń DLP (to niewielka część użytkowników) , a ich oczy wychwytują efekt tęczy (czyli zauważają składowe kolory tworzące poszczególne klatki) powinno pomóc nie tylko pięciosegmentowe koło, ale i przyspieszona prędkość jego obrotu (koło kolorów może mieć oczywiście więcej niż pięć segmentów, a prędkość jego obrotu może być szybsza).

Podczas prób udało się między innymi zauważyć, że natężenie światła na całej powierzchni wyświetlanego obrazu jest delikatnie różne. To zapewne zasługa obiektywu. W przygotowanych przez nas ilustracjach dla składowych kolorów i białego nieco podkreśliliśmy występujące różnice, by zaprezentować miejsca gdzie wystepowały. W rzeczywistości niemal nie było ich widać, a więc w projekcji czy to filmu, czy telewizji nie przeszkadzały wcale.







Róznice w oświetleniu zaakcentowaliśmy mocniej, by było lepiej je widać.

A skoro jesteśmy już przy źródłach obrazu, projektor jest nie tylko kompatybilny z rozdzielczościami komputerowymi. Potrafi pracować też w trybie HDTV (1080i, 720p, 576p, 576i, 480p, 480i) oraz z systemami NTSC, PAL, SECAM.

Jeszcze coś dla oszczędzających prąd. Maksymalne zużycie energii w czasie użytkowania PE5120 to około 285 W. W trybie ekonomicznym spada tu nie tylko zużycie żarówki i zmniejsza się natężenie szumu wiatraków (z 29 do 26 decybeli), ale i zużycie energii potrafi spaść o około 20 proc.

Obiektyw sterowany jest manualnie.



Podsumujmy. PE5120 to prosty projektor o dużych możliwościach. Prezentowane przez urządzenie barwy są naturalne. Obiecywana przez pięciosegmentowe koło kolorów barwa czy to skóry, czy złota również niewiele ma sobie do zarzucenia. Oferowane przez projektor barwy standardowe mogłyby być nieco mniej kontastowe, ale to raczej subiektywna ocena testującego, poza tym szybko można zmodyfikować to za pomocą pilota czy panelu sterowania. Jasność obrazu jest w zupełności wystarczająca, a w ciemnych i niewielkich pomieszczeniach wręcz zbyt duża (przydaje się wtedy nieco mniej jasny tryb ekonomiczny). Także wyświetlanie czerni ma niewiele do zarzucenia. Nie jest to oczywiście czerń absolutna.

Mimo że projektor kierowany jest do odbiorców poszukujących nowych sposobów na wyświetlanie filmów, to z pewnością można go wykorzystać także w zastosowaniach biurowych. Ważne jednak by wtedy nie przesadzić z rozdzielczością wprowadzanego do projektora obrazu.

Godny uwagi jest też podświetlany pilot. Mimo że wielki, może być podświetlany, a to spora zaleta.

Co może się nie podobać? Mimo wszystko przy wyświetlaniu dużego formatu poszczególne piksele są widoczne. Nie jest to co prawda dokuczliwe, ale mimo wszystko widać je. Podczas zasłaniania obiektywu klapką ochronną, optyka rozregulowuje się. Oznacza to za każdym razem konieczność jej ustawiania.

Z bliska widać każdy punkt.

Co do żywotności lampy, osiągany przez model BenQ wynik 2-3 tys. godzin to niemal standardowa wartość i w innych modelach.

ZaletyWady
  • Niewielkie wymiary
  • Prosta obsługa
  • Dobrej jakości obraz
  • Podświetlany pilot i menu na projektorze
  • Lekko widoczne piksele
  • Rozregulowywanie ustawień wieczkiem ochronnym
  • Brak polskiego menu
  • Duże gabaryty pilota

Do testów dostarczył:

BenQ
www.benq.pl

Ceny brutto (z VAT): 5290 zł