Fujitsu Siemens Amilo Si 2636 – mały konkret

3 marca 2008 0 przez Piotr Bulski

Nudne i bezbarwne komputery przenośne już tak silnie nie
dominują. Producenci zauważyli, że by przyciągać klientów, trzeba oferować z
nimi nie tylko ciekawe konfiguracje, ale i zamykać je w atrakcyjnej formie
zewnętrznej. Nie od dzisiaj wiadomo przecież, że sprzedaje się opakowanie. To
co jest wewnątrz, w przypadku laptopów również jest istotne, jednak rynek takich
komputerów, otwierający się na masowego odbiorcę, musi mieć mu coś do
zaproponowania, a nie mogą to być w pierwszym rzędzie tabele z megahercami.

Taki próbuje być nowy model komputera przenośnego Amilo od
Fujitsu Siemens Computers. Seria Amilo to sprzęt dla domu, zwykłych
konsumentów, którzy w świecie wszechobecnej reklamy bardzo zwracają uwagę na to,
jak coś wygląda. I tu producent nie zawodzi, bo ciekawym zabiegiem, z
potencjalnie nudnego czarnego laptopa wydobywa świeżą, nieco zabawkową formę,
która nie kojarzy się z zaawansowaną elektroniką, ale bardziej z gadżetami.

Ta świeża forma nie powinna mylić. Za nią kryje się porządny
komputer przenośny. Może nie jest to rozwiązanie kompletne, dające się
wykorzystać w niemal każdej sytuacji, jednak przy obecnej powszechności
multimediów będzie poruszać się wśród nich niczym ryba w wodzie.

 

Nowy Amilo to "ryba" funkcjonalna, smukła, nieźle
zaprojektowana, a czasem, choć podobno one głosu nie mają, nieco głośna.
Poniżej, już mniej ichtiologicznie, o tym co może zainteresować, ale i nieco
denerwować w Si 2536. Zapraszamy.


Trochę czerwonego i jaka zmiana!

Zewnętrzna forma nowego Amilo obiecuje wiele. Pokrywa to
czarny, błyszczący plastik, niemal fortepianowa powierzchnia, na której
zmieszczono białe logo producenta. Spód nie jest tak efektowny, bo już matowy,
ale za to krawędzie po obu stronach, w miejscu, w którym komputer otwiera się,
wykonano z czerwonego tworzywa o metalicznym połysku. Gdy pierwszy raz styka
się z tą maszyną, czerwone aplikacje wydają się być zapowiedzią bardzo
efektownego wnętrza, niemal obiecując kontynuację odważnego, czerwonego dodatku.
Jak się później okaże, to oczekiwania nieco na wyrost.

Obudowa zaskakuje kształtem. Pokrywa ekranu, mimo że z
zaokrąglanymi brzegami nie jest prostokątna, bo w tylnej części, nieopodal
zawiasów jej projektanci zdecydowali się na małe "szaleństwo",
płynnie zwężając obudowę o około centymetr po każdej ze stron. Coś co
początkowo wygląda na pozbawione sensu, bowiem konsekwencji w tym zwężaniu
zabrakło w dolnej części komputera, nabiera go, gdy pokrywa zostanie uniesiona,
a czerwone aplikacje górnej i dolnej części zaczynają ze sobą współgrać.

Dolny fragment obudowy to, jak w przypadku niemal wszystkich
laptopów, miejsce, w którym są instalowane przyciski i gniazda. Od ich doboru
często zależy, czy dany komputer będzie bardzo elastycznym narzędziem pracy i
zabawy, czy też utrapieniem dla swojego użytkownika, wymagając ekwilibrystyki
jedynie z wybranymi peryferiami. Wybór dokonany w Si 2636 może się podobać, poza
jedynie dwoma portami USB 2.0 zainstalowanymi po lewej stronie komputera (to
jednak i tak o 100 proc. więcej niż w MacBook Air ;)). Prócz nich po tej
stronie komputera umieszczono miejsce na zabezpieczenie przed kradzieżą,
gniazdo gigabitowej sieci oraz slot dla kart ExpressCard, który jako jedyny
zdecydowano się wkomponować w zaokrągloną obudowę. Pozostałe gniazda tej strony
oraz wylot powietrza z systemu wentylującego wnętrzności Amilo trafiły na mniej
efektowny, płaski panel. Ułatwia to podpinanie przewodów, ale burzy symetrię w
porównaniu z drugą stroną komputera.

Płaski panel prawej strony jest nieco krótszy, ale
nie mniej ważny, bo dzięki niemu Amilo dysponuje złączem dla zasilania,
przełącznikiem fizycznie odcinającym komunikację bezprzewodową i gniazdem eSATA,
pozwalającym podpiąć do maszyny np. zewnętrzne pamięci masowe. Po tej samej
stronie umieszczono też złącze HDMI, umożliwiające wysłanie obrazu z komputera
na nowoczesne, płaskie wyświetlacze. Gniazdko to jest ważne dla multimedialnych
funkcji komputera, bowiem to jedyny sposób zaproponowany przez Fujitsu Siemens
Computers na bezpośrednie wyprowadzenie obrazu z komputera na inny, poza
wbudowanym, wyświetlacz.

 

 

Poza gniazdami, po prawej stronie pojawił się napęd
optyczny. To jeszcze nieczęste, ale producent zdecydował się na napęd ze
slotowym mechanizmem ładowania krążków. Pozwala on nieco elastyczniej
projektować obudowy, ale, o czym można przekonać się w przenośnych komputerach
Apple, może też nieźle hałasować podczas wprowadzania płyt. Nie inaczej działa i
w Si 2636, nieprzygotowanemu użytkownikowi serwując dźwięki zapowiadające
najgorsze, mimo iż naprawdę nic się złego nie dzieje. Płyty są wydobywane z
czeluści umieszczonym poniżej slotu przyciskiem.

Bardzo interesująco wygląda przedni panel komputera. Często
w tych okolicach można szukać zamknięcia pokrywy, jednak nie znajdzie się go w
Si 2636. Tu po prostu się ją przymyka bez stosowania suwaków i zaczepów.

 

 

 

Dolna część obudowy to miejsce dla dwóch głośników oraz
bogato wyposażonego panelu w części centralnej. Zmieszczono tam kilka diod
informujących m.in. o pracy dysku twardego (niestety niebieskich, a nie
czerwonych), złącze mikrofonowe i słuchawkowe (to drugie umożliwia także
optyczne wyprowadzenie cyfrowego dźwięku do zewnętrznych systemów
głośnikowych), port FireWire i czytnik czterech formatów kart pamięci (SD, MMC,
MS, MS Pro).

Prawa część panelu została zajęta przez cztery przyciski
multimedialne, które umożliwiają bez podnoszenia klapy komputera sterować
odtwarzaniem płyt i plików muzycznych, zmieniać głośność oraz szybko wyciszać
dźwięk. Ich ułożenie wymusza przy otwartym komputerze posługiwaniem się nimi
"na pamięć". Znajdują się one wtedy zbyt blisko użytkownika, by ten
mógł je dojrzeć.

Głośniki pracowały raczej przeciętnie. Nie bez powodu
producent zaproponował wyprowadzenie wysokiej jakości dźwięku światłowodem lub
poprzez interfejs HDMI. Te zintegrowane brzmiały zbyt wysoko i wyraźnie
brakowało im mocniejszego uderzenia niskich tonów. Do zabawy i wykorzystania w
podroży, czy też w warunkach polowych, a na pewno do komunikacji głosowej przez
sieć nadawały się jednak wystarczająco dobrze.

Mimo że na przedzie znalazło się całkiem sporo elementów,
zostały ułożone w elegancki sposób, a ich wykorzystanie nie jest utrudnione.
Podobnie zresztą dzieje się w przypadku gniazd po obu stronach komputera.

Tył laptopa to nic szczególnego. W przeważającej części
zajęty jest on przez baterię umieszczoną centralnie między dwoma plastikowymi
zawiasami. Spód z kolei to miejsce dla czterech gumowych nóżek zapewniających
wystarczająco wiele miejsca, by maszyna mogła się odpowiednio wentylować. Warto
też zwrócić uwagę na przemyślane zaprojektowanie spodnich otworów
zapewniających komputerowi powietrze. Wszystkie znalazły się w części
centralnej, więc gdy komputer znajdzie się nawet na kolanach, te nie zostaną
najprawdopodobniej przysłonięte.


Pod przykrywką spokojniej

Jak wspominaliśmy, czerwone brzegi obudowy mogą być
zapowiedzią bardzo interesującego wnętrza. Odchylenie pokrywy i… czar pryska.
Skromna elegancja i próba przypadnięcia do gustów szerszej klienteli zapewne
zapobiegły temu, by wewnątrz rozlało się nieco więcej czerwieni. A tak, prócz
obramowania w czerwonym kolorze, pojawia się go tylko nieco więcej w okolicach
ekranu. Na tym czerwone aplikacje się kończą. Poza nimi jest już tylko czarno i
nieco srebrno.

Pokrywa odchyla się pewnie i nie występuje w niej efekt
nadmiernego sprężynowania zawiasów. Gdy ekran znajduje się zaraz nad klawiaturą,
trzymają one już słabiej i pokrywa może opaść, po odchyleniu jednak w dowolnym
położeniu jest stabilna. Ekran można otworzyć do momentu, w którym jego dolna
krawędź niemal nie zrówna się ze spodem podstawy. To wystarczająco wiele, by z
komputerem można było pracować nawet leżąc na brzuchu.

Nad 13,3-calową matrycą LCD o rozdzielczości 1280 na 800
punktów z podświetleniem realizowanym diodami LED zainstalowano dwa mikrofony
oraz kamerę internetową o rozdzielczości 1,3 mln pikseli. Oko kamery przysłania
klapka. Można ją odsłonić niewielkim suwakiem, który nie jest jednak bardzo
precyzyjny i chyba lepszym rozwiązaniem byłoby się go całkowicie pozbyć.

Poniżej ekran. Matryca dostała błyszczącą powłokę, która nie
musi przypaść do gustu wszystkim użytkownikom, przede wszystkim ze względu na występujące
niekiedy refleksy światła. Jeśli jednak za użytkownikiem nie znajdują się żadne
punkty świetlne, nie powinno mieć to większego znaczenia. Fujitsu Siemens Computers
chwali się zastosowaniem w ekranie rozwiązania BrilliantView, które ma
poprawiać prezentowane kolory i wyostrzać obraz. To prawda, bo obraz jest
niezły, szkoda jednak, że nie towarzyszą temu szerokie kąty widzenia w pionie.
O ile w poziomie są one doskonałe, co zapewnia możliwość prezentowania treści z
ekranu osobom obok głównego użytkownika, to by dobrze widzieć, muszą one
patrzeć z tej samej lub podobnej wysokości. W pionie kąty są stanowczo zbyt małe.

Obraz jest świetnie podświetlony. Diody LED zapewniają równy
rozkład światła, co doskonale widać gdy komputer postawi się obok modelu z ekranem
z klasycznymi świetlówkami CCFL. Osiem poziomów oświetlenia pozwala odpowiednio
dobrać jego nasilenie do aktualnych warunków. Najsłabsze jest wystarczające do
pracy w nocy, a najsilniejsze sprawdza się w bezchmurny dzień, choć gdy słońce
świeci w ekran, wcale nie jest dobrze.

 

 

 

Komputer uruchamia się niewielkim włącznikiem pod ekranem po
lewej stronie. Nieopodal zaprojektowano trzy niebieskie diody informujące m.in.
o pracy modułów komunikacji bezprzewodowej czy też wciśniętym przycisku Caps
Lock.

Testowy komputer był wyposażony w "niemiecką"
klawiaturę, co oczywiście nie jest regułą w maszynach tej marki dostarczanych
po prawej stronie Odry. Ta pełna umlautów wprowadzała podczas pracy pewien
dyskomfort (przykładowo Ctrl to Strg), mimo to dało się ocenić sposób pracy z
tym elementem.

 

 

Cicha, choć na pewno nie bezgłośna, i przyjemna praca z
klawiszami o średniej głębokości skoku mogła przypaść do gustu. Klawiatura
proponuje duże przyciski Backspace i Enter, większe guziki Shift i, co ważne w
pracy z "ogonkami", duży prawy Alt. Opisana na planie prostokąta, bez
lekko wyodrębnionej części przycisków kierunkowych, została osadzona w
niewielkim zagłębieniu obudowy.

Pod klawiszami zaprojektowano okrągły panel dotykowy z dwoma
przyciskami. Nawiązując zapewne do znaku Amilo, pomysłem na płytkę były dwa
okręgi, z którego większy, przedzielony w dolnej części został przeznaczony do
obsługi przycisków, środkowy zaś dostał funkcje dotykowe.

 

 

 

Otoczony chromowaną obwódka panel nie jest gigantem.
Dodatkowo, nie cała jego powierzchnia funkcjonuje precyzyjnie. Około 0,5 cm od
krawędzi panel ma kłopoty z poprawnym przekazywaniem ruchów wskaźnikowi.

Całe sterowanie jest nieco niewygodne dla osób z dużymi
dłońmi, zmuszając do korzystania z niego jedynie za pomocą palców wskazujących
lub dwóch dłoni. Kobiety powinny mieć łatwiej. Do precyzji działania przycisków
nie można mieć zastrzeżeń.

Po obu stronach płytki dotykowej pozostawiono wolne miejsce,
które może przydać się do oparcia nadgarstków dla tych z piszących, którzy chcą
dać dłoniom maksymalnie odpocząć i ustrzec się zagrożeń ze strony schorzeń RSI.

 

 

Generalnie komputer prezentuje się… "plastikowo". Dzięki skorzystaniu z wielu różnych materiałów nie wieje jednak nudą.
Spasowanie jest niemal idealne, a obudowa daje, mimo że to tylko tworzywa,
wrażenie dużej solidności, choć pokrywie z ekranem na pewno nie zaszkodziłoby
nieco więcej usztywnień.

Całość mierzy 36,6-37,4 mm na 328 mm na 247 mm, waga
komputera to nieco ponad 2 kg.


A pod maską

Testowy model pracował z mobilną technologią Intel Centrino
Duo z procesorem Core 2 Duo 7500 (Merom) z zegarem 2,2 GHz. Towarzyszył mu, co
normalne w platformach tego typu, moduł komunikacji bezprzewodowej WiFi Intel
PRO/Wireless 4965AGN oraz chipset Intela, 965GM (z mostkiem południowym ICH8M), ze zintegrowaną grafiką
Graphics Media Accelerator X3100 z pamięcią wydzielaną z zasobów systemowych
(do 384 MB).

 

 

Core 2 Duo T7500 (2,2 GHz, 4 MB L2 cache, 800 MHz FSB)

 

Sprzęt otrzymał 1 GB pamięci RAM PC2-5300 (DDR2 667) w jednym z dwóch
dostępnych banków. Jako wyposażenie opcjonalne w maszynie znalazł się też
dodatkowy 1 GB pamięci flash pracujący na usługach technologii Intel Turbo
Memory, działającej z technologiami systemu Windows Vista, ReadyBost i
ReadyDrive. Pamięć masową zapewniał w tym wypadku 250-gigabajtowy dysk Western
Digital z interfejsem Serial ATA, a napęd optyczny był dziełem firmy
Matsushita, umożliwiając zapis płytek dwuwarstwowych DVD.

 

 

W komputerze zainstalowano system operacyjny Windows Vista
Home Premium. Opcjonalnym oprogramowaniem jest m.in. zestaw Microsoft Works,
aplikacje do pracy z filmowymi nośnikami DVD, pakiet Nero i program
antywirusowy w czasowej wersji próbnej. Tych w testowej maszynie zabrakło.

W jaki sposób taki zestaw mógł sprawować się w testach, można
zobaczyć poniżej. Warto wspomnieć, że system Windows określił indeks wydajności
komputera na poziomie tylko 2,8 punktów. O ile doskonałe noty zebrał zarówno
procesor Intela, jak i szybki dysk twardy Western Digital, to tylko na nieco
ponad trójkę oceniono wydajność grafiki w grach, a najniższą ocenę dostała "wydajność
pulpitu dla interfejsu Windows Aero". Było to 2,8 punktu. Niestety w
próbach Microsoftu i nie tylko dała znać o sobie zintegrowana grafika z
chipsetu Intela.

Sześciokomorowa bateria o pojemności 5200 mAh zapewniać ma,
według producenta, nawet 5 godzin pracy. W testach pod obciążeniem wynik ten nie
został uzyskany. Nieco lepiej było w warunkach niewielkiego poboru energii z
akumulatora. Jednak czasu producenta nie udało się uzyskać. Mimo to warto
podkreślić, że mało wymagające zadania mogły być wykonywane przez około 4
godziny. Niezły wynik.

Zestaw chłodzący komputera potrafił "namieszać".
Podczas wyjątkowo obciążających prób, wiatrak wspomagający wentylację wnętrza
laptopa nie omieszkał informować o swojej obecności, generując wyraźny szum.
Jednak dla ewentualnych użytkowników Amilo nie powinien być to kłopot. Jego
konfiguracja, z pozbawionym wydzielonego chipu systemem grafiki praktycznie
uniemożliwia granie w nowe gry, a to one w największym stopniu wystawiają
wentylację laptopów na próbę. Nie oznacza to oczywiście, że poza tymi
sytuacjami wiatrak nie będzie pracować. Odbywać będzie się to jednak z dużą, miłą
dla ucha kulturą.

Co do grzania się maszyny, to jest znaczne tylko punktowo w
dolnych częściach obudowy nieopodal bocznego wylotu powietrza. Przy zwykłym
użytkowaniu jest to problem całkowicie pomijalny.


Podsumowanie

Z Si 2636 na pewno nie pograsz w nowe gry, z głośników Si
2636 nie usłyszysz doskonałego, głębokiego dźwięku, a nie mając pod ręką
wyświetlaczy z nowoczesnym cyfrowym interfejsem HDMI (lub przynajmniej przejściówki z HDMI na DVI), z Si 2636 nie wyślesz
bezpośrednio obrazu do innych ekranów. Jeśli jednak gry to rozrywka, którą
łatwo pomijasz, a chcesz komputera, który poza swoimi biurowymi funkcjami, z
którymi rozprawi się bez kłopotu, zapewni niekłopotliwą pracę z multimediami, w
tym we współpracy z nowoczesnymi telewizorami i zewnętrznymi systemami
dźwiękowymi, to maszyna na pewno warta jest co najmniej zastanowienia, jeśli nie wyboru.

 

Nieźle wykonany, z doskonałą prezencją, nie tylko dzięki
kolorowym dodatkom, ale np. slotowemu napędowi optycznemu czy ciekawie
zaprojektowanemu panelowi przedniemu, może delikatnie zawodzić stylistyką po
otwarciu klapy, jest jednak kompletną maszyną do pracy i muzyczno-filmowej rozrywki.
Wyposażono go jeszcze w "starą" platformę mobilną Intela, przy czym "stara"
wcale nie oznaczała w tym wypadku złej.

Do wad laptopa można zaliczyć wykorzystanie błyszczącej
matrycy, mimo że doskonale podświetlonej, to jednak stwarzającej czasem dzięki
powłoce kłopoty, a na pewno doskonale pokazującej ślady wszelkich dotknięć.
Szkoda też, że zdecydowano się "zaszaleć" z płytką dotykową. Zamiast
niej można było zaproponować prostokątny panel utrzymany w stylistyce obudowy
komputera, może nieco bardziej precyzyjny. Zabrakło jej też w przesłonie kamery
internetowej, która będąc niemal obowiązkowym dziś dodatkiem, nie powinna była
razić jednocześnie tak drobnym szczegółem.

To jednak niemal drobnostki w nieźle zbudowanym komputerze,
który w razie potrzeby zapewni nawet ponad 4 godziny pracy z zasilaniem
bateryjnym.

Cena laptopa, około 4700 złotych, jest nieco wysoka, ale za
charakterystyczny laptop być może warto wysupłać nieco więcej pieniędzy. Od
razu warto rozważyć też powiększenie pomięci RAM. Dyskowe 250 GB w tak małym
"ciałku" było niezłą propozycją.

Ciekawym posunięciem Fujitsu Siemens Computers byłoby
zaoferowanie tego typu maszyn z aplikacjami także w innych kolorach. Nie byłyby
to maszyny tak wyzywające jak te, obleczone w pełni w kolorowe tworzywa, ale
jednocześnie proponowałyby godną uwagi serię, m.in. dla tych, którym czerwień
jest nie w smak.

 

Zalety:

  • ciekawy design
  • niezłe wykonanie z różnorodnymi tworzywami
  • wygodna klawiatura
  • doskonale podświetlona matryca
  • panel przedni z gniazdami i sterowaniem multimediami
  • niezła trwałość baterii przy niskim obciążeniu

 

Wady:

  • błyszczący ekran i słabe kąty widzenia w pionie
  • trudne do przesuwania zasłonięcie kamery
  • mały touchpad
  • tylko dwa porty USB
  • głośne ładowanie płyt w napędzie optycznym

 

Do testów dostarczył: Fujitsu Siemens Computer
Cena: około 4700 zł z podatkiem VAT