Apple MacBook Air – aluminiowa „żyletka”

17 lipca 2008 0 przez Piotr Bulski

Niewielkie komputery przenośne to obecnie jedne z najgorętszych produktów na rynku sprzętu IT. Nie jest to określenie tylko dosłowne, mimo że w wypadku niektórych laptopów Apple’a bardzo prawdziwe. Wskazuje ono też na rosnącą popularność niewielkich mobilnych platform, mających zapewniać wygodny dostęp do sprzętu komputerowego właściwie gdziekolwiek. Reklamowany jako najcieńszy
komputer przenośny firmy Apple, Air nie zawodzi. Pokazana na początku roku nowinka jest wręcz nieprzyzwoicie cienka.
Jest tylko długość, szerokość i… prawie nic. Tak naprawdę rewelacyjne „prawie nic” istnieje, a cienki komputer ma trzeci wymiar :).
Do podanych przez producenta niewiarygodnych 4 mm w najcieńszym miejscu trzeba podejść
z rezerwą. Parametr ten dotyczy bowiem tylko samego brzegu laptopa. Im
dalej od niego, tym jest grubiej, choć i tak nieźle.


Mieści się w kopercie

Grubość Air jest tak mała, że aby ją podkreślić, podczas pierwszej prezentacji szef Apple’a Steve Jobs
wyciągnął laptop ze zwykłej koperty na dokumenty. Urządzenie jest cieniutkie, ale
pozostałe wymiary pozwoliły mu ustrzec się kłopotów mniejszych maszyn, które
niekiedy przypominają przerośnięte kalkulatory. Pod pokrywą zmieszczono
13,3-calowy ekran, obiecujący dużą, więc w miarę wygodną klawiaturę. O
ile klawiatura nie jest miniaturowa, o tyle Air zabrakło czegoś innego. Ci, którzy znają przenośne komputery Apple’a, powinni być już przyzwyczajeni do ich raczej smukłych
form. Zarówno modele MacBook, jak i MacBook Pro oswoiły amatorów laptopów z
„jabłkami” o cienkich obudowach. Air poprzeczkę tę podniósł wyżej – i nie bez konsekwencji. Zdecydowano się w nim na niemal kompletny „interfejsowy” minimalizm, być może inspirowany samą formą
komputera. Jest ascetycznie, ale zarazem elegancko, podobnie jak w innych produktach
z Cupertino.

Komputer jest nie tylko cienki, ale i lekki. Nie
powinno to dziwić, bo cała obudowa została wykonana z lekkiego metalu. Co poza tym?
Gama rozwiązań znanych już z innych komputerów mobilnych Apple’a, w tym klawiatura z
podświetleniem, wbudowana kamera, ekran z diodami LED i magnetyczna wtyczka
zasilania. Są też nowinki, spośród których warto wymienić choćby wielki panel
dotykowy z nowymi funkcjami, znacznie większy niż te spotykane w innych
komputerach.

Może się jednak wydawać, że budując maksymalnie
kompaktowy sprzęt, producent posunął się zbyt daleko. Jak bowiem wytłumaczyć choćby obecność w sporym przecież
urządzeniu tylko jednego portu powszechnie używanego do podłączania wszelkiego
rodzaju urządzeń peryferyjnych, nie wspominając już o napędzie optycznym, którego slotu
próżno szukać na smukłych kształtach obudowy? Odpowiadający na propozycję Apple’a
konkurenci pokazali już, że w niewiele większych „opakowaniach” da się pomieścić znacznie więcej interfejsów, a tym
samym przygotować maszynę do bardziej elastycznej pracy. A jak jest w MacBook
Air? Co jeśli komuś rzeczywiście będą potrzebne dodatkowe porty lub napęd
optyczny? Czy warto zainteresować się tym komputerem? Zapraszamy na następne strony.


Z zewnątrz – ultralekkie „skrzydło”

Zamknięty MacBook Air prezentuje się niczym fragment skrzydła.
Nie jest to jednak skrzydło wielkiego samolotu, ale raczej szybowca. Z przodu,
z boku lub z tyłu widać jedną z największych zalet tej maszyny. To niewielka
grubość, przekładająca się także na jej małą wagę. Zamiast prostopadłościennej
formy większych przenośnych modeli Apple’a, tym razem zdecydowano się
zaokrąglić okolice brzegów, nadając całości jeszcze więcej smukłości i
nowoczesnej, trochę kosmicznej elegancji. Jeśli ktoś lubi aluminiowe obudowy
poprzednich laptopów Apple’a, nie będzie zawiedziony – producent także tu nie żałował tego materiału. Dzięki temu
sprzęt ma wyjątkowy na rynku srebrny kolor czystego matowego metalu. Na pokrywie ekranu widnieje obowiązkowy w każdym laptopie z Cupertino symbol
nadgryzionego jabłka, jak zwykle podświetlany
zawsze wtedy, gdy działa podświetlenie matrycy, w tym wypadku zapewniane przez diody LED.

Pokrywa delikatnie „spływa” na brzegach,
komponując się z podobną dolną częścią obudowy.
Połówki łączą dwa niewielkie zawiasy, które nie mają kłopotu z utrzymaniem w
wybranej pozycji lekkiego 13,3-calowego panelu. Górna część nie jest blokowana
żadnym zamkiem, a jedynie przytrzymywana magnetycznie. By łatwiej się ją uchylało, w części z klawiaturą na brzegu pojawiło się wycięcie ułatwiające
wygodne uchwycenie ekranu. Ten da się podnieść tylko jedną dłonią.

Tak jak na pokrywie poza białym podświetlanym jabłkiem
wiele do oglądania nie ma, tak na dolnej części zamkniętego laptopa jest…
podobnie. Kosztem uzyskania rewelacyjnych wymiarów i grubości, która w
modelu Air nie przekracza 20 mm, było „wyrzucenie” z aluminiowego opakowania
większości typowych interfejsów. Gdyby konstruktorzy tego nie zrobili, ich zainstalowanie
mogłoby nie być łatwe. Laptop prawie nie ma „boków”, a gniazda,
które się na nim pojawiły, zostały albo wmontowane w ukośne powierzchnie
dolnego aluminiowego panelu obudowy, albo sprytnie ukryte.

MagSafe – magnetyczna wtyczka zasilania

W sumie komputer ma cztery porty. Po lewej stronie jest
tylko jeden; to niewielkie gniazdko zasilania uzbrojone w system MagSafe,
znany z innych maszyn Apple’a. Magnetyczne połączenie to sposób na zapewnienie zarówno w miarę pewnego, jak i bezpiecznego połączenia ze źródłem zasilania. W razie przypadkowego szarpnięcia za przewód ten nie pociągnie
za sobą komputera, ale odskoczy sam, ratując laptop przed upadkiem i możliwym
zniszczeniem. Niestety, w Air połączenie doczekało się pewnych modyfikacji,
które sprawiają, że przyciągająca się do gniazda wtyczka nie jest tak samo
wygodna w użyciu jak ta z większych laptopów firmy. Gniazdo wymaga, by była
ona instalowana pod kątem. Gdy komputer znajduje się na biurku, wcale nie
wpływa to na łatwość jej podłączenia.

Na przedzie komputera, na jego kilkumilimetrowej krawędzi,
umieszczono świetnie zamaskowaną płaską diodę wskazującą białym światłem stan
komputera, a zaraz obok niej już bardziej widoczne, ale równie płaskie okienko
komunikacji w podczerwieni, przydatnej do kontrolowania komputera
przenośnego opcjonalnym pilotem zdalnego sterowania.

Pozostałe trzy złącza zainstalowano w laptopie po prawej
stronie. Nie są one jednak widoczne bezpośrednio, ale dopiero po odchyleniu
maskującej je zapadki. To wtedy uzyskuje się dostęp do gniazda słuchawkowego,
jedynego w komputerze portu USB 2.0 oraz nietypowego, jak na laptopy, złącza
micro-DVI. To ostatnie pozwala wyprowadzić obraz z komputera na zewnętrzny
ekran po podpięciu do Air dodawanych w zestawie przejściówek, przekształcających niewielki port w pełnowymiarowe połączenie DVI lub D-Sub. Przejściówki mają
postać kilkucentymetrowych przewodów zakończonych odpowiednimi wtyczkami. Jako opcja możliwe jest podpięcie w tym miejscu także wyjść obrazu typu
Composite i S-Video.

Port USB komputera spełnia ważną rolę. To miejsce do podpięcia
nie tylko różnego typu modułów pamięci flash, ale i opcjonalnych dodatków do Air, w
tym zewnętrznego napędu optycznego, którego w podstawowej konfiguracji komputera
brakuje. W port USB można wetknąć też kartę sieciową sieci przewodowej; bez niej laptop będzie działał wyłącznie w sieci WiFi.

Tył Air nie zapewnia żadnych połączeń. Na delikatnie
ukośnym fragmencie tej części podstawy znalazła się wąska, ciągnąca się niemal
przez całą szerokość komputera kratka wywietrznika. To jedyne miejsce, w którym
laptop ma szansę wydmuchnąć gorące powietrze z wnętrza sprzętu. Poza tymi
otworami nie ma innych, które zapewniłyby wentylację, co skutkuje raczej wysoką
temperaturą pracy w czasie, gdy komputer obciążany jest najbardziej skomplikowanymi
obliczeniami. O tym jednak nieco później.

Spód komputera to jednorodny aluminiowy plaster
przytwierdzony za pomocą 10 śrubek. Wyposażony w cztery spore, gumowe nóżki, daje
użytkownikom niewielkie szanse na nieinwazyjną wymianę baterii, proste
uzupełnienie pamięci RAM lub wymianę dysku twardego. Każda z tych czynności
wymaga otwarcia komputera, a jak dowiedzieliśmy się w firmie Apple, taka czynność w
przypadku testowanego laptopa kończy się naruszeniem warunków gwarancji.
Szkoda. W sieci można znaleźć na szczęście wskazówki ujawniające, jak
nieskomplikowanym zadaniem może być wymiana choćby baterii Air. Dla chcącego
więc… nic trudnego.

Zamknięty MacBook Air prezentuje się świetnie. Płaski,
nowoczesny, skromny i – dopóki nie ruszy – zimny. Położony na stole obok innych
komputerów, „miażdży” je grubością, bo wprawdzie sam wygląda, jakby był zmiażdżony, jest w pełni sprawnym laptopem, choć o ograniczonej liczbie portów.
Kiedy pokrywa ekranu wędruje w górę, połówki komputera prezentują się jeszcze
bardziej płasko, jeszcze efektowniej, a minimalistyczny duch konstrukcji wcale
nie umyka.


Air wewnątrz – aluminium, LED plus pokłosie telefonu iPhone

Laptop otwiera się łatwo. Palce pewnie
trafiają we wgłębienie obudowy w dolnej części urządzenia. Jak już wspomniano,
mimo niewielkiej masy całej maszyny (niecałe półtora kilograma) pokrywę można
podnieść jedną dłonią bez przytrzymywania drugiej części.

Na zewnątrz było „aluminiowo” – wewnątrz jest
podobnie. Poza ciemnymi klawiszami i powierzchnią panelu ciekłokrystalicznego
wnętrze jest srebrne, choć nie wszystkie elementy to lekki metal.

Zwieńczeniem ekranu jest kamera internetowa iSight z
położonymi po obu stronach jej oka miniaturowymi kratkami mikrofonu. Poniżej
zainstalowano ekran o przekątnej 13,3 cala. Niestety, ten ma jedynie rozdzielczość 1280 na 800
pikseli, czyli mniej niż niektórzy konkurenci. To, że można zrobić panel o nieco większej rozdzielczości, ale nadal
mieszczący się w tych wymiarach, pokazała m.in. firma Lenovo, montując w lekkim i
cienkim laptopie ThinkPad X300 wyświetlacz o rozdzielczości 1440 na
900 punktów.

Matryca jest błyszcząca, co w pewnych warunkach
oświetleniowych może przeszkadzać. Unikając silnych skupionych źródeł światła
za plecami, można się jednak nie przejmować
pokryciem ekranu, to bowiem wtedy już nie przeszkadza. Ekran jest podświetlany w miarę równomiernie oszczędzającymi energię diodami LED,
choć można spostrzec delikatnie jaśniejsze pola przy dolnym i górnym brzegu.
Matryca pozwala wybrać jeden z aż 17 poziomów siły podświetlenia, przy czym
najniższy oznacza po prostu wyłączenie diod, a najwyższy jest odpowiedni do pracy nawet w jasno oświetlonych pomieszczeniach i na dworze. Siła podświetlenia
może być też nastawiana automatycznie, zgodnie z wykonywanym przez komputer pomiarem natężenia światła.

Panel ma świetne boczne kąty widzenia, natomiast w pionie nie jest
już tak dobrze. Przy typowych zastosowaniach laptopa nie będzie to jednak
zbytnio przeszkadzać, i tak pokrywa z ekranem nie odchyla się na płasko, lecz ustawia się w swym skrajnym położeniu niemal optymalnie w stosunku do oczu
użytkownika trzymającego Air na kolanach lub stawiającego go przed sobą na
biurku.

Klawiaturowa część to także bardzo „aluminiowy”
fragment laptopa. Klawisze, znane już z innych konstrukcji Apple’a, także w
przypadku Air są podświetlane światłem o zmiennym natężeniu, które może być sterowane
automatycznie. To wygodne rozwiązanie, alternatywne do instalowanych w konkurencyjnych komputerach
przenośnych lampek rzucających światło na niepodświetlane klawisze, pozwala pracować na komputerze po ciemku.

Początkowo klawiatura wydaje się mało wygodna, szczególnie
jeśli ktoś jest przyzwyczajony do klawiszy komputerów stacjonarnych i maszyn
przeznaczonych do pracy w środowisku Windows. Użytkownicy obyci z innymi maszynami marki Apple
poczują się przed Air jak ryba w wodzie. Miłośnikom PC spod znaku „okienek”
może brakować pewnych klawiszy, m.in. prawego Alt, służącego do wpisywania polskich znaków narodowych.
Niedogodność tę łagodzi możliwość zmiany konfiguracji klawiatury i przypisania
funkcji Alt innym klawiszom.

Klawisze mają niewielki skok. Podczas szybkiego pisania nie
działają cicho: wciśnięciom towarzyszy wyraźne stukanie. Ale z czasem klawiaturę można polubić. Po kilkunastu napisanych
zdaniach klawisze okazują się bardzo wygodne. Mniej przeszkadzają też takie
niuanse, jak: niewielki lewy Shift, malutkie i położone zbyt blisko siebie klawisze kierunkowe, szczególnie te pionowe, czy w końcu odsunięty na prawo, „pionowy” Enter, w który na początku można po prostu nie
trafiać.

Jedyny guzik poza klawiaturą to włącznik.

Klawisze funkcyjne spełniają domyślnie nieco inne role niż
w komputerach z systemem Windows. To za ich pomocą można ręcznie sterować siłą
podświetlenia ekranu, klawiatury, głośnością, odtwarzać multimedia, ale i
uruchamiać specyficzne dla systemu Air funkcje związane z dołączanym do niego
oprogramowaniem operacyjnym.

Klawisze Air umieszczono w niewielkim zagłębieniu obudowy, wystarczająco
głębokim, by po zamknięciu komputera nie były zagrożeniem dla panelu LCD. Dolna część, tak jak i cały komputer, jest stylistycznie bardzo wyważona,
zimna i niemal laboratoryjnie czysta w formie. Niczym konstrukcyjna pomyłka wygląda
wprowadzona na klawisz Caps Lock zielona dioda informująca o uruchomieniu
funkcji wpisywania wielkich liter. Poza nią na części klawiaturowej nic się nie świeci, a symetrię zaburza tylko niewielki włącznik po prawej stronie.

Jednym z najciekawszych rozwiązań zastosowanych w niewielkim
MacBooku jest jego dotykowy panel. Od razu widać, że jest on większy niż w
innych komputerach przenośnych, co ułatwia posługiwanie się nim. Jest to specjalnie
powiększone pole do popisu dla dłoni, które na płytce dotykowej Air mają co robić – znacznie więcej niż na konkurentach. Płytka została przystosowana
do rozpoznawania zaawansowanych gestów, z którymi można było się już spotkać, korzystając z dotykowych interfejsów odtwarzacza iPod touch oraz
pierwszej komórki Apple’a, telefonu iPhone. Sporych rozmiarów panel nie tylko reaguje na ruch pojedynczego palca oraz pojedyncze i podwójne kliknięcie, ale może
też rozpoznawać kilka palców przyłożonych jednocześnie do jego powierzchni. I tak,
jeśli przyłoży się do niej dwa palce i przeciągnie nimi w dół lub w górę,
otrzyma się opcję przewijania zawartości okna w pionie. Z kolei przyłożenie
trzech palców i przesuwanie nimi w poziomie umożliwia na przykład przełączanie się między stronami internetowymi, choćby przejście do poprzedniej lub następnej (opcja ta działa wyłącznie w przeglądarce Safari), i przeglądanie zbiorów fotograficznych.

Przy obróbce zdjęć kluczowe okazują się takie opcje
panelu jak rozpoznawanie „skubania” i przesuwania dwoma palcami. Skubiąc płytkę dotykową, można zmniejszać wyświetlaną fotografię, przeciwny ruch dwóch palców powiększa ją. Kręcąc dwoma palcami jednej dłoni lub pojedynczymi palcami obu, obracamy zdjęcie. Przesuwanie dwoma palcami pozwala poruszać się po
obszarze powiększonego obrazka. Genialne rozwinięcie zwykle prostych płytek
dotykowych zdaje egzamin i po krótkim szkoleniu okazuje się bardzo wygodne,
szczególnie przy surfowaniu w sieci i oglądaniu zdjęć.

Pod płytką umieszczono tylko jeden przycisk. Dla amatorów
systemu Windows może być to co najmniej o jeden za mało, jednak Steve Jobs
doskonale sobie poradził z zaprojektowaniem obsługi programów za jego pomocą; nawet w systemie Windows daje się on jako tako
okiełznać.

Laptop wizualnie prezentuje się znakomicie. Choć nie zabraknie też użytkowników, których odstraszy jego „metalowa” surowość.
Świetnie wykonany i dozbrojony smaczkami pod postacią pomocnych gadżetów, nie
tylko zwraca uwagę, ale potrafi też być po prostu wygodny. A przecież o to
właśnie chodzi.


Oprogramowanie interesujące, a dodatki… Niektóre można
sobie dokupić

MacBook Air, jak każdy komputer firmy Apple, nie trafia do rąk
użytkownika „pusty”. W opakowaniu z laptopem można jednak znaleźć
niewiele dodatkowego sprzętu. Nie można też powiedzieć, że to, co oferuje w „bonusie” Apple, to mało potrzebne dodatki. Pudełko kryje dwie
przejściówki zapewniające, że gniazdo micro-DVI będzie w razie potrzeby
wysyłać sygnał do ekranów z wtyczkami D-Sub lub DVI. W opakowaniu można też znaleźć specjalną miękką szmatkę, którą skutecznie doprowadzi się ekran MacBooka do
nienagannego stanu, tak aby wyglądał jak dopiero wyjęty z pudełka.

Najistotniejszym z dodatków do urządzenia jest oprogramowanie. Najnowszy
system operacyjny Mac OS X w wersji 10.5 (Leopard) znajduje się już w pamięci
komputera, ale dodawany jest też na nośnikach optycznych. W testowanym
komputerze po kilku aktualizacjach działał system z numerem 10.5.3. Dla użytkowników,
którzy nie mieli wcześniej styczności z oprogramowaniem operacyjnym komputerów
Apple’a, poznawanie go może być ciekawą przygodą. Po niedługim czasie, zwłaszcza
jeśli okaże się, że praca nie wymaga narzędzi specyficznych tylko dla systemów
Microsoftu, przygoda ta może przerodzić się w dłuższy związek.

Pulpit Mac OS X może wyglądać jak sam Air, czyli… „klinicznie” czysto

Dla najbardziej opornych zwolenników oprogramowania
Microsoftu nic straconego, bo system
operacyjny Mac OS X pozwala jeszcze łatwiej niż dotychczas zainstalować na wydzielonej partycji dysku twardego
różne wersje systemów Windows w wersjach 32-bitowych, systemy Vista i XP SP2.
Zanim napiszemy o ich instalowaniu, słów kilka o nowym oprogramowaniu Mac OS X.

Leopard, jak chwali go sam producent, pojawił się wraz z
ponad trzema setkami usprawnień odróżniających go od poprzedniej wersji
oprogramowania, opisywanego kodowo „kocią” nazwą Tiger.
Oprogramowanie kusi od samego początku, bo już nowym pulpitem. System jest
dostarczany wraz z najbardziej potrzebnymi narzędziami, które pozwalają pracować
na komputerze od pierwszego uruchomienia. To oczywiście przeglądarka internetowa
Safari, program obsługujący pocztę elektroniczną, książka adresowa i kalendarz
iCal, narzędzia do prowadzenia rozmów (także wideo) przez sieć iChat, a także wygodny i
jednocześnie atrakcyjny wizualnie system tworzenia kopii zapasowych Time
Machine. Do tego dochodzi wspomniane już udogodnienie dla tych z użytkowników Maców,
którzy chcą mieć przenośny sprzęt np. tylko dla jego wyglądu, nie zaś dla
oprogramowania. To Boot Camp, narzędzie dobrze znane z czasów jeszcze przed
Leopardem, tym razem zintegrowane, które prowadzi niemal za rękę podczas
procesu instalowania „okienek” Microsoftu w komputerze Apple’a.

Wraz z systemem operacyjnym firma zapewnia też nieco
oprogramowania multimedialnego. W pakiecie iLife 08 można otrzymać m.in.
narzędzia: iPhoto, iMovie oraz iWeb, które pozwalają, odpowiednio, przetwarzać cyfrowe fotografie i materiały wideo oraz tworzyć proste strony
internetowe.

Cover Flow – atrakcyjne przeglądanie zbiorów wraz z podglądem ich treści

Nie wszystkie z setek zmian w nowym oprogramowaniu da się od
razu zauważyć, szczególnie jeśli nie korzysta się z pełnej gamy możliwości
zapewnianych przez system firmy Apple. Spośród ciekawostek warto wymienić organizowanie
obiektów na pulpicie w tzw. Stack, czyli efektownie prezentowane zbiory
wysuwające się z panelu Dock, ale i nawet 16 grup zwanych Spaces, przeznaczonych
dla otwartych okien, z możliwością szybkiego przemieszczania się między
poszczególnymi panelami. Nie są to całkiem oddzielne pulpity, ale oddzielne
pola, do których można przypisać przykładowo otwierane aplikacje. Nie bez
znaczenia jest też ciekawa funkcja Quick Look, umożliwiająca podglądanie
zawartości dokumentów bez uruchamiania obsługujących dane pliki aplikacji. To
rozwiązanie znacznie ułatwia szybkie zorientowanie się w zawartości zbiorów. Dotyczy to
m.in. filmów, zdjęć, muzyki i różnych dokumentów. Zmian w Leopardzie doczekał
się także sposób przeglądania plików, bo te, na podobieństwo najnowszych
odtwarzaczy multimedialnych Apple, komórek iPhone czy oprogramowania iTunes,
można oglądać w stylu Cover Flow. To oczywiście tylko kilka prostych przykładów wpadających
szybko w oko podczas użytkowania laptopa.

Panele Spaces
Przykładowy Stack

W Leoparda wbudowano narzędzie Boot Camp. Dzięki
proponowanemu przez nie asystentowi uruchomienie w urządzeniu oprogramowania
Windows, w tym systemu Vista, nie nastręcza trudności. Aplikacja pomaga
zainstalować system operacyjny Microsoftu (Vista, XP SP2), a na płytach dołączonych do komputera można znaleźć sterowniki potrzebne laptopowi z nowym systemem.

By jednak można było zainstalować inny system, potrzebne jest coś, czego
standardowo Air nie ma: napęd optyczny. To jeden z kilku dodatkowych, opcjonalnych podzespołów MacBook Air, relatywnie
niedrogi (w Stanach Zjednoczonych to 100 dolarów). Ciekawostką jest, że korzystanie z napędu nie jest wymagane
za każdym razem, kiedy w Macu ma znaleźć się oprogramowanie z nośników
optycznych. Często rozwiązaniem może być skorzystanie z funkcji zwanej zdalną płytą. To wypożyczenie z innego komputera
napędu optycznego, który na czas instalacji wybranego oprogramowania czy
korzystania z danych na płycie może działać z Air. Komunikacja między
komputerem z napędem (z systemem Mac OS lub Windows) a laptopem Apple’a odbywa
się bezprzewodowo. Wystarczy wcześniej w użyczającym napędu komputerze
zainstalować specjalne oprogramowanie dostarczane na płytach z systemem firmy Apple.

Zewnętrzna nagrywarka DVD podłączana do jedynego w Air portu
USB to tylko jeden z dodatków. Inne to interfejsy wideo instalowane w porcie
micro-DVI, podpinana do złącza USB karta sieciowa, modem, bezprzewodowa myszka,
współpracująca z Time Machine „kapsuła” Time Capsule czy wreszcie sprzęt sieciowy z serii AirPort Extreme. Ten ostatni może okazać się w niektórych
wypadkach konieczny, bo nawet Apple ostrzega, że rozwiązania takie jak zdalna
płyta mogą nie działać poprawnie z niektórymi urządzeniami
zapewniającymi bezprzewodowe połączenia sieciowe.

Sieć przewodowa… za dopłatą


Konfiguracja i wydajność – multimedialnie wystarczająco, niekiedy gorąco

Testowany Air był słabszą, podstawową wersją cienkiej
nowinki Apple’a. Producent zbudował go wokół procesora Intela, specjalnie
zmniejszonego na potrzeby niewielkiego i lekkiego urządzenia. To chip
z rodziny Intel Core 2 Duo (Merom).

Relatywnie wolny układ, o zegarze 1,6 GHz, może
być w razie potrzeby zastąpiony nieco szybszym chipem, działającego z częstotliwością 1,8 GHz. W obu przypadkach układy korzystają z 4 MB pamięci
podręcznej poziomu drugiego i działają z magistralą FSB o szybkości 800 MHz. Procesorowi towarzyszą 2 GB pamięci RAM w układach DDR2 667 MHz.
Za przetwarzanie obrazu odpowiada zintegrowany chip Intel GMA X3100 z pamięcią pożyczaną z
zasobów systemowych.

Ciekawie przedstawia się kwestia pamięci masowej. Prócz mało
pojemnego klasycznego dysku twardego o wielkości 1,8 cala, mieszczącego 80 GB
danych, firma proponuje wyposażanie komputera w 64-gigabajtową pamięć
typu SSD. Ta konfiguracja jest jednak wyraźnie droższa od modelu z dyskiem
talerzowym.

Brak połączenia przewodowego z siecią pokazuje podejście
konstruktorów Apple’a do nowego urządzenia. Air ma być w założeniu sprzętem przede wszystkim do
pracy bezprzewodowej. Pokazuje to nawet zaraz po uruchomieniu,
kiedy jedną z pierwszych operacji wykonywanych przez urządzenie jest wykrywanie
i prezentowanie dostępnych w otoczeniu laptopa sieci bezprzewodowych. W
komputer wbudowano moduł komunikacji bezprzewodowej AirPort Extreme, obsługujący
standard komunikacji bezprzewodowej 802.11n (draft).

Konfiguracja Air nie nadaje się do gier, ale w
innych zadaniach, przede wszystkim w pracy w sieci i z dokumentami, ale też w obsłudze multimediów,
sprawdza się całkiem nieźle. Poniżej kilka tabel porównujących urządzenie m.in. do
nieoficjalnego konkurenta, modelu Lenovo ThinkPad X300.

Garstka wyników z programu Xbench

 

 

Komputer ma wbudowaną „na stałe” baterię o
pojemności 37 Wh. Zasilanie to jest w stanie podtrzymywać działanie komputera
szczególnie długo w czasie, gdy nie jest on maksymalnie obciążany. Zapowiadane
przez producenta 5 godzin trudno osiągnąć.

 

 

Poważnym problemem modelu MacBook Air jest temperatura pracy.
Aluminiowa obudowa szybko rozgrzewa się, i to już przy niewielkim obciążeniu. Kiedy sprzęt zmaga się z naprawdę trudnymi zadaniami, jak montaż filmu albo gra, potrafi zagrzać się do
temperatury, która prędzej czy później skłania użytkownika do zdjęcia sprzętu z kolan i położenia go np. na biurku. Nie ma się czym dziwić. Maszyna
zachowuje się przeważnie cicho, a jej aktywny system wentylacji nie przeszkadza
zbytnio, co skutkuje niestety wyższą temperaturą metalowej, dobrze przewodzącej
ciepło obudowy. Kłopoty ze znacznym grzaniem się Maców to nie nowość w
atrakcyjnych dla oka aluminiowych konstrukcjach. Podobne kłopoty można
zaobserwować także w znacznie potężniejszych od opisywanych powyżej modelach
MacBook Pro.


Podsumowanie

Wyciągany po raz pierwszy z koperty na początku tego roku,
mógł zachwycać wymiarami. Laptop wręcz bije po oczach oszczędną formą, dobrze
znaną z innych maszyn Apple’a. Jest rewelacyjnie cienki i w miarę lekki, co w
czasie długotrwałej pracy na komputerze położonym na kolanach nie jest bez
znaczenia. Urządzenie łatwo też przenosić.

Air potrafi skutecznie zwracać uwagę zazdrosnych amatorów
przenośnych komputerów. Mimo że jest niewielki, nie zawodzi wydajnością. Średniej
klasy dwurdzeniowy procesor ze sporą ilością pamięci RAM i zintegrowanym układem graficznym wystarcza, by maszyna nie dławiła się w pracy z dokumentami i w sieci, ale i przy obsłudze cyfrowych multimediów, przetwarzaniu fotografii, odtwarzaniu muzyki i filmów. Pracuje się wygodnie, bo mimo niewielkiego ciężaru laptop jest na tyle duży,
by zmieściła się w nim spora, podświetlana klawiatura, a nad nią niezły ekran z
diodami LED.

Niewielka grubość to niewiele w walce z konkurentami.
Niektórzy z nich szybko odpowiedzieli na Air własnymi niewielkimi laptopami,
nieco grubszymi, ale i znacznie lepiej wyposażonymi w interfejsy i osprzęt.
Tego dodatkowego wyposażenia małemu MacBookowi jednak nie trzeba. Sprzęt tworzono z zamysłem wpisania go w coraz bardziej bezprzewodowy świat, a w mniejszej skali – bezprzewodowy dom lub biuro. Tam, gdzie jest dostęp do sieci i więcej niż jeden komputer, obecnie sieć bezprzewodową spotyka się bardzo często. Do pracy w takim środowisku Air jest przygotowany
pierwszorzędnie. Producent wyposażył go w szybki moduł komunikacji WiFi oraz
ciekawe możliwości korzystania z podzespołów innych komputerów, nie tylko zdalnych napędów optycznych, ale też np. modułów pamięci przechowujących kopie zapasowe danych z laptopa.

Sprzęt to nie wszystko. Urządzenie działa z oprogramowaniem
Mac OS X oraz Windows i choć przełączanie się między nimi wymaga ponownego
uruchamiania komputera, to mimo wszystko to wygodny sposób, aby skorzystać zarówno
z zalet oprogramowania Apple’a, jak i Microsoftu. W środowisku Mac OS X świetnie sprawuje się sporych rozmiarów płytka dotykowa z obsługą gestów.
Ułatwia i przyspiesza ona posługiwanie się wieloma aplikacjami. Drugi z systemów
zapewnia dostęp do najpopularniejszego oprogramowania, szczególnie tego,
którego odpowiedników nie da się znaleźć wśród programów dla Mac OS X. Pod
kontrolą systemu Windows obsługa panelu dotykowego nie zapewnia, niestety, tak bogatych możliwości. W obu systemach świetnie sprawuje się podświetlana
klawiatura, która mimo nietypowej formy – choć tak dobrze znanej użytkownikom
sprzętu Apple’a – okazuje się bardzo wygodna.

Największą wadą laptopa jest generowane przezeń ciepło.
Początkowo aż trudno uwierzyć, że taki „komputerek” może się aż tak
rozgrzewać. Niestety, aluminiowa konstrukcja i nieliczne kratki
wentylacyjne sprawiają, że maszyna oddaje nadmiar ciepła obudową. W
większości zastosowań typu biurowego nie będzie to jednak wielkim kłopotem. Za pewną
wadę maszyny można też uznać to, że nie jest zbyt obficie wyposażona w porty. O ile braki
te można w niektórych przypadkach przeboleć, szczególnie jeśli chodzi o
komunikację z siecią, to dodatkowy port USB przydałby się z pewnością. Niestety, cena komputera jest niezbyt zachęcająca. Silna złotówka sprawia, że warto rozejrzeć się za tym modelem za oceanem – wyjdzie taniej. Polska cena laptopa może go, niestety, wykluczyć w przedbiegach,
a tańszy z pewnością zasłużyłby na rekomendację.

Zalety:

  • Rewelacyjne wymiary i niska waga
  • Niezły ekran
  • Doskonały panel dotykowy z obsługą gestów (Mac OS X)
  • Wygodna podświetlana klawiatura
  • Zintegrowane narzędzie Boot Camp (możliwość zainstalowania
    systemu Windows)

Wady:

  • Jeden port USB
  • Zintegrowane podzespoły: bateria, pamięć, dysk twardy
  • Gorąca obudowa
  • Wysoka cena

Do testów dostarczył: Apple Polska
Cena: 5.800 złotych z podatkiem VAT – wersja z dyskiem twardym 80 GB i procesorem 1,6 GHz lub 9.900 złotych – wersja z napędem SSD 64 GB i procesorem 1,8 GHz