Apple iPhone 5S – wrażenia z użytkowania

17 stycznia 2014 0 przez Ernest Frankowski

Flagowy telefon Apple – iPhone 5S – jest już dostępny od pewnego czasu. W sieci można zatem przeczytać wiele tekstów i testów, w których autorzy na „oczach” Czytelnika „rozkładają” ten telefon na czynniki pierwsze. My chcemy zaproponować odrobinę inne spojrzenie na iPhone 5S. A dokładnie, chcemy odpowiedzieć na proste i bardzo ważne pytanie. Czy iPhone 5S nadaje się do korzystania w warunkach biznesowych? Chcemy sprawdzić telefon w typowych zastosowaniach profesjonalnych i w odpowiednim do tego otoczeniu informatyczno-organizacyjnym. 

Długi dzień zero
„Nowy” iPhone 5S będzie testowany, bez taryfy ulgowej, jako po prostu narzędzie prozaicznej, codziennej i wymagającej pracy biurowej. Z punktu widzenia celów tekstu istotne jest to, że informatycznie działamy w otoczeniu Windows (Czytelnik musi wiedzieć, że ilość „IT spamu”, który dostajemy i który informuje, że iOS nie jest kompatybilny w takim czy innym zakresie z MS Exchange bywa… przygnębiająca). A zatem, poczta, kalendarz, zadania itd. itp. to Exchange, komputery zaś to maszyny działające pod kontrolą Windows.
Rozpoczęcie zabawy, o przepraszam, pracy z iPhone 5S nie jest jednak takie proste. W warunkach większości firm na taki telefon trzeba będzie zapewne dość długo czekać. Zresztą, nic dziwnego. Reklama dźwignią handlu, więc w efekcie kolejka chętnych do tak, w odbiorze większości korpo-ludzi, dobrego urządzenia jest długa. Biorąc pod uwagę niejaki (wciąż) prestiż związany z urządzeniami Apple, bywa, że miejsce w tejże kolejce wyznacza często pozycja w firmowej kolejności dziobania. 
Załóżmy, że telefon wreszcie do nas dotarł. Zapewne biały (w biznesie trzeba stawiać na odpowiedzialną kolorystykę). 
Zanim przejdziemy do konfiguracji i oceny działania telefonu w środowisku profesjonalnym, przemyślmy raz jeszcze, czego oczekujemy od telefonu w pracy. Oczekiwania nie są wygórowane. Będą to: wygoda w codziennym użytkowaniu, niezawodność, łatwość pisania, dobry głośnik, relatywnie długi czas działania na baterii, łatwa i bezproblemowa konfiguracja oraz bezproblemowa  integracja z naszym otoczeniem informatycznym. Ujmując te wymagania lapidarnie, oczekujemy, że telefon będzie tak niezawodny i intuicyjny w obsłudze, że aż niezauważalny. Trochę dziwne oczekiwanie od takiego telefonu? Być może, ale to nie my wpadliśmy na pomysł, że iPhone może być narzędziem pracy. 


Dzień I

Podekscytowani (ale tylko lekko) zaszywamy się w ustronnym miejsce i wreszcie, nie nagabywani przez nikogo („a co tam masz?”), bierzemy w ręce małe, białe pudełko z charakterystycznym logo. Pudełko bardzo gustowne (nieśmiertelny minimalizm).
iPhone 5S pudełko
A w środku? Telefon zgrabnie zabezpieczony w plastikowej „wannie”. Jest też ładowarka (hmmm, jakaś nowa końcówka), karta SIM (tym razem w wersji… nano – ciekawe, kiedy dostaniemy kartę w rozmiarze nanorobotów), jakieś nikomu niepotrzebne książeczki/kartki (nawet do nich nie zaglądamy), „przyrząd” do otwierania kasetki na kartę SIM (można nim ewentualnie wydłubać komuś oko) oraz oczywiście, rzecz najważniejsza (po telefonie) dla, hmm, szpanerów, hipsterów, yuppie(?): paczka naklejek z nadgryzionym jabłuszkiem. Zaraz, zaraz – wiemy już, skąd ci wszyscy ludzie biorą nagryzione jabłuszka, które następnie naklejają na swoich samochodach. Czyżby wskazówka dla Apple, aby zajęli się też robieniem samochodów? Wydaje się, że jest rynek na applewóz (o, i jest nazwa, którą firma spłaci dług wobec Wozniaka). Może byłaby szansa zdeklasować zarówno Pininfarinę, jak i Porsche? Popuśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie takie applewozy. Dwa modele w danej generacji (base i premium), góra dwa silniki do wyboru, cena obejmująca prestiż, minimalistyczny design, góra trzy wersje kolorystyczne (to i tak byłby postęp w stosunku do Forda T) i oczywiście brak możliwości wymiany czegokolwiek w takim samochodzie. Przykładowo, w przypadku awarii silnika, trzeba byłoby kupić nowy samochód. I najważniejsze, na pełnym baku można byłoby przejechać do 100 kilometrów. 
iPhone 5S dodatki
Zostawmy jednak te uszczypliwości i skupmy się na samym telefonie. Jest on odrobinę większy (dłuższy, choć minimalnie węższy) od iPhone 4S. Naszym zdaniem bryła telefonu przedstawia się gorzej niż we wspomnianym iPhone 4S. Model 4S był naszym zdaniem idealny z punktu widzenia symetrii. W 5S Apple próbuje dać użytkownikom większy ekran (moda zapoczątkowana przez Samsunga), jednocześnie zachowując rozsądne rozmiary aparatu i możliwość obsługi jedną ręką (to była jedna z projektanckich „obsesji” Jobsa – jak widać, firma nie przepracowała jeszcze odejścia Szefa). Rezultat? Telefon wygląda naszym zdaniem odrobinę… niesymetrycznie. Co więcej, starszy model 4S lepiej leży w dłoni, jakoś przyjemniej czuć jego ciężar. Wydaje się też bardziej solidny. To wszystko oczywiście subiektywne wrażenia (których inne osoby nie muszą podzielać), ale naszym zdaniem od strony wyglądu, symetrii, obsługi, czucia w dłoni i stylizacji model 4S jest jak na razie szczytowym osiągnięciem projektantów z Kalifornii (i robotników z Chin). Mamy nadzieję, że wraz z modelem 6, wrócą oni do swojej zwykle bardzo wysokiej formy (może wreszcie zaproponują coś jednak powyżej 5 cali w zgrabnej i eleganckiej obudowie). 
Apple iPhone 5S
Powyższe wrażenia i oceny nie zmieniają faktu, że pod względem wyglądu, wykonania, stylizacji itd. iPhone 5S zostawia w tyle większość konkurencji (z wyjątkami takimi jak HTC). A zatem, w kategorii stylistyki i wykonania dobra wiadomość dla Kalifornijczyków jest taka, że Apple wciąż, najczęściej, jeszcze ściga się sam ze sobą. Niestety, ponowny brak odważnych zmian to prosta droga do przyszłej porażki. Naszym zdaniem w modelu 5S obecna formuła stylizacyjna powoli się wyczerpuje. Ten telefon powinien dostać żółtą kartkę od nabywców, co może zmusiłoby Apple do jakiejś zmiany. Na szczęście na horyzoncie powoli widać już modele telefonów, z którymi Apple będzie mógł w końcu przegrać w dziedzinie stylizacji. W efekcie takiego scenariusza liczymy, że w siedzibie firmy ktoś wreszcie projektantom szarpnie trochę cugli. Podobno nic tak nie dopinguje jak depcząca po piętach konkurencja.
Po tej dłuższej kontemplacji wyglądu telefonu, warto byłoby zacząć go używać. Zaczynamy oczywiście od montażu karty SIM. Jakież to małe! Karta micro SIM przeszła do historii. Niech żyje karta nano SIM. Irytujące są takie zmiany. Tutaj mała dygresja. Autor tego tekstu chciał kiedyś uruchomić swoją starą, bardzo starą kartę SIM w iPhone 4S. Karta była „normalna”, więc konieczne było wystąpienie do operatora X o wymianę karty na micro SIM (telefon został nabyty własnym sumptem, żadna tam promocja za przedłużenie umowy). Ten stwierdził jednak, że nie dysponuje i nie zamierza dysponować kartami SIM do telefonów Apple. Jak widać więc, eksperymenty Apple mogą nam, użytkownikom napsuć krwi. Skończyło się przeniesieniem numeru do operatora, który problemu w karcie micro nie widział. Niesmak jednak pozostał.
No dobrze, powiedzmy, że mamy to za sobą. Karta nano SIM działa (została aktywowana, a stara karta została dezaktywowana). Zaczynamy teraz przenoszenie naszego „środowiska” aplikacyjno-konfiguracyjnego z 4S do nowego telefonu.
Na szczęście byliśmy przezorni. Dane i konfigurację z iPhone 4S zarchiwizowaliśmy sobie wcześniej w iCloud albo na PC (za pomocą iTunes). Uruchamiając nowy telefon Apple logujemy się za pomocą Apple ID, którego używaliśmy do tej pory. Po aktywacji telefonu (która swoją drogą była niemiłosiernie długim procesem) daje to bezwzględnie pewne korzyści. Mianowicie, biblioteka aplikacji, które historycznie pobraliśmy z AppStore „sama się” aktualizuje w nowym telefonie. Z kolei ustawienia i dane pobiorą się ze wspomnianych archiwów. Realizując powyższą procedurę odtwarzania środowiska pracy w nowym telefonie warto pamiętać, aby nie robić tego na połączeniu 3G czy nawet LTE. Najlepiej na ten czas telefon podpiąć do porządnej (szybkiej i dobrze zabezpieczonej) sieci Wi-FI. W założeniach zatem proces ustawiania środowiska pracy jest intuicyjny i bezproblemowy. Tak jak to powinno być w biznesie i tak jak oczekujemy od telefonu do pracy. Niestety, w naszym bez problemów jednak się nie obeszło.
To co nie poszło tak jak powinno, to odzyskiwanie danych z archiwum iCloud. Telefon z uporem zawieszał się na kilku procentach pobranych danych. W takim stanie trwał zawieszony nawet kilkadziesiąt minut. Nie pomogło dwadzieścia sześć (sic!) resetów. W końcu poszliśmy po rozum do głowy i zaczęliśmy szukać rozwiązania w sieci (zanotować: telefon zmusza nas do tracenia czasu z Google). Okazało się, a jakże, że problem ten pojawia się wcale często w najnowszych telefonach Apple. Znaleźliśmy również opis, jak ten problem obejść. Opisany sposób był nie dość, że trudny w realizacji (prawie jak próba polizania łokcia), to jeszcze do tego… nieskuteczny, ponieważ w trakcie realizowania tejże procedury naprawczej, telefon zachowywał się inaczej, niż owa przewidywała. W efekcie, nie udało nam się jej skutecznie przeprowadzić. Na szczęście, w okolicy dwudziestego siódmego resetu, w momencie dramatycznym, kiedy to byliśmy bliscy rzucenia telefonem o ścianę (choć ściany szkoda), telefon wreszcie… zaskoczył. Pasek wskazujący na pobór danych z iCloud drgnął i przekroczył pechowe 4% (na oko). 
Na marginesie, archiwizując w iCloud dane z poprzedniego telefonu warto pamiętać, aby już przed archiwizacją starszego telefonu oba miały, najlepiej, ten sam system. W efekcie, zanim zarchiwizowaliśmy naszego iPhone 4S, zaktualizowaliśmy jego system operacyjny z wersji 5 do 7. Zresztą, spowodowało to, że model 4S zaczął działać wolniej i częściej zaczął wymagać ładowania. Jednak dla czwórki, system z piątką był najbardziej optymalny. Mądry Polak po szkodzie. Przy tej okazji przypomnijmy też, że model 5S wymaga ładowarki z inną końcówką niż 4S. 
Wcześniej, mieliśmy jeszcze okazję skonfigurować jedną z nowości w iPhone 5S. A mianowicie, czytnik linii papilarnych. Tutaj faktycznie przebiegło to sprawnie i bezproblemowo. Idea takiego czytnika pasuje do podejścia do bezpieczeństwa w wielu firmach. Jednym słowem, to pomysł bardzo na czasie. Tym bardziej, że usprawnia korzystanie z telefonów i daje poczucie bezpieczeństwa. Choć złudne, bo przecież z filmów wiemy, że zawsze mogą nam uciąć palec. Ryzyko to wzrasta, jeśli jesteśmy jakimś CEO naprawdę dużej firmy, a w telefonie (czy pewnie raczej w chmurze) mamy naprawdę ważne i wartościowe informacje. Po pierwsze, złodzieje mogą nie wiedzieć, że mamy to ważne coś w chmurze (a palca nam nie zwrócą). A po drugie, miejmy nadzieję, że następny telefon Apple nie będzie korzystał z biometrii identyfikującej nas przez gmeranie przy oczach. 
Dla porządku warto też powiedzieć, że inne nowości w 5S (w stosunku do piątki) to 64 bitowy procesor (naprawdę wydajny) oraz wspomniany już system operacyjny. 
Koniec na dziś. Kolejne dni upłyną pod znakiem już roboczego użytkowania telefonu.


Dzień II
Budzimy się i idziemy do pracy (oczywiście nasz plan poranka nie przewiduje czynności pośrednich). Po kilku sprawdzeniach poczty i kilku rozmowach, spotka nas niemiła niespodzianka. Wskaźnik naładowania baterii wręcz niknie w oczach. W połowie dnia wszystko jest już jasne. Ten model telefonu nie wytrzyma pełnego dnia intensywnego, "pracowego" użytkowania. Może to kwestia obiektywnie bardzo wydajnego procesora (przypomnijmy, pierwszy raz w smartfonie zastosowano procesor 64 bitowy) albo nowego systemu operacyjnego? Na szczęście (?) również w iPhonie 4S zrobiliśmy aktualizację do iOS 7. Można więc sprawdzić, jak zachowuje się obecnie bateria starszego Apple’a. Jest tak jak się obawialiśmy i tak jak wspominaliśmy. Model 4S, który pod systemem w wersji 5 przy intensywnym użytkowaniu „starczał” nam na około 1,5 dnia, po zmianie systemu wytrzymuje ledwie dzień. A zatem jest i winowajca – kombinacja nowych „wnętrzności” telefonu i jego nowego systemu operacyjnego. A propos systemu, nie dość, że wręcz nieprzyzwoicie drenuje on baterię, to jeszcze jest po prostu brzydki. Zresztą, jak to możliwe, że minimalistyczny graficznie jestem jest tak energo-żerny? 
iPhone 5S od tyłu
A zatem, iPhone nie jest długodystansowcem. W sytuacji kiedy trzeba go jeszcze użyć jako hot-spotu dla laptopa, jest jeszcze gorzej. Bateria przetrwa tylko na ładowarkowej kroplówce. Niby to nic nowego w świecie współczesnych telefonów, ale tak krótki czas działania na baterii to jednak przesada. Do tego nowa końcówka ładowarki też nie pomaga. Jeśli ktoś używa równolegle jakiegoś starszego urządzenia Apple, to musi nosić ze sobą dwie ładowarki tej firmy. A jak nie daj Boże, wszędzie ma nowy iOS 7, może zapomnieć o tym, że w spokojniejsze dni ładowarki zostawia w domu, a urządzenia ładuje wieczorem czy w nocy. Nie ma na to szans. Jak wspomnieliśmy, jeśli iPhone 5S używany jest intensywnie (maile, rozmowy telefoniczne, Wi-Fi, hot spot), bateria nie przetrwa nawet połowy dnia. Ponieważ mówimy tutaj o użytkowaniu biznesowym, jednocześnie obciążać telefonu bezproduktywnym szperaniem w sieci, na Facebooku, zdjęciami, czy filmami HD nawet nie próbowaliśmy (nie na służbie!). Gdyby jednak te elementy użytkowania telefonu dodać do listy codziennych zadań iPhone 5S…, to nawet nie chcemy wiedzieć, jaki byłby tego efekt dla długości działania baterii. Dodajmy do tego, że telefon dość intensywnie się grzeje. Zwłaszcza gdy pracuje jako hot-spot. 
Bylibyśmy zapomnieli, służbowo zdarza się nam robić zdjęcia. A konkretnie, zdjęcia wizytówek, które są następnie skanowane i zapamiętywane jako kontakty w książce adresowej. To też baterii nie pomaga. Choć trzeba przyznać, że aparat telefoniczny iPhone 5S do takiego celu nadaje się doskonale. Plenerów biura nie robiliśmy. Nie było przedmiotem naszego zainteresowania sprawdzanie jak aparat oddaje „ciepłe” oświetlenie biurowych świetlówek i czy wiernie oddaje uspokajający plener open space’u. 
Smutne doświadczenia mamy za sobą. Zobaczymy, co przyniesie kolejny dzień użytkowania iPhone 5S.


Dzień III i podsumowanie

Kolejny dzień upływa pod znakiem integracji z MS Exchange i Outlook. Do tej chwili podchodziliśmy nieufnie do zdolności współdziałania iOS i iPhone-a z duetem Exchange / Outlook. W czasach systemów iOS 5 i 6 sporo było obszarów niekompatybilności z Exchange i Outlook właśnie. Problemy głównie dotyczyły współpracy w zakresie kalendarza, a dokładniej kwestii synchronizacji spotkań oraz zaproszeń, akceptacji i ich odrzuceń. Warto więc podkreślić, że w wersji 7 iOS, która jest zainstalowana na naszym egzemplarzu iPhone 5S takie problemy już nie występują. Można jednak przyjąć, że wraz z nowymi wersjami Outlooka czy iOS akceptowalna biznesowo kompatybilność będzie znowu osiągana etapami i z opóźnieniami. To ważne, ponieważ w pewnym momencie byliśmy w sytuacji, kiedy z powodu braku kompatybilności naszego iOS z Exchange, nie mogliśmy dokonać aktualizacji. Jednocześnie mieliśmy realną potrzebę użycia w telefonie aplikacji, która do działania wymagała nowszej wersji iOS. Klasyczna kwadratura koła. Irytujące.
Lumia 920, iPhone 5S, Galaxy S III
Nokia Lumia 920, Apple iPhone 5S, Samsung Galaxy S III
Pomijając baterię, która jest największą wadą testowanego telefonu, pozostaje jeszcze kwestia pracy na dokumentach. System iOS nie radzi sobie wystarczająco dobrze z dokumentami MS Office, oprócz oczywiście ich wyświetlania do odczytu. Oczywiście, można zakupić i zainstalować oprogramowanie firm trzecich do edycji plików MS Office, ale przydatność takiego rozwiązania jest nikła. Po pierwsze, programy te i tak bywają zawodne z bardziej złożonymi plikami MS PowerPoint oraz MS Excel. Po drugie, ekran (a właściwie jego wielkość) iPhone’a 5S nie jest najlepszym środowiskiem do pracy z jakimikolwiek plikami. Brakuje cali (rozmiar ma jednak znaczenie). Co do pisania maila na ekranie dotykowym, naszym zdaniem można to robić swobodnie i wydajnie. W tym więc obszarze zastosowań biznesowych, nie płaczemy za telefonami ze sprzętową klawiaturą. Użytkując telefon zauważyliśmy pewien denerwujący drobiazg. Nasz egzemplarz dość kapryśnie reagował na gest odbioru połączenia. W pewnych przypadkach połączenia były odbierane sprawnie, kiedy indziej zaś, można było „szurać” palcem po suwaku w prawo do znudzenia (czyli do znudzenia się osoby po drugiej stronie i przerwania połączenia). Dziwne i, ponownie, irytujące. Zwłaszcza w sytuacjach pośpiechu i stresu, o co w pracy przecież nietrudno.
Kolejna irytująca rzecz to brak możliwości podłączania do telefonu kart pamięci i „pokręcony” sposób komunikacji z PC (przez iTunes). Swoboda w szybkim przeniesieniu pliku między urządzeniem Apple a czymkolwiek innym jest dość iluzoryczna. W jakimś sensie usługa iCloud ratuje trochę sytuację. Jednak tylko trochę. 
I tak, po zanotowaniu wszystkich powyższych spostrzeżeń, zaczyna się już naprawdę codzienne życie z iPhone’m 5S w warunkach służbowych. Czas zatem także na wnioski. 
Najważniejszym jest to, że iPhone 5S w połączeniu ze swoim procesorem (obiektywnie bardzo wydajnym, ale co nas w pracy obchodzą takiego jego zastosowania jak HD i gry), systemem iOS 7 oraz baterią nie za bardzo nadaje się do korzystania w warunkach biznesowych. Bateria zużywa się zbyt szybko, czasem nawet w pół dnia (nie w pół doby, w pół dnia roboczego!). W efekcie, cały czas trzeba nosić ze sobą ładowarkę. Co więcej, każdą dostępną chwilę należy wykorzystywać na doładowywanie telefonu. Na wszelki wypadek. Mieliśmy bowiem takie sytuacje, kiedy telefon od pewnego czasu (w danym dniu) nie doładowywany musieliśmy wziąć poza normalny teren pracy, aby przeprowadzić rozmowę, która wymagała braku słuchaczy. W sytuacji kiedy taka rozmowa trwa odpowiednio długo, telefon po prostu się rozładowywał. Może ktoś powiedzieć, że co to za wydumany problem. Przecież nic łatwiejszego, zamykamy się gdzieś, siadamy, podłączamy telefon do prądu i rozmawiamy. Naprawdę? A jeśli takiego ustronnego miejsce z gniazdkiem nie ma albo ktoś lubi chodzić podczas rozmowy? Długość kabla ładowarki telefonu raczej na to ostatnie nie pozwala (generalnie mamy wtedy głowę nisko nad linią blatu). Zresztą, czy aby na pewno o to chodzi w telefonii komórkowej, o bycie aż takim więźniem kabli, gniazdek elektrycznych i ładowarek? 
Naszym zdaniem telefon używany dla celów służbowych powinien być jak część ciała. Tak użyteczny i intuicyjny, że aż niezauważalny. Z tej perspektywy, iPhone 5S biznesowym urządzeniem na pewno nie jest. To po prostu w miarę ładny gadżet, do którego zapakowano tyle nowoczesnego hardware i software (choć brzydkiego), że aż bateria nie daje rady (zadanie dla inżynierów). A zatem, gadżet, a nie wydajne narzędzie codziennej pracy. 
Reasumując, iPhone to ładne i wydajne urządzenie multimedialne, od którego… powinniśmy trzymać się z dala, jeśli szukamy bezkompromisowego narzędzia do pracy biurowej. Codzienne użytkowanie tego telefonu w pracy wywołuje wspominaną już częstokroć irytację. A to bateria nie starcza, a to trzeba kombinować z plikami, a do tego zdarza się, że nie uda nam się odebrać ważnej rozmowy. Oczywiście, większość „ograniczeń” urządzeń Apple jest powszechnie znana i zamierzona przez producenta. I większość z nich da się też obejść (albo zastąpić) działaniami jak najbardziej legalnymi (choć czasem kosztującymi, tak jak programy do edycji plików MS Office). Niemniej, my telefon ocenialiśmy z punktu widzenia zastosowań służbowych. To jest tam, gdzie liczy się szybkość oraz brak konieczności żmudnego ustalania jak coś zrobić (w końcu mamy bardziej palące problemy na głowie). Do tego wcieliliśmy się w rolę użytkownika biznesowego, której nie chce się, nie może albo też nie ma czasu szukać pomysłowych rozwiązań problemów i ograniczeń architektury Apple. Są to oczywiście ograniczenia subiektywne (i same w sobie nie są zawsze czymś złym), bo występujące głównie w kontekście środowisk biurowych, w których dominują standardy Microsoft. Ale jeśli tak, to po prostu, obiektywnie, iPhone 5S nie ma uzasadnienia jako intensywnie wykorzystywany telefon służbowy. 
Jak jednak powiedział ktoś mądry, „prawda jest córką czasu”. Jesteśmy zatem świadomi, że większość osób przejdzie do porządku dziennego nad powyższymi „wadami” opisywanego telefonu. Bo też telefon ten jest pożądanym gadżetem (znowu), a więc miło jest użyć pretekstu w postaci konieczności posiadania telefonu służbowego, po to aby mieć nowego iPhone’a. Co by nie mówić, takie podejście wielu „biurowych” użytkowników tego telefonu jest triumfem marketingu firmy Apple. A ponieważ my patrzymy na IT z punktu widzenia biznesowego, patrzymy też na ten triumf z pewnym podziwem.