Parler walczy o życie. Czy słusznie?

Parler wraca do żywych, ale dużo jeszcze wody w Wiśle upłynie, zanim będzie w pełni sił. O ile kiedykolwiek tak się stanie. Na razie witryna przedstawia nam tylko stronę powitalną z kilkoma zdaniami od Johna Matze.

„Wydaje się, że jest to odpowiedni moment, aby przypomnieć wszystkim – zarówno kochającym nas, jak i nienawidzącym – dlaczego stworzyliśmy tę platformę. Uważamy, że prywatność jest najważniejsza, a wolność słowa niezbędna, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Naszym celem zawsze było zapewnienie bezpartyjnego publicznego miejsca, na którym jednostki mogą korzystać ze swoich praw. Sprostamy każdemu wyzwaniu i planujemy wkrótce powitać was wszystkich z powrotem. Nie pozwolimy zginąć obywatelskiemu dyskursowi!” – pisze Matze.

We wczorajszym wywiadzie telefonicznym dla FoxNews szef Parlera stwierdził, że „jest przekonany, iż serwis wróci pod koniec tego miesiąca”. Pierwsze kroki już wykonał, bo aktualnie strona utrzymywana jest na serwerach amerykańskiej firmy Epik, która pisze o sobie, że jest szwajcarskim bankiem dla domen. Sprawdziliśmy ich regulamin świadczenia usług i mamy wrażenie, że Parler może wpaść z deszczu pod rynnę. Strony hostowane przez Epik powinny spełniać praktycznie te same wytyczne jak w AWS. Dokładnie tak samo jak Amazon rozstał się z platformą społecznościową, tak i tu klienci, którzy nie przestrzegają zapisów regulaminu, mogą błyskawicznie zniknąć z sieci.

Wycinek z regulaminu firmy Epik

Chodzi nam nie tylko o to, że treści na stronie nie mogą promować przemocy lub do niej nawoływać. W umowie czytamy: „Epik może zdecydować o zaprzestaniu oferowania usług lub jakiejkolwiek ich części w dowolnym czasie z dowolnego powodu, z wyprzedzeniem lub bez”. Inaczej mówiąc, jeśli nam się nie spodoba zawartość serwisu, możemy go zablokować, bo tak i nic nam nie zrobicie.

Co dalej?

Pytanie więc, czy strona jest na Epik tymczasowo i wywędruje do jakiejś serwerowni, która nie zwraca uwagi na to, co hostuje? A może jednak Parler zostanie w USA, tyle że tym razem wprowadzi lepszą moderację treści? Co wtedy z wolnością słowa, która dla Johna Matze jest ponoć kluczowa? Jest jeszcze jedna, poważniejsza sprawa. Platforma nie była napisana bezbłędnie, co pozwoliło na ściągnięcie praktycznie wszystkich wiadomości użytkowników wraz z metadanymi plików wideo. To z dało podstawę władzom do ścigania wielu uczestników ataku na Kapitol, bo chwalili się zdjęciami i filmami z wydarzenia. Utrata zaufania może być ciosem, który mimo zapowiadanego niedługo powrotu, skończy się „śmiercią” Parlera.

Czy Parler słusznie walczy o powrót? Z jednej strony był wylęgarnią teorii spiskowych i gniazdem hejterów wszelkiej maści. Był też „bańką”, w której wszyscy wzajemnie się nakręcali. Z drugiej jednak strony, sposób w jaki serwis został praktycznie wymazany z powierzchni ziemi, daje wiele do myślenia o wielkich korporacjach i ich wpływie na opinię publiczną. Jeśli Parler ma powrócić w takiej samej formie, to lepiej, aby nie wracał. Jeśli jednak użytkownicy będą przestrzegać prawa, a moderatorzy o to zadbają, dobrze by było, aby wrócił. Zawsze jest lepiej, gdy mamy jakąś alternatywę.

Żródło: Fox News

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *