Polityka a nowe technologie – ITbiznes w Biznes24 odc. 14

Polityka a nowe technologie – ITbiznes w Biznes24 odc. 14

27 czerwca 2020 0 przez Paweł Pilarczyk

Nikt chyba nie ma wątpliwości, jak duży wpływ mają nowe technologie na nasze życie, gospodarkę czy na prowadzone przez nas biznesy. W świat technologii mieszają się także politycy. Swoimi decyzjami często ograniczają działalność niektórych firm działających w tej branży, innym z kolei pomagają. Wpływ polityki na nowe technologie był tematem dyskusji w 14 odcinku naszego programu w telewizji Biznes24.

Profile mediów powiązanych z rządem pod nadzorem Facebooka

Program zaczęliśmy jednak od skomentowania niedawnej decyzji Facebooka, który poinformował, że będzie oznaczał profile prowadzone przez media (internetowe, papierowe, radiowe i telewizyjne), które mają jakiś związek z rządem. Ma to na celu potencjalne ostrzeganie odbiorców o tym, że informacje przekazywane przez te media mogą nie być do końca obiektywne i mogą być tubą propagandową rządu. Chociaż decyzja Facebooka dotyczy mediów z całego świata, to nietrudno się domyślić, że takie plakietki otrzymają także polskie profile należące do tak zwanej telewizji publicznej (TVP1, TVP Info, Polskie Radio), a także finansowanych przez państwowe spółki mediów takich jak Gazeta Polska, wSieci, wPolityce czy Niezależna.

O tym, czy dany profil powinien zostać oznaczony jako manipulujący odbiorcami i potencjalnie promujący rządzących, Facebook będzie decydował na podstawie powiązań zarządu medium z politykami partii rządzącej (przykładowo, prezesem Telewizji Polskiej jest Jacek Kurski, były polityk partii rządzącej), ale także analizując sposób prowadzenia przez to medium narracji.

Tesla najdroższą spółką motoryzacyjną na świecie

Druga wiadomość pochodzi z rynku motoryzacyjnego. Otóż amerykańskie przedsiębiorstwo stworzone przez Elona Muska, czyli Tesla, produkujące samochody elektryczne, jest już najwyżej wycenianym producentem motoryzacyjnym na świecie.

Akcje spółki Tesla w połowie czerwca przekroczyły magiczną granicę 1000 dolarów za akcję. Przełożyło się to na rekordową kapitalizację spółki, która wyniosła 190 miliardów dolarów. To więcej niż kapitalizacja najwyżej wycenianej dotąd spółki motoryzacyjnej świata, czyli Toyota. Wartość tej ostatniej wycenia się na 180 miliardów dolarów.

To ciekawe liczby, zważywszy na fakt, że Toyota produkuje aż 10 milionów aut rocznie, podczas gdy Tesla 20-krotnie mniej – zaledwie 500 tysięcy.

Skąd zatem tak wysoka wycena Tesli? Wynika ona z wiary inwestorów w to, że to właśnie Tesla będzie dominującym producentem samochodów w przyszłości. Uważają oni, że strategiczna decyzja firmy o tym, by skupić się wyłącznie na samochodach elektrycznych, była tą właściwą.

Toyota z kolei postawiła na wodór jako paliwo przyszłości. I chociaż eksperci są zgodni, że napędy wodorowe są bardzo perspektywiczne, to mówimy raczej o okresie co najmniej 10-15 lat od dziś. To dlatego, że wodór w chwili obecnej pozyskiwany jest w głównej mierze z paliw kopalnych, a więc w sposób nieekologiczny.

Produkcja wodoru w drodze elektrolizy to jedyna ekologiczna metoda, ale niestety kosztowna, ponadto obecnie rzadko stosowana (wodór tą drogą pozyskuje się jedynie w ośrodkach badawczych). Dlatego dziś samochody wodorowe nie mają większego sensu, ze względu na brak stacji ładowania oraz wysoki koszt eksploatacji (40-50 złotych za przejechanie 100 km – to więcej niż w przypadku ekonomicznych samochodów z silnikami spalinowymi). Dużo więcej na ten temat mówiliśmy w naszym podcaście „Elektrycznie Tematyczni”, w odcinku poświęconym samochodom wodorowym.

Dlatego Toyota najpierw powinna się skupić na produkcji samochodów elektrycznych – na wodorowe jeszcze przyjdzie czas (prawdopodobnie zastąpią one popularne obecnie, akumulatorowe pojazdy elektryczne).

Tymczasem Tesla od samego początku skupia się na produkcji samochodów elektrycznych, a inwestorzy są przekonani, że najnowszy Model Y będzie hitem sprzedażowym na poziomie co najmniej takim, jakim był Model 3, czyli tańsza odmiana Modelu S.

Także Tesla Cybertruck, który to pojazd niedawno został publicznie zaprezentowany, okazał się ogromnym sukcesem, chociaż tak naprawdę nie wiadomo… czy w ogóle trafi do sprzedaży (nie spełnia bardzo wielu wymogów dotyczących głównie bezpieczeństwa). Mimo wszystko inwestorzy są przekonani, że Tesla zgarnie dla siebie znaczną część amerykańskiego i globalnego rynku motoryzacyjnego.

Ransomware sparaliżował Hondę

Pozostając w temacie firm motoryzacyjnych przenosimy się do problemów Hondy. Producent niedawno padł ofiarą ataku typu ransomware. Szkodliwe oprogramowanie zaszyfrowało dane na komputerach i serwerach należących do tej japońskiej korporacji, w efekcie czego Honda musiała zatrzymać produkcję w kilku swoich fabrykach, a także tymczasowo wstrzymać działania swoich oddziałów w Japonii, Ameryce Północnej, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Turcji.

Ataki ransomware są bardzo niebezpieczne dla przedsiębiorstw. Polegają na przedostaniu się szkodliwego oprogramowania do wewnętrznych systemów informatycznych, a w następnym kroku zaszyfrowania przez to oprogramowanie kluczowych danych w tych systemach. Dane szyfrowane są na tyle silnymi algorytmami, że nie da się ich odszyfrować bez znajomości klucza. Przestępcy oferują przekazanie tego klucza w zamian za okup, którego wysokość najczęściej uzależniona jest od wielkości przedsiębiorstwa. Podczas gdy w przypadku ataków ransomware na osoby prywatne taki okup ma wysokość najczęściej kilku tysięcy złotych (przestępcy żądają, by opłacać go w bitcoinach), to w przypadku Hondy spekuluje się, że mógł nawet iść w setki milionów dolarów.

Oczywiście najskuteczniejszą metodą walki z ransomware jest robienie regularnych backupów (kopii bezpieczeństwa), a także edukacja wszystkich pracowników firmy, bez wyjątków, by nie otwierali załączników pochodzących z nieznanych źródeł.

Computex 2020 skasowany

Kolejna ofiara pandemii – targi Computex 2020 na Tajwanie. Targi odbywają się w Tajpej już od blisko 40 lat – pierwsza edycja miała miejsce w 1981 roku.

Computex zazwyczaj odbywały się w czerwcu, chociaż w 2003 roku zostały przeniesione na wrzesień ze względu na panującą wtedy epidemię choroby SARS. Także w tym roku w czerwcu targi się nie odbyły, a organizatorzy pierwotnie informowali, że przenoszą imprezę na wrzesień. Ponieważ jednak nie zanosi się wcale, że pandemia koronawirusa zostanie opanowana w przeciągu najbliższych kilku miesięcy, podjęto trudną decyzję o anulowaniu tegorocznej edycji targów.

To kolejna impreza, która się nie odbędzie ze względu na panującą obecnie pandemię. Wcześniej zrezygnowano m.in. z targów MWC (Mobile World Congress) w Barcelonie.

Wciąż do końca nie wiadomo, jaka będzie z kolei formuła targów IFA (Internationalle Funkaustellung), czyli targów elektroniki konsumenckiej, które odbywają się w Berlinie. Niemieckie ministerstwo zdrowia do 24 października zabroniło organizowania imprez, w których bierze udział więcej niż 5000 uczestników. W IFA dotychczas uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy osób.

Organizatorzy wydarzenia planują obecnie przeprowadzenie targów w zupełnie nowej formule. IFA ma się odbyć w dniach 3-5 września, ale dziennie uczestniczyć w niej będzie maksymalnie tysiąc osób, wybieranych i zapraszanych przez samego organizatora targów. Taki jest stan obecnie, ale nie wiadomo, czy ostatecznie do imprezy dojdzie w ogóle – wszystko zależy od sytuacji epidemicznej na świecie.

Teams i 49 osób na raz

Ostatni temat dotyczy zmian w aplikacji Microsoft Teams. Dodano funkcjonalność umożliwiającą jednoczesne wyświetlenie 49 okienek wideo podczas rozmowy wideokonferencyjnej (7 rzędów po 7 okienek). Funkcja powstała głównie z myślą o sektorze edukacyjnym – nauczyciele podczas zdalnego nauczania chcą widzieć wszystkich uczniów jednocześnie i taka funkcjonalność im to umożliwi.

Podgląd 49 osób na raz udostępniony został na razie tylko testowo, ale pod koniec roku trafi do wszystkich użytkowników Microsoft Teams.

Polityka a nowe technologie

W naszym programie przeprowadziliśmy także rozmowę z Ernestem Frankowskim, szefem firm ITnine i Nowy Wymiar Prawa, o wpływie polityki na nowe technologie.

Dużo się dzieje wokół konfliktu między USA a Huawei. Amerykanie tak naprawdę obawiają się dominacji technologicznej Chin. Aby do niej nie dopuścić, uderzają w jedną konkretną spółkę technologiczną – Huawei. Oficjalnym pretekstem do tego są obawy o bezpieczeństwo narodowe – administracja Donalda Trumpa twierdzi, że sprzęt produkowany przez Huawei, a więc przede wszystkim infrastruktura dostarczająca usługi telefonii komórkowej piątej generacji (5G) umożliwia Chińczykom przechwytywanie komunikacji – czyli „podsłuchiwanie” albo „szpiegowanie”. I chociaż Amerykanie nie przedstawili żadnych dowodów na swoje twierdzenia, z kolei Huawei zaoferował wgląd w kod źródłowy swojego oprogramowania, by udowodnić, że nie ma tam żadnych backdoorów, to strona amerykańska wciąż zapewnia, że „ma twarde dowody”.

Niestety nie zaprzestano na samych oskarżeniach. Amerykanie zakazali firmom amerykańskim współpracy z Huawei, a to przełożyło się m.in. na zatrzymanie wsparcia ze strony Google dla smartfonów Huawei – najnowsze modele nie mają już usług Google, a więc sklepu z aplikacjami Google Play, a także narzędzi Google – Map, Gmaila, YouTube’a, Zdjęć i tak dalej.

Ale Amerykanie czynią kolejne kroki, by uniezależnić się od Chin. Kolejnym jest namówienie tajwańskiego przedsiębiorstwa TSMC (Taiwan Semiconductor Manufacturing Company) do tego, by wybudował swoje fabryki na terenie USA. Amerykanie chcą w ten sposób zyskać własne fabryki półprzewodników, dzięki czemu uniezależnią się od chińskich producentów układów scalonych.

Prowadzić to będzie do swego rodzaju deglobalizacji i podziału świata na trzy konkurujące ze sobą strefy: amerykańską, chińską i europejską. Znając jednak determinację Chińczyków i zasoby, jakimi dysponują można jednak przewidywać, że działania administracji Trumpa dadzą Azjatom jeszcze większą motywację do tego, by w jeszcze większym stopniu niż dotąd inwestować w rozwój swoich technologii. Bardzo prawdopodobny scenariusz jest taki, że już w bardzo niedalekiej przyszłości to właśnie Chiny będą globalnym mocarstwem technologicznym i najważniejszym graczem na świecie, do którego dostosować będą się musiały inne kraje na świecie, wliczając w to USA. Dlatego bardzo poważnie należy traktować rodzący się właśnie ekosystem dla smartfonów Huawei Mobile Services, bo w przyszłości może być nie tylko trzecim takim systemem na rynku (obok systemów Apple i Google), ale niewykluczone, że będzie tym dominującym.

Niestety w najgorszej sytuacji jesteśmy my, bo Europa jest najmniej znaczącym kontynentem jeśli chodzi o rozwój nowych technologii. Będziemy jedynie nabywcą rozwiązań chińskich lub amerykańskich.

Stawka jest jednak na tyle duża, że politycy i rządy poszczególnych państw na pewno będą chciały mieć wpływ na rozwój technologii, będą się starali regulować ten rynek, a rolą mediów i ekspertów technologicznych będzie trzymanie polityków od technologii możliwie z daleka, tak by spółki technologiczne mogły rozwijać swoje rozwiązania w możliwie autonomicznym stopniu.