Telefony Netgear SPH101 i SPH200D – Skype w kieszeni

5 grudnia 2008 0 przez Michał Młynarczyk

Dzięki Skype’owi zniknęły faktyczne granice w telekomunikacji: dzwoniąc na drugi kraniec globu, płacimy równie mało, co rozmawiając z sąsiadem z biurka obok. A czasami nie płacimy nic – o ile nasz rozmówca również korzysta z tego programu. Na dodatek zazwyczaj nie możemy narzekać na jakość połączenia. Jest tylko jeden problem. Aby z tego wszystkiego korzystać, trzeba mieć komputer. A ten w roli telefonu sprawdza się różnie – raz lepiej, innym razem gorzej. Na rynku są już jednak urządzenia, które potrafią łączyć się ze Skype’em bez pomocy szumiącej skrzynki.

Skype nie był oczywiście pierwszą usługą pozwalającą na przesyłanie głosu przez internet (ang. voice over IP, w skrócie: VoIP). Był jednak z pewnością pierwszym rozwiązaniem na tyle upodobniającym sieciowe rozmowy do tych, które prowadzimy przez standardowe telefony, by zagrozić tradycyjnej telefonii. Przede wszystkim Skype działał. A w czasach, gdy powstawał, było to naprawdę coś nowego. Pierwsze rozwiązania VoIP wymagały bardzo stabilnych i szybkich (jak na tamten czas) łączy internetowych. Nie działały za firewallami, sprawiały problemy użytkownikom sieci lokalnych. Przy tym zapewniały kiepską jakość dźwięku. Głos się rwał, a słowa dochodziły z opóźnieniem. Rozmowa przez internet przed epoką Skype’a nie należała do przyjemności. Chyba że ktoś traktował ją jako eksperyment mający udowodnić, że „da się”, po tym jednak szybko powracało się do tradycyjnych połączeń telefonicznych. Wszystko zmieniło się wraz z pierwszą betą Skype’a, udostępnioną przez dwóch skandynawskich programistów pięć lat temu. Od tego czasu program zyskał ponad 300 mln użytkowników, a połączenia pomiędzy klientami Skype’a mogłyby stanowić prawie 5% telefonicznego ruchu międzynarodowego (gdyby tylko ujmować je w tych statystykach).


Ponad 6 mln osób zalogowanych do Skype’a w niedzielne popołudnie

Powstały usługi umożliwiające użytkownikom dzwonienie na normalne numery telefoniczne (SkypeOut), a nawet odbieranie połączeń pod takimi numerami (SkypeIn). Pojawiła się też możliwość uruchomienia automatycznej sekretarki (Voicemail) i wysyłania SMS-ów do sieci komórkowych. Słowem, całe rozwiązanie zaczęło coraz bardziej przypominać zwykły telefon. Gdyby jeszcze tylko pozbyć się tej drogiej i niewygodnej w przenoszeniu skrzynki…


Telefon jak telefon…

Netgear SPH101 na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły telefon komórkowy, może trochę większy od przeciętnego. Ma standardową, telefoniczną klawiaturę z przywodzącym na myśl niektóre modele Sony Ericsson dżojstikiem i przyciskami z symbolem słuchawki – czerwonym oraz zielonym.

Jest też wyposażony w kolorowy wyświetlacz, dodatkowe przyciski funkcyjne: regulacji głośności, wyłącznika i zestawu głośnomówiącego, a także standardowe złącza: ładowania oraz przewodowej słuchawki. Do komórkowej „normy” brakuje mu chyba tylko plastikowego oka aparatu cyfrowego. Na jego „plecach” znajdziemy za to złącze antenowe (praktycznie już niespotykane wśród typowych komórek) oraz logo komunikatora Skype.

Jeśli ktoś jeszcze nie zdążył się zorientować, że nie mamy do czynienia ze zwykłym telefonem, pierwsze duże zdziwienie może przyjść po wyjęciu baterii: nie ma pod nią miejsca na kartę SIM. I nic dziwnego, bo SPH101 nie jest komórką w tradycyjnym rozumieniu. To tak naprawdę przenośny klient Skype’a korzystający z sieci Wi-Fi. Zanim jednak napiszemy więcej o tym, jak to wszystko działa w praktyce, przyjrzyjmy się jeszcze samej słuchawce. Biały plastik, z którego wykonano jej obudowę, sprawia bardzo dobre wrażenie. Nic tu nie trzeszczy i nie prześwituje. Netgear zadbał o naprawdę wysoką jakość wykonania.

Złącza zestawu słuchawkowego oraz ładowarki zostały zaślepione gumowymi elementami, które sprawiają wrażenie dość solidnych. Nie zgubimy ich – są na stałe przymocowane do reszty obudowy.


Skype w komórce

SPH101 można pomylić z komórką. Ale tylko jeśli ma się do czynienia z wyłączonym urządzeniem. Wystarczy przytrzymać krótko włącznik, by zobaczyć wirujące na ekranie logo Skype’a, a zaraz po nim komunikat o szukaniu sieci Wi-Fi. A to dopiero początek. W momencie znalezienia odpowiedniej sieci (może być zupełnie otwarta albo też kodowana, za pomocą WEP lub WPA-PSK) przejdziemy do następnego kroku – logowania się w Skypie.

Możemy skorzystać ze swojego dotychczasowego konta lub założyć nowe. Jeśli wybierzemy tę pierwszą opcję, po podaniu hasła uzyskamy połączenie. Na ekranie telefonu pojawi się informacja o statusie (znana z komputerowej aplikacji zielona ikonka) i zalogowanym użytkowniku, a pod nią bieżąca godzina oraz stan konta (dokładnie tak samo jak kiedyś w prepaidzie Plus GSM, Simplusie). Przechylając dżojstik w dół, uzyskujemy dostęp do listy kontaktów.

Oczywiście takiej samej, jaką ułożyliśmy sobie na komputerze, włącznie z ikonkami statusu. Warto zaznaczyć, że oprogramowanie telefonu Netgear obsługuje polskie litery – na liście kontaktów nie zobaczymy więc krzaczków. Dbałość o szczegóły można docenić, poruszając się po całym menu. Wygląda ono jak przeniesione prosto z ekranu komputera.

Te same opcje, te same ikony, te same nazwy. O tym, że estetyczna wierność oryginałowi była dla twórców urządzenia szczególnie ważna, świadczy chociażby taki drobiazg jak pobieranie awatarów (zdjęć) rozmówców. W momencie wykonywania połączenia widzimy fotkę lub ikonę, którą ustawił sobie nasz rozmówca. Dokładnie tak jak w komputerze.

Z komputerowego Skype’a przeniesiono również odgłosy wydawane przez komunikator, np. w momencie zalogowania do sieci. W menu poza kontaktami znajdziecie też historię połączeń, wyszukiwarkę użytkowników czy specjalne opcje służące do zarządzania usługami: SkypeIn, SkypeOut oraz automatyczną sekretarką.

Klient Skype’a zainstalowany w telefonie nie jest jednak stuprocentowym odpowiednikiem programu pod Windows. Z oczywistych względów nie znajdziecie tu opcji przesyłania plików. Użytkownik, który zechce wysłać Wam jakiś dokument, otrzyma komunikat o nieznanym błędzie. Nieco trudniej zrozumieć zupełne pominięcie czatu tekstowego. SPH101 nie tylko nie umie wysyłać wiadomości tekstowych do użytkowników Skype’a, ale nawet ich odbierać! Pomijając zwykłą niedogodność wynikającą z niedostępności tej opcji, jej brak może wywołać dezorientację wśród rozmówców. Przy próbie wysłania nam, dostępnym i widocznym na liście kontaktów, wiadomości tekstowej otrzymają komunikat o niemożności jej dostarczenia – zupełnie tak, jakbyśmy byli niedostępni! Netgear powinien był pomyśleć o nieco bardziej eleganckim rozwiązaniu tego problemu. Chociażby poprzez autoresponder informujący rozmówców, że użytkownik korzysta ze słuchawki i nie może odpisać na wiadomość. Testowy egzemplarz SPH101 nie został wyposażony w polskie menu. Z jednej strony to wada, z drugiej… nie do końca, ale o tym później. Telefon Netgear bardzo dobrze udaje komórkę. Używając standardowego, znanego wszystkim użytkownikom aparatów Nokii skrótu (menu plus gwiazdka), możemy zablokować jego klawiaturę, a o nadchodzącym połączeniu poinformuje nas alarm wibracyjny (sam albo jednocześnie z dzwonkiem – do wyboru).


Domowy telefon internetowy

Zanim przejdziemy do wrażeń z użytkowania, kilka słów o drugim z telefonów Netgear. O ile SPH101 jest Skype’owym odpowiednikiem komórki, z której można korzystać nie tylko w domu, o tyle SPH200D to zdecydowanie telefon stacjonarny. Stacjonarny, ale bezprzewodowy, i to działający w popularnej technologii DECT, wykorzystywanej przez prawie wszystkie bezprzewodowe telefony domowe dostępne na rynku. W skład zestawu SPH200D wchodzi więc nie tylko słuchawka. Znajdziecie tu przede wszystkim stację bazową, wysyłającą sygnał telefoniczny w eter.

Co ważne, stacja nie jest połączona z ładowarką do telefonu. Możemy więc postawić ją tam, gdzie sięga okablowanie, nawet jeśli jest to miejsce, do którego mamy utrudniony dostęp. Bardzo praktyczne. Z drugiej strony białej stacji Netgear wcale nie trzeba chować. To eleganckie urządzenie może się podobać. Wróćmy jednak do wspomnianego okablowania. Obok zasilającego są to kable telefoniczny i sieciowy (ethernet).

SPH200D jest bowiem rozwiązaniem hybrydowym. To klasyczny, analogowy, domowy telefon bezprzewodowy, obsługujący jednocześnie Skype’a, albo, jak kto woli, domowy telefon bezprzewodowy Skype z funkcją obsługi analogowej linii telefonicznej. Niezależnie od przyjętej terminologii mamy do czynienia z urządzeniem, które łączy w sobie cechy telefonu domowego i klienta Skype’a. Przy użyciu jednej słuchawki odbieramy i wykonujemy połączenia telefoniczne zarówno za pośrednictwem zwykłej sieci, jak i Skype’a. Po co jednak utrzymywać tradycyjną linię, kiedy można w pełni zastąpić ją tańszymi usługami VoIP? Jak się okazuje – ciągle nie do końca tak jest. Gdy piszę te słowa, od dobrej doby trwa wielka awaria systemu Skype. Podobnie jak miliony użytkowników na całym świecie nie mogę zalogować się do komunikatora. W ciągu ostatnich 24 godzin nikt nie dodzwoniłby się do mnie, nawet gdybym miał wykupiony numer SkypeIn. Ja też do nikogo nie zadzwonię, niezależnie od tego, jaka kwota leżałaby na moim koncie w Skypie. Gdybym polegał jedynie na Skypie, byłbym odcięty od świata. Awaryjność to niejedyny problem. Przez Skype’a nie dodzwonimy się na żaden z numerów alarmowych – nie wezwiemy policji, straży pożarnej czy karetki. Pozostaje jeszcze jedna kwestia: jeśli korzystamy z telefonu stacjonarnego, z pewnością nasz dotychczasowy numer, często ten sam od kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat, znają nasi krewni i znajomi. Albo i, co gorsza, klienci. Poinformowanie ich wszystkich o zmianie (na numer w usłudze SkypeIn) może być w najlepszym razie kłopotliwe, w najgorszym – niemożliwe. Netgear SPH200D pozwala korzystać z zalet Skype’a – czyli tańszych, albo wręcz darmowych połączeń – bez konieczności rozstawania się z tradycyjnym telefonem. Przyjmuje telefony z obu sieci, a w momencie wybrania numeru pozwala zadecydować, czy ma się połączyć przez linię analogową czy przez Skype’a (a dokładniej – przez usługę SkypeOut). Można też ustawić urządzenie tak, aby wszystkie połączenia kierowało przez jedną z sieci.


Kawał słuchawki

Słuchawka z zestawu SPH200D jest wyraźnie większa od SPH101 i naprawdę trudno pomylić ją z komórką. Już na pierwszy rzut oka wygląda jak typowy, bezprzewodowy telefon DECT.

Mimo równie dobrej jak w przypadku mniejszego modelu jakości wykonania po dłuższym kontakcie sprawia nieco gorsze wrażenie. Jej klawiatura składa się przede wszystkim ze średnio wygodnych, gumowych guzików. Podświetlone na zielono, wyglądają znacznie mniej efektownie niż plastikowe, świecące na biało klawisze SPH101. Zamiast dżojstika mamy tu czterokierunkowy przycisk ze strzałkami, a rolę wyłącznika pełni czerwona „słuchawka”. By dotrzeć do funkcji logowania, wylogowania oraz wyłączania, należy po prostu dłużej ją przytrzymać.

Wyświetlacz SPH200D jest kolorowy, podobnie jak w SPH101, z tym że ma nieco mniejsze wymiary i znacznie bardziej wyprane kolory. Nie ma to jednak wielkiego znaczenia, podobnie zresztą jak gumowa klawiatura, która niespecjalnie przypadła nam do gustu. Podstawową i w zasadzie jedyną funkcją tego urządzenia jest przecież prowadzenie rozmów telefonicznych, a przyciski i ekranik pełnią tu tylko funkcję pomocniczą.

Przeglądając menu, znajdziecie wszystkie opcje, o których wspominaliśmy przy okazji opisu SPH101. Również organizacja listy funkcji jest identyczna. Przybyło tylko kilka nowych ustawień, związanych z analogową częścią telefonu oraz systemem DECT. Możemy przestawić m.in. sposób wybierania numeru (tonowy lub impulsowy) czy podpiąć słuchawkę do innej stacji bazowej. Nie znajdziecie za to ustawień związanych z siecią Wi-Fi (z oczywistych względów) ani opcji wibracji (SPH200D, w przeciwieństwie do mniejszego brata, może tylko dzwonić). Jednak największą wadą dużej słuchawki Netgear jest z pewnością polskie tłumaczenie menu. Na każdym kroku natykamy się tu na różnego rodzaju kwiatki. Największy grzech, jaki popełnił tłumacz, to nadużywanie skrótów. Najbardziej kuriozalny przykład to komunikat, którym urządzenie przywitało nas przy pierwszym uruchomieniu:

Tego typu potworki są tu na porządku dziennym. W głównym menu znajdziecie m.in. opcję DODA. KONT., która jednak niewiele ma wspólnego z gwiazdką poprzedniego sezonu ogórkowego.

Chcąc zmienić ustawienia w podmenu o dźwięcznej nazwie HANDSET, natkniecie się na pozycję REJESTR., a obok niej… na puste miejsce, na którym obcięta końcówka UJ zmieściłaby się co najmniej dwa razy.

WYŁACZWPR. HAS. DLA to przy tym nic. Z wielką ulgą przełączyliśmy język menu (a w zasadzie, w nomenklaturze Netgeara, „JEZYK”) na angielski. Wybór narzucał się także dlatego, że wersje niemiecka i szwedzka, którym przyjrzeliśmy się z ciekawości, wyglądały niewiele lepiej niż polska.


Nie ma gadania bez zasilania

W przypadku urządzeń przenośnych, a zwłaszcza tych, które korzystają z bezprzewodowej sieci, duże znaczenie ma zasilanie. SPH101, jak na bliskiego kuzyna współczesnych komórek przystało, czerpie energię do działania z akumulatorka litowo-jonowego, pozbawionego efektu pamięci (czyli takiego, jaki może być doładowywany w dowolnym momencie, bez obawy o utratę parametrów).

Ogniwo o pojemności 840 mAh w praktyce wystarcza na około dwie doby czuwania. To bardzo mało, biorąc pod uwagę, że w czasie testu baterii nie wykonywaliśmy żadnych połączeń. W rzeczywistości należy liczyć się z koniecznością codziennego ładowania słuchawki. Z drugiej strony uzyskany przez nas wynik bardzo odbiega (i to na plus!) od deklarowanego przez producenta. Według Netgeara akumulator SPH101 ma wystarczyć na 24 godziny czuwania albo dwie godziny rozmowy. Tak czy inaczej, trzeba zaprzyjaźnić się z dołączoną ładowarką. Niestety, nie możemy napisać o niej za wiele – dostarczony nam egzemplarz testowy nie był wyposażony w zasilacz (nie wiemy, czy przez przypadek czy przez pomyłkę – według instrukcji zestaw powinien go zawierać). Na szczęście słuchawka Netgear dzięki obecności typowego złącza Mini-USB doskonale współpracuje ze standardowymi ładowarkami do odtwarzaczy MP3, telefonów komórkowych czy palmtopów. Można też, oczywiście, podładować baterię, podłączając SPH101 do komputera.


Pod gumową zaślepką kryje się złącze Mini-USB

Tajemnicze styki po bokach urządzenia sugerują istnienie specjalnej, stołowej ładowarki (która byłaby szczególnie przydatna przy tak krótkim czasie działania). Niestety, to, że prawdopodobnie istnieje, to jedyne, co o niej wiemy. Mniejszy Netgear nie pasuje też do stołowej ładowarki z zestawu SPH200D.

Duża słuchawka telefonu bezprzewodowego jest zasilana z dwóch akumulatorków w typowym formacie AAA (są w zestawie). Dołączone ogniwa wykonano w starszej, niklowo-wodorkowej technologii, lepiej więc doładowywać je dopiero wtedy, gdy zupełnie się rozładują.

A ma to miejsce zwykle po trzech – czterech dobach (przy minimalnym czasie rozmów), co jest wynikiem całkiem niezłym, zwłaszcza jak na urządzenie, które rzadko kiedy zabiera się poza obręb mieszkania. Jak już wspomnieliśmy, w przypadku SPH200D ładowarka stołowa nie jest połączona ze stacją bazową. To zgrabna, elegancka podstawka, którą możemy postawić wszędzie tam, gdzie tylko znajdziemy gniazdko elektryczne.


Halo, co słychać?

Nasze wrażenia z używania obydwu telefonów Netgear są bardzo pozytywne. Oba urządzenia zapewniają podobną, wysoką jakość dźwięku. Jedyna różnica, jaką dostrzegliśmy w tej dziedzinie, to nieco lepszy mikrofon w mniejszym modelu. Rozmówcy zwracali uwagę na czystszy głos w przypadku korzystania z SPH101. Ta różnica nie była jednak duża. Instalacja obydwu telefonów przebiegała bezproblemowo. Zgodnie z deklaracją producenta SPH101 zalogował się do sieci Wi-Fi z zabezpieczeniami WPA-PSK (z czym miewają problemy chociażby niektóre smartfony).

Rozmowa była możliwa nawet na granicy zasięgu testowego WLAN-u – oddalanie się od routera nie spowodowało znacznego spadku jej jakości, tym bardziej nie było mowy o zrywaniu połączenia.

Instalacja SPH200D również przebiegła bezproblemowo. Wystarczyło podłączyć stację bazową do odpowiednich sieci, podładować słuchawkę i… już! W przypadku nietypowej konfiguracji sieci lokalnej (a więc innej niż pojedynczy, prosty router podpięty do łącza internetowego) może okazać się konieczne dodatkowe skonfigurowanie stacji bazowej za pośrednictwem menu w słuchawce. Zwykle nie będzie to jednak potrzebne.

Oba urządzenia, zanim będzie można z nich korzystać, zapytają oczywiście o login w Skypie oraz przypisane do niego hasło. Telefony mają opcję zapamiętania tych danych, dzięki czemu nie trzeba wpisywać ich przy każdym włączeniu. Automatycznie przebiega nie tylko logowanie do sieci Skype, również aktualizacja oprogramowania słuchawek może zostać przeprowadzona zupełnie bez ingerencji użytkownika. A pewne poprawki zdecydowanie przydałyby się firmware’owi aparatów Netgeara. Podczas testu, wcale nie tak długiego, udało nam się zawiesić menu SPH101 (w momencie akceptowania zaproszenia przesłanego przez innego użytkownika Skype’a). Inna sprawa to polska wersja językowa: zarówno SPH101, jak i SPH200D należy się przyzwoita lokalizacja menu.

Możliwość podłączenia zestawu słuchawkowego to bardzo duża zaleta, zwłaszcza w przypadku telefonów Skype, stworzonych do długich (bo tanich) rozmów. Obydwa testowane urządzenia zostały wyposażone w gniazdka słuchawkowe. Niestety, tak naprawdę trudno stwierdzić, co należałoby do nich podłączyć. Do żadnego z telefonów nie dołączono zestawu słuchawkowego, a instrukcje milczą na ten temat. Do gniazdek mechanicznie pasują słuchawki z wtyczkami mini-jack 2,5 mm w standardzie Nokii. Pasują, ale nic więcej. Na osłodę pozostaje tryb głośnomówiący, który wyraźnie lepiej działa w SPH200D.


Pierwsze jaskółki

Telefony Netgear zrobiły na nas wrażenie. Umieszczenie aplikacji VoIP (w tym przypadku Skype’a) w małym, podręcznym pudełeczku to kolejny, chyba już ostatni krok na drodze do umasowienia tej technologii. Jeśli komunikator Skype ma kiedyś pokonać tradycyjne telefony, to tylko przez upodobnienie się do nich. W przypadku aparatów Netgear upodobnienie to osiągnęło bardzo wysoki stopień. Gdyby nie wyraźne logo Skype’a, nadrukowane z tyłu, trudno byłoby odróżnić SPH101 od komórki, a SPH200D od zwykłego telefonu domowego. Niestety, nie obyło się bez zgrzytów. Fatalne tłumaczenie menu w większym z telefonów, bardzo krótki czas działania na baterii tego mniejszego, a przede wszystkim stosunkowo wysoka cena obydwu każą wstrzymać się z zakupem. Z drugiej strony mimo swoich wszystkich wad urządzenia Netgear są w pełni funkcjonalne. Jeśli więc intensywnie korzystacie ze Skype’a, a cena telefonów Was nie odstrasza, powinniście zastanowić się nad jednym z nich. Warto również zwrócić uwagę na to, że zastosowanie słuchawek Netgear pozwala rozmawiać przez internet także osobom, które z różnych powodów nie mogą korzystać z komputera. Poza tym mimo dość wysokiej ceny obydwa urządzenia kosztują mniej niż najprostszy nowy pecet. To tańsza (również w utrzymaniu!) opcja dla każdego, kto chce kupić komputer tylko po to, by korzystać z komunikatora – i na pewno dużo bardziej praktyczna.

Netgear SPH101

Zalety

  • solidne wykonanie i elegancki wygląd
  • niewielkie rozmiary
  • dobra jakość dźwięku
    Wady

    • wysoka cena
    • krótki czas działania na baterii
    • brak polskiego menu

    Do testów dostarczył: Netgear
    Cena: 550 złotych z VAT

    Netgear SPH200D

    Zalety

    • solidne wykonanie i elegancki wygląd
    • doskonała integracja Skype’a z tradycyjnym telefonem
    • przyzwoity zestaw głośnomówiący
      Wady

      • wysoka cena
      • fatalne tłumaczenie menu

      Do testów dostarczył: Netgear
      Cena: 580 złotych z VAT