Chromebook, czyli „największy idiotyzm korporacyjny”

Takim mianem został określony Chrome OS i cała idea chromeboków, na których uruchamiane są tylko aplikacje webowe, a dane przechowywane są w chmurze. To ich koniec, jeszcze zanim nastąpił początek?

Autorem opinii jest George Colony, szef działu analitycznego Forrester Research. Chyba jednak nie jest to oficjalne stanowisko firmy badawczej, ale jednego z pracowników (co niestety umniejsza wagę wypowiedzi). Według niego, przyszłościowych rozwiązań należy dopatrywać się w aplikacjach mobilnych, które rosną w tempie 85% rocznie, a nie webowych. Te drugie są już w odwrocie.

Jeśli byłoby to prawdą, to skąd popularność YouTube, Facebooka, Google Docs, Groovesharka, GMaila i tysięcy innych serwisów, których jedynym interfejsem jest przeglądarka internetowa? Przeciętny pecet z jakimkolwiek systemem, przeglądarką oraz łączem szerokopasmowym jest już całkiem dobrze wyposażonym narzędziem pracy i rozrywki. Doprawdy, trudno pojąć, dlaczego chromebook miałby być na straconej pozycji. Bo nie da się na nim zainstalować Gadu-Gadu? 😉

Trudno zaprzeczyć, że w kwestii aplikacji webowych Google ma wyjątkowo dobre wyczucie potrzeb użytkownika. Obecnie wiele osób ma swoje konto pocztowe na Gmailu, udostępnia zdjęcia za pomocą Picasy, wszystkie dokumenty przechowuje w usłudze Docs, a informacje o zaplanowanych zadaniach i czynnościach do wykonania – w kalendarzu Google. Android jeszcze bardziej umocnił pozycję tych usług, bo daje łatwy dostęp do treści ze smartfonu czy tabletu. Równie łatwo można będzie je dodawać i przetwarzać, dysponując komputerem z Chrome OS.

Dlatego chromebooki należy traktować jako uzupełnienie współczesnych pecetów z przeglądarką Chrome oraz urządzeń mobilnych z Androidem. Nie jest to przestarzała technologia ani coś konkurencyjnego wobec aplikacji mobilnych.

Zresztą, analityk też człowiek. Ma prawo się mylić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *