Chromebook, czyli „największy idiotyzm korporacyjny”

31 maja 2011 0 przez Marcin Kaczmarek

Takim mianem został określony Chrome OS i cała idea chromeboków, na których uruchamiane są tylko aplikacje webowe, a dane przechowywane są w chmurze. To ich koniec, jeszcze zanim nastąpił początek?

Autorem opinii jest George Colony, szef działu analitycznego Forrester Research. Chyba jednak nie jest to oficjalne stanowisko firmy badawczej, ale jednego z pracowników (co niestety umniejsza wagę wypowiedzi). Według niego, przyszłościowych rozwiązań należy dopatrywać się w aplikacjach mobilnych, które rosną w tempie 85% rocznie, a nie webowych. Te drugie są już w odwrocie.

Jeśli byłoby to prawdą, to skąd popularność YouTube, Facebooka, Google Docs, Groovesharka, GMaila i tysięcy innych serwisów, których jedynym interfejsem jest przeglądarka internetowa? Przeciętny pecet z jakimkolwiek systemem, przeglądarką oraz łączem szerokopasmowym jest już całkiem dobrze wyposażonym narzędziem pracy i rozrywki. Doprawdy, trudno pojąć, dlaczego chromebook miałby być na straconej pozycji. Bo nie da się na nim zainstalować Gadu-Gadu? 😉

Trudno zaprzeczyć, że w kwestii aplikacji webowych Google ma wyjątkowo dobre wyczucie potrzeb użytkownika. Obecnie wiele osób ma swoje konto pocztowe na Gmailu, udostępnia zdjęcia za pomocą Picasy, wszystkie dokumenty przechowuje w usłudze Docs, a informacje o zaplanowanych zadaniach i czynnościach do wykonania – w kalendarzu Google. Android jeszcze bardziej umocnił pozycję tych usług, bo daje łatwy dostęp do treści ze smartfonu czy tabletu. Równie łatwo można będzie je dodawać i przetwarzać, dysponując komputerem z Chrome OS.

Dlatego chromebooki należy traktować jako uzupełnienie współczesnych pecetów z przeglądarką Chrome oraz urządzeń mobilnych z Androidem. Nie jest to przestarzała technologia ani coś konkurencyjnego wobec aplikacji mobilnych.

Zresztą, analityk też człowiek. Ma prawo się mylić.