Apple MacBook Pro – jabłko z drzewa dobrego i złego

Apple MacBook Pro – jabłko z drzewa dobrego i złego

22 października 2007 0 przez Piotr Bulski

Od czasu gdy przenośna platforma Apple zyskała serce od Intela, a instalowanie systemu operacyjnego Windows okazało się banalnie proste, komputery z jabłkowym logo na klapie stały się rzeczywistą alternatywą dla użytkowników poszukujących sprzętu przenośnego od konkurencji, który trafia do sprzedaży z najpopularniejszym systemem świata. Mimo że sprzęt jest oferowany z własnym systemem operacyjnym, Mac OS X, którego najnowsze wydanie kodowo opisywane nazwą „Leopard” puka już do rynkowych drzwi, to tak naprawdę współpraca z okienkami Microsoftu może być motorem ciągnącym sprzęt Apple w górę na tabelach opisujących udziały w sprzedaży laptopów.

Steve Jobs z Apple zapewne śni o tym, by jego maszyny powtórzyły sukces, który udało się odnieść odtwarzaczom multimedialnym iPod. Na razie do spełnienia snu jest jeszcze daleko, jednak oręż w walce o klienta na zyskujące stale popularność komputery przenośne jest bardzo silny.

Najpotężniejsze w ofercie laptopów Apple są komputery profesjonalne serii MacBook Pro. Oferowane są w dwóch wielkościach, z szerokimi ekranami o przekątnej 15,4 i 17 cali. Test dotyczy maszyny mniejszej, ale i poręczniejszej, jednak wyposażonej w maksymalnie silną konfigurację proponowaną przez producenta. Dwurdzeniowemu procesorowi Intela z górnej półki towarzyszy w nim sporo pamięci RAM oraz moduł komunikacji bezprzewodowej pracujący z najnowszymi technologiami dla sieci WiFi. Doskonała wydajność nie jest jedynym, co może pociągać w Macu, bo już bez spoglądania w konfigurację, Apple może się spodobać. Czy więc MacBook Pro to maszyna doskonała? Na pewno nie. Dlaczego? Zapraszamy na kolejne strony.

Jabłko z zewnątrz

Aluminiowy MacBook Pro może być tak nazywany nie tylko ze względu na kolor obudowy. Nie jest to udawane, „plastikowe” aluminium, z którym można spotkać się w przypadku wielu urządzeń, ale najprawdziwszy
metal. Ma to swoje zalety, ale i wady.

15-calowy laptop zajmuje sporo miejsca, mierzy 35,7 cm na 24,3 cm, ale jest przy tym wyjątkowo cienki. Jego grubość to niecałe 2,6 cm. Dzięki zwartej, prostopadłościennej budowie wygląda bardzo nowocześnie, sterylnie i minimalistycznie. Gdyby nie rozświetlające się podczas pracy jabłko na pokrywie, w niektórych przypadkach można byłoby nawet nie rozpoznać w tej formie zamkniętego laptopa.

Trzeba przyznać, że sprzęt wygląda rewelacyjnie. Projektanci
obudowy MacBook Pro stanęli na wysokości zadania, projektując bryłę elegancką, kunsztowną, chłodną w wyglądzie (co jak się później okaże, jest bardzo zwodnicze) i wykonaną z dużą precyzją. Oko cieszą detale, subtelne okienko podczerwieni, przycisk otwierania pokrywy czy slot nagrywarki DVD, zaznaczony port ExpressCard lub specjalnie nieukrywane, krzyżakowe śrubki trzymające konstrukcję w całości.

Przód komputera to miejsce dla przycisku otwierania pokrywy z ekranem. Zamontowano w nim białą diodę wskazującą na to, czy komputer działa.
Otwieranie pokrywy jest pomysłowe. Wykorzystuje ono magnesy  przyciągające dwa haczyki przytrzymujące klapę. Dodatkowo, sprężynująca pokrywa po wciśnięciu guzika lekko odskakuje, ułatwiając otwarcie komputera.

Po lewej stronie od spustu otwarcia umieszczono niewielki,
okrągły odbiornik podczerwieni, współpracujący z prostym pilotem zdalnego sterowania oferowanym razem z laptopem. Pilot umożliwia sterowanie multimedialnymi funkcjami MacBooka Pro bez konieczności dotykania wbudowanej w maszynę klawiatury.

Po prawej stronie frontu pierwszy „smaczek”. Zamiast najczęściej spotykanych w komputerach przenośnych „szuflad”, Apple proponuje napęd optyczny dla płyt CD i DVD ukryty za slotem. Nie ma tu wychodzącej z komputera tacki, a jedynie szpara, w którą wsuwa się nośnik, „zasysany” automatycznie do wewnątrz. Osoby mniej zaznajomione z komputerami Apple może niepokoić nieco brak przycisku do wyjmowania płyty, rozwiązanie to jednak jest bardzo proste. Guzik taki znajduje się na
klawiaturze.

Nagrywarka DVD w MacBook Pro to model HL-DT-ST GSA-S10N. Zapisuje płyty DVD jednowarstwowe i dwuwarstwowe oraz płyty CD, jednak nie obsługuje nośników DVD-RAM. O ile sprzęt podczas pracy działa bardzo cicho, kultury brakuje mu podczas ładowania nośnika i jego zwracania. W tych momentach napęd zachowuje się niemal niczym wiekowy magnetowid. Taki to urok mechanizmu wprowadzania i wydawania płyt w maszynie Apple. A że da się zrobić to lepiej, wie każdy posiadacz samochodowego odtwarzacza CD ;).

Lewa strona komputera mieści gniazdo dla kart ExpressCard/34, wejście i wyjście dźwięku (w tym złącza optyczne), jeden port USB oraz gniazdo zasilania, które jest kolejnym „smaczkiem”. O nim za moment.

Nawet zasilacz komputerowy okazał się elementem dopracowanym
przez projektantów Apple. Często ignorowany przez innych konstruktorów, tutaj nie dość, że przyciąga swoją ciekawą, nawiązującą do białych iPodów formą, to może pracować z dwiema długościami przewodu (zależnie od potrzeb do gniazdka można wkładać wtyczkę przewodu lub wtyczkę zainstalowaną wprost na zasilaczu). Sprzęt ma dodatkowo wbudowany prosty mechanizm pozwalający na zawinięcie wokół niego przewodu na czas transportu.

Najciekawszym elementem związanym z zasilaniem komputera
jest drugi koniec przewodu, ten, który trafia do laptopa. Zwykle w innych
maszynach są to okrągłe, niewielkiej średnicy wtyczki, tu jednak, nie dość, że prostokątne, to jest to złącze magnetyczne zwane MagSafe.

Połączenie instalowane dość płytko w obudowie laptopa ma za zadanie zabezpieczyć komputer przed skutkami przykładowo zawadzenia o przewód zasilający. O ile zwykle taka przygoda może skończyć się strąceniem komputera z biurka, w przypadku zastosowania MagSafe co najwyżej wtyczka zasilająca laptop odskoczy, pozostawiając bezpiecznie komputer w miejscu, w którym stał. To proste i skuteczne rozwiązanie.

Na wtyczce umieszczono mini diodę, informującą kolorami o tym, czy laptop aktualnie ładuje się, czy też jego bateria jest już napełniona.
Niewielki gadżet, ale cieszy.

Prawa strona komputera została nieco lepiej wyposażone w złącza. Zainstalowano tam wyjście DVI, gigabitowy interfejs sieciowy, porty
FireWire 400/800 oraz kolejny port USB 2.0. To z tej strony instaluje się także zabezpieczenie typu Kensington.

O dziwo, w komputerze nie ma już więcej połączeń USB 2.0. Jak na 15-calową maszynę, dwa popularne porty to stanowczo za mało (w 17-calowym modelu wcale nie jest wiele lepiej, bo tamten dysponuje trzema takimi połączeniami).

Spód laptopa kryje tylko cztery miniaturowe, gumowe nóżki, a w centralnej części kwadratową baterię (60 Wh) z atrakcyjnie rozwiązanym
systemem wskazującym na poziom jej załadowania. O tym, jak wiele energii znajduje się w baterii można dowiedzieć się przyciskając zainstalowany na niej przycisk. Pięć mini diod może się wtedy rozświetlić, pokazując ile energii ma jeszcze akumulator. To wygodny wynalazek, który do wykorzystania nie wymaga uruchomienia komputera.

Ale, ale, wszystkie niemal strony obejrzane, a na obudowie nie ma nadal żadnych wywietrzników. Jak więc chłodzi się sprzęt? Otóż za wyprowadzanie ciepłego powietrza z komputera odpowiada tylna ścianka obudowy. Przez niemal całą jej długość ciągnie się szczelina, którą MacBook Pro „oddycha”.

Takie rozplanowanie chłodzenia może mieć swoje zalety, bowiem komputer można położyć na kolanach bez obawy, że zablokuje się dopływ powietrza do laptopa. Jednak „jabłko na kolanach” to czasami sztuczka dla prawdziwych twardzieli. Ale o tym nieco później, a teraz o tym co pod
pokrywą.


Pod skórką jabłka

Po otwarciu komputera jest nadal bardzo „aluminiowo”. Pokrywa kryjąca ekran jest zwieńczona kamerą internetową iSight, subtelnie wbudowaną w ramkę wyświetlacza. Kamera cechuje się rozdzielczością 1,3 mln punktów. Zaraz pod nią zainstalowano 15,4-calowy ekran ciekłokrystaliczny z nowoczesnym podświetleniem diodami LED (Light Emitting Diode). O ile można mieć jedynie niewielkie zastrzeżenia co do równomierności podświetlenia ekranu (na jego dolnych krawędziach widać to najlepiej), to nie można powiedzieć nic złego o jasności wyświetlacza. Sprzęt zapewnia 17 poziomów siły podświetlenia wraz z całkowitym odłączeniem diod LED. Wyraźny i ostry obraz sprawdzi się świetnie w multimediach.

Ekran może być bardzo jasny, a dodatkowo siła jego podświetlenia może być dopasowywana automatycznie do warunków oświetleniowych
panujących wokół komputera. Gdy jest ciemniej, ekran może świecić mniej
intensywnie. Jasnością można oczywiście sterować także ręcznie.

Boczne kąty widzenia są całkiem niezłe, z kolei w pionie jest, jak to zwykle bywa, gorzej. Przy zmianie kątów pionowych pierwsze „padają” kolory i to niestety przy całkiem niewielkich odchyłach od poziomu.

Doskonałym posunięciem Apple jest zastosowania niebłyszczącej matrycy o rozdzielczości 1440 na 900 punktów. Powłoka nie odbija światła tak silnie, jak często spotykane obecnie w komputerach ekrany typu „glare” (na życzenie klienta firma jest w stanie zaoferować jednak i taki ekran). Matowy wydaje się jednak być rozwiązaniem rozsądniejszym.

Ekran zamontowano na szerokim zawiasie nad wylotami wentylacji. Mimo swych monstrualnych wymiarów zawias lekko sprężynuje. Przy każdej zmianie kąta położenia ekranu trzeba więc chwilkę poczekać aż drgania
się „wyciszą”.

Ustawienie ekranu pod dowolnym kątem jest łatwe, a wyświetlacz na pewno sam nie opadnie. Zresztą opaść mógłby tylko w jedną stronę, bo od pionu, od użytkownika laptopa, odchyla się on maksymalnie o
niecałe 40o.

Dolna część komputera nie ma wielu fajerwerków, a chłodny styl jest nadal zachowany. Nie ma na niej też żadnych diod informacyjnych czy też dodatkowych przycisków multimedialnych (dodatkowe funkcje trafiły za to na przyciski grupy F1-F12). Jest za to laboratoryjnie czysto i oszczędnie. Symetrię kompozycji zaburza jedynie okrągły włącznik po prawej stronie maszyny.

Na boki trafiły dziurkowane maskownice systemu głośników stereo. Wydawane przez nie dźwięki nie są rewelacyjne i w przypadku zastosowań
multimedialnych warto podłączyć komputer do zewnętrznego źródła dźwięku. W prostych zadaniach, jak komunikacja VoIP (Voice over IP) sprawdzą się na jednak znakomicie.

Patrząc na klawiaturę MacBook Pro w pamięci trzeba mieć
jedno. Nie została ona zaprojektowana dla systemu operacyjnego Windows, dlatego nie wygląda dokładnie tak samo, jak ta, do której mogli przywyknąć użytkownicy maszyn z tym systemem.

Zanim jednak o klawiszach, kolejny „smaczek”. Tym razem to… podświetlana klawiatura. Oprócz włącznika, wszystkie klawisze
komputera mają podświetlane znaki, które zapalają się automatycznie, jeśli tylko warunki oświetleniowe na zewnątrz komputera są odpowiednio „trudne”. W połączeniu z automatycznie zmieniającym się natężeniem światła zza ekranu to doskonały dodatek pomagający w posługiwaniu się laptopem po ciemku. Siła podświetlania przycisków może być zmieniana

Klawiatura nie przypomina tej z typowych laptopów pracujących z systemem Microsoftu. Największym ciosem dla posługujących się
językiem polskim użytkowników, którzy zechcieliby „przesiąść” się na
maszynę Apple jest brak klawiszy zwykle generujących polskie
„ogonki”. Klawiatura nie posiada prawego przycisku Alt. Nie widać też
na niej prawego guzika Control. Za to jest para przycisków specyficznych dla Apple, a oznaczanych znakiem jabłuszka (w systemie Microsoftu spełniają one rolę guzików Windows). Alt zwany jest także Option, a w roli Delete występuje Backspace.

Generalnie rzecz biorąc, przejście ze świata Windows do Mac
OS może być małym szokiem, szczególnie jeśli chodzi o wpisywanie polskich znaków, jednak nieco wprawy oraz możliwość modyfikowania funkcji klawiszy mogą pomóc w dopasowaniu jej do potrzeb nowego użytkownika.

Klawiatura jest bardzo cicha (cyka delikatnie) i oferuje niewielki
skok. Jest też raczej wygodna. Pod klawiszami znajduje się wystarczająco wiele wolnej przestrzeni, by podczas pisania oprzeć tam nadgarstki. Posiadacz zegarka musi jednak uważać, bo jego zapięcie może zmienić metalową powierzchnię wnętrza laptopa w porysowane pobojowisko.

Amatorom Windows problemy może sprawiać nie tylko klawiatura, ale i panel dotykowy położony poniżej. To możliwe ze względu na obecność
tylko jednego przycisku (zamiast typowych dwóch przydających się w środowisku Windows). Po tym szczególe widać po raz kolejny, jakże inaczej przemyślano obsługę systemów Mac OS i Windows. Na szczęście i ta przeszkoda została w systemie Windows działającym w MacBook Pro ominięta w miarę sprytnie, a prawe kliknięcie uzyskuje się przez przyłożenie do panelu dotykowego dwóch palców i użycie niemałych rozmiarów przycisku.

Oporni na naukę nowej metody klikania mają jeszcze jeden sposób do wykorzystania – podłączenie zewnętrznej myszki z więcej niż jednym
przyciskiem.

Pod blachę testowanego laptopa MacBook Pro trafił dwurdzeniowy
procesor Intel Core 2 Duo T7700 z zegarem 2,4 GHz, 4 GB pamięci DDR2 667 MHz (zainstalowany system Windows Vista Ultimate Edition wskazywał 3 GB) oraz grafika NVIDIA GeForce 8600M GT z 256 MB dedykowanej pamięci wideo i możliwością pożyczenia ponad 700 MB z pamięci systemowej. Za komunikację z sieciami bezprzewodowymi WLAN popularnych typów odpowiadał moduł Atheros AR500BX. Prócz niego do urządzenia trafił moduł Bluetooth i gigabitowy kontroler sieci Marvel Yukon 88E8058. Pamięcią masową był dysk twardy o pojemności 160 GB z interfejsem Serial ATA, Seagate Momentus 7200.2 ST9160823AS.

Zestaw z taką konfiguracją to na pewno nie zabawka do stawiania pasjansa, o czym można było przekonać się podczas testów. Teraz jednak trochę o oprogramowaniu.


Oprogramowanie – jabłkiem w okno

Komputer Apple oferowany jest razem z systemem operacyjnym
Mac OS X (system znajduje się wraz z komputerem w opakowaniu, także na płycie). W tym konkretnym przypadku był to system z numerem 10.4. Jego następcą jest system opisywany kodowo nazwą Leopard, Mac OS X 10.5.

Program dla użytkowników Microsoft Windows może wydawać się
zupełnie obcy, jednak warto z nim spędzić chwilę, zanim w maszynie znajdą się lepiej znane okienka ;).

Animowany, atrakcyjny dla okaz interfejs Mac OS X potrafi
przykuć uwagę i wcale nie jest trudny do opanowania. Dla tych użytkowników, którzy chcą spędzać ze swoją maszyną czas na pracach związanych z multimediami czy zadaniami biurowymi, przejście na Windows wcale nie musi być koniecznością.

Za pomocą pilota można sterować atrakcyjnie wyglądającym interfejsem użytkownika.

System oferuje możliwość zainstalowania ot choćby
popularnego pakietu biurowego Office od Microsoftu. Ma zresztą także swoje doskonałe odpowiedniki pochodzące z pakietu iWork, które mogą zaoferować sporo świeżości choćby przy budowie prezentacji (odpowiednikiem PowerPoint jest program Keynote). MacBook Pro daje też szansę zainstalowania wielu gier, w tym także w miarę nowych tytułów.

Popularne narzędzia Microsoftu.
Odpowiedniki podstawowych narzędzi pakietu Office.

Biblioteka oprogramowania nie jest jednak tak samo bogata
jak w przypadku środowiska Windows. Nie należy zapominać, że to dla platformy z Redmond powstaje największa część oprogramowania i jeśli dla Apple nie ma odpowiednika, amatorzy świata według Microsoftu mogą rozważyć instalację systemu Windows. Ta zaś jest bajecznie prosta.

Jednym ze sposobów wprowadzenia do komputera Apple
oprogramowania operacyjnego jest wykorzystanie oferowanego przez Apple oprogramowania BootCamp (najnowsza wersja ma oznaczenie 1.4 beta), które potrafi przeprowadzić użytkownika przez proces instalowania w maszynie Apple nowego systemu. Nowy system nie zastępuje Mac OS X, ale „usadawia się” obok niego, w nowej partycji, zapewniając możliwość pracy z wybranym oprogramowaniem.

Proces jest odwracalny.

O ile w przypadku systemu Mac OS X 10.4 oprogramowanie
BootCamp jest oddzielną aplikacją w wersji beta, należy liczyć się więc z
ewentualnymi kłopotami podczas jej wykorzystywania (w testach kłopotów takich nie było), to jej nowa wersja jest już częścią systemu operacyjnego Leopard.

BootCamp to niemal 400-megabajtowy program, który w
pierwszym rzędzie pozwala podzielić pod Mac OS X dysk na partycje i określić, ile miejsca dostanie nowy system Windows (może to być wersja XP SP2 lub Vista). Kolejnym krokiem w instalacji programu Microsoftu jest zapisanie na płycie sterowników które potem zostaną użyte w systemie Windows.

Instalacja okienek nie różni się niczym od tej przeprowadzanej na typowych laptopach. Po jej zakończeniu wystarczy załadować
sterowniki, które rozwiązują kłopoty z rozpoznaniem przez nowy system
niektórych z urządzeń laptopa… i gotowe. Po ponownym włączeniu komputera wystarczy przytrzymać przycisk Alt (Option), a maszyna sama zaproponuje wybór jednego z dwóch systemów. Możliwe jest też ustalenie odgórnie, z którym z systemów będzie uruchamiać się sprzęt domyślnie.

O ile wcześniejsze wersje BootCamp czasem nie radziły sobie z przeniesieniem obsługi peryferiów w świat Windows, z najnowszą takich
kłopotów takich nie ma i w okienkach Microsoftu można cieszyć się np.
korzystaniem z kamerki iSight.

W systemie Windows przez rozpoczęciem pracy warto zapoznać
się z plikami pomocy pojawiającymi się przy okazji instalacji sterowników
BootCamp. To z nich m.in. można dowiedzieć się, jak korzystać z nieco innej
klawiatury czy panelu dotykowego, jak usuwać płyty z napędu optycznego i
sterować ustawieniami komputera, prezentowanymi za pomocą tego samego systemu OSD (On Screen Display) na ekranie.


Wydajność – złote jabłko

Maszyna z niemałej pojemności pamięcią RAM i szybkim
procesorem najnowszej generacji sprawowała się nad wyraz dobrze w benchmarkach. Programy sprawdzające wydajność pracowały pod kontrolą systemu Windows Vista.

Sam system operacyjny ocenił sprzęt Apple na 4,8 punktu.
Najniższą ocenę otrzymała pamięć, a najwyższymi według systemu należało nagrodzić wyniki uzyskiwane przez procesor, wydajność w pracy z interfejsem Aero, grafikę 3D i dysk twardy. Wszystkie otrzymały wyraźne oceny powyżej piątki.

Poniżej wyniki prób z komputerem w popularnych benchmarkach.

MacBook Pro nawet pod sporym obciążeniem nie niepokoi zbytnio
głośnością pracy. Jego dwa wiatraki mogą obracać się ze zmienną prędkością od 1 tys. do nawet 6 tys. obrotów na minutę. Jednak maksymalne szybkości, jeśli użytkownik nie gra w najnowsze gry, są osiągane raczej rzadko (w testach udało się je wymusić za pomocą specjalnej aplikacji, „Unreal Tournament 3” ;), a wtedy maszyna denerwująco szumiała).

Szum wentylatora przy niższych obrotach jest oczywiście słyszalny, jednak nie można powiedzieć, by w pracy mógł znacznie przeszkadzać (no chyba, że amatorom ciszy absolutnej ;)). Być może ta mało denerwująca praca wentylatora przyczynia się do, niestety, bardzo wysokiej temperatury obudowy podczas wydajnej pracy komputera.

Działań z wyjątkowo wymagającymi programami należy stanowczo
odradzić, gdy maszyna znajduje się na kolanach, chyba że użytkownik
zdecyduje się założyć żaroodporne spodnie. Te spodnie to tylko lekka przesada, bo MacBook Pro potrafi zagrzać się wręcz potwornie. Nie jest to ciepło, ale parzące gorąco. Co prawda pod leżącym na kolanach komputerem nie powstaną bąble, ale pracująca na pełny gwizdek maszyna prawie na pewno pozostawi zaczerwienienia (oczywiście jeśli użytkownik na tyle długo wytrzyma). To najpoważniejsza wada laptopa.

Sposób chłodzenia komputera to coś, nad czym konstruktorzy
MacBook Pro powinni przysiąść z większą pieczołowitością. Co ciekawe, komputer łatwiej jest rozgrzać w środowisku Windows, a trudniej pod kontrolą Mac OS X.

Bateria laptopa okazała się całkiem przeciętna, gdy maszyna pracowała pod pełnym obciążeniem. Gdy natłok pracy był mniejszy, bateria
pozwalała na znacznie dłuższą pracę (choć do 4 godzin obiecywanych przez
producenta nieco brakowało).


Podsumowanie

Testowany 15-calowy MacBook Pro to sprzęt o świetnej wydajności, który sprosta wielu zadaniom, a także wielu grom. Doskonały wygląd aluminiowej obudowy ze słynnym, nadgryzionym jabłkiem nie pozostawia
wątpliwości, że to szczególna maszyna. Być może mało jeszcze popularna, ale już nie ekstrawagancka, w dodatku po prostu silna i walcząca o swoją część rynku.

MacBook Pro w swym mniejszym wcieleniu dysponuje świetnym
ekranem i doskonałymi dodatkami uzupełniającymi mocarną konfigurację (niestety o niemałej cenie). Na szczególne uznanie zasługuje klawiatura z automatycznym podświetleniem. Nie można też zapominać o dodawanym w zestawie pilocie zdalnego sterowania oraz rewelacyjnym magnetycznym zabezpieczeniu przewodu zasilania MagSafe, które także podczas testów raz uratowało komputer przed zapewne jego pierwszym, a z dużą dozą prawdopodobieństwa ostatnim lotem.

Najpoważniejsza wada maszyny to jej temperatura w czasie najbardziej
wydajnej pracy. Efektowna, calowej grubości obudowa z wywietrznikiem tylko na tylnej ściance to piękny projekt, ale najwyraźniej to za mało, by sprostać wyzwaniu, jakim jest chłodzenie potężnych chipów wewnątrz laptopa, szczególnie w środowisku Windows.

Ciekawe, czy problem nadmiernego grzania się zostanie rozwiązany w nowym systemie operacyjnym Mac OS X, którego częścią będzie pełna
wersja programu Boot Camp. Być może wtedy MacBook Pro na kolanach z
uruchomionymi okienkami Microsoftu i odpowiednimi sterownikami nie będzie oznaczać „kłopotów”.

Mniej kłopotliwe, choć na pewno frasujące jest wykorzystanie
klawiatury laptopa w środowisku Windows. W Mac OS X, u użytkowników
angielskojęzycznych może ona sprawować się znakomicie, jednak
„ogonki”, szczególnie w systemie Microsoftu wymagają nieco zachodu
lub przyzwyczajenia się do nowego sposobu ich wprowadzania. To prawdopodobnie największa przeszkoda w płynnej „przesiadce” na Maca.

W sumie, gdyby nie gorąco, sprzęt byłby niemal doskonały…
choć idzie zima, a koksowniki czy kozy z pewnością są nudniejszymi gadżetami ;). „Gorąco” polecamy, jako odmianę i jako wyzwanie.

Zalety:

  • Wysoka wydajność
  • Projekt i świetne wykonanie (metalowa obudowa)
  • Świetny ekran
  • Pilot do multimediów w komplecie
  • W miarę wydajna bateria (przy mniejszym obciążeniu)
  • Praca z systemem Windows
  • Zasilacz z MagSafe

Wady:

  • „Parzące” kłopoty z chłodzeniem
  • Mało portów USB
  • Polskie „ogonki” mogą wymagać przestawienia
    klawiatury
  • Obudowa łatwa do porysowania w miejscach dla nadgarstków
  • Głośna praca napędu optycznego
  • Wysoka cena

Do testów dostarczył: Apple Polska
Cena: około 10 tys. złotych brutto