Paradoksy Open Source

7 listopada 2003 0 przez Maciej Koziński

Zakup SuSE GmbH przez Novella i zaprzestanie wspierania domowych dystrybucji Linuksa przez Red Hat to dla świata Open Source dwa wydarzenia tygodnia. Wydarzenia, które skłaniają do zastanowienia nad rolą tego oprogramowania i Linuksa w szczególności w biznesie i współczesnym świecie.

Do tej listy należy dodać ogłoszony na początku roku kryzys Mandrake. Podsumujmy: największy światowy dystrybutor Linuksa ucieka wyłącznie w rynek komercyjny, największy europejski dystrybutor znajduje inwestora za oceanem, drugi ważny europejski dostawca ma poważne kłopoty. Mimo to Linux ma się lepiej, niż kiedykolwiek, a o prawa do niego toczy się spór sądowy, w który zaangażowana jest firma o najbardziej znaczącej w branży nazwie – IBM.
Dobra Europa, zła Europa

Popularność, jaką cieszy się Linux i oprogramowanie Open Source w Europie wynika nie tylko z bezpłatnej dostępności czy dobrej jakości. Decyzje Unii Europejskiej o użytkowaniu Open Source to również decyzja polityczna. U jej podłoża leży nie tylko chęć uniezależnienia się od Microsoftu jako głównego dostawcy oprogramowania. To dobra okazja, by w jakiejś mierze uniezależnić się od USA. To również wspieranie rodzimych dostawców oprogramowania – niemieckiego SuSE i francuskiego Mandrake.

Zakup największej europejskiej firmy linuksowej przez amerykańskiego dostawcę systemów operacyjnych może w tym kontekście martwić. Okazuje się, że mimo możliwości pozyskania bezpłatnie części komponentów do tworzenia oprogramowania, utrzymanie się firm linuksowych ze sprzedaży oprogramowania i związanych z nim usług jest raczej wątpliwe. Jednym ze sztandarowych argumentów na rzecz Open Source jest możliwość uzyskania w tani sposób technologii do prowadzenia własnego biznesu w IT. Przypadki SuSE i Mandrake raczej ten argument osłabiają.

Nie sposób definitywnie odpowiedzieć na pytanie, co jest przyczyną słabości europejskich firm linuksowych. Czy są to wysokie podatki i gorsza koniunktura gospodarcza? Czy błędy w zarządzaniu i postawienie na niewłaściwego odbiorcę? Mandrake przeinwestował w badania i rozwój oraz przeszacował zatrudnienie. Postawił też na systemy desktop, podczas gdy lider rynku serwerowego – Red Hat – odniósł największy sukces. Ale i jego nie ominęły kłopoty. Czyżby opensource’owy model biznesowy okazał się zbyt słaby?

Linux ma się dobrze

Paradoksalnie – Linux ma się lepiej, niż kiedykolwiek. Dzieje się tak dzięki wsparciu tych, którzy początkowo negowali możliwość odniesienia przez tego typu produkt sukcesu komercyjnego i przeciwko którym został stworzony. Jeszcze 5-6 lat temu niedostrzegany, dziś rozwijany przez IBM, Sun Microsystems czy Hewlett-Packarda. Zakup SuSE przez Novella w jakimś stopniu jest powtórzeniem strategii tamtych firm, dla których Linux jest tanim systemem operacyjnym dla systemów low-end i klientów z kręgu małego i średniego biznesu. Jak przyznają przedstawiciele IBM, Linux jest darzony przez nich zaufaniem, choć na wprowadzenie go do świata wielkich serwerów jest jeszcze nieprzygotowany.

Fakt zakupu SuSE przez Novella może być wiadomością i złą, i dobrą. Złą dla nas Europejczyków – bo większość zysków z komercyjnego rynku Linuksa trafi za ocean i tam też zapewne zostanie zainwestowana w dalszy jego rozwój. Złą – bo firmy europejskie nadal nie wytrzymują amerykańskiej konkurencji i muszą podpierać się amerykańskim kapitałem. Dobrą – bo Linux zyskał kolejnego zainteresowanego rozwojem i wsparciem, co zwiększa jego szanse na przetrwanie na rynku. Dobrą – bo choć systemy Novella nie cieszą się opinią grzeszących nadmiarem urody i wodotrysków, za to uważane są za niezwykle stabilne.

O ile można zastanawiać się nad skutecznością “czystego” modelu biznesowego Open Source, o tyle widać, że oprogramowanie z otwartych źródeł radzi sobie doskonale w symbiozie ze środowiskiem komercyjnym. Okazuje się, że nie ma tu żadnego konfliktu interesów. Zyskują wszyscy.

Żadną nie zatrzymany przeszkodą

Jak będzie dalej wyglądał świat Linuksa komercyjnego? Jeśli nikomu nie uda się podważyć licencji GNU, będzie on niezależnie rozwijany i wspomagany przez największych uczestników rynku IT, co więcej – będzie nadal dostępny bezpłatnie wraz z częścią rozwiązań tych firm dla większości użytkowników. Należy liczyć się z tym, że dystrybucje niekomercyjne staną się systemami niszowymi. Co będzie, jeśli Linux wejdzie na poziom serwerów high-end? Producenci tych systemów nie będą zapewne chcieli rozwijać dwóch produktów przeznaczonych dla tego samego segmentu rynku. W rozwoju pozostanie więc system tańszy w rozwijaniu i obsłudze. Łatwo się domyślić, który. Niemożliwe? Siedem czy osiem lat temu dzisiejszy stan komercyjnej ekspansji Linuksa też kwitowano słowem “niemożliwe”. Warunkiem, by Linux nie stał się kolejnym Windows, jest pozostawienie go przynajmniej w części opensource’ową własnością publiczną. Tylko wówczas konkurencja wymusi dalszy jego szybki rozwój i przystępną cenę, co więcej – da szansę rozwoju wielu firmom.

Linuksa nie zabije raczej upadek którejś z zaangażowanych firm, podobnie jak rezygnacja z jego wspierania. Ta ostatnia jest raczej mało prawdopodobna wobec rozwoju rynku. Klienci jednego dostawcy w razie jego upadku będą mogli łatwo skorzystać z konkurencyjnej oferty. W razie mało prawdopodobnych kłopotów Linuksa za oceanem będzie on nadal rozwijany w Europie czy Azji. Podobnego rozwoju wypadków można spodziewać się w przypadku innych aplikacji Open Source wspieranych komercyjnie, np. Samby.

Raczkująca konkurencja dla wielkich zza oceanu musi się jeszcze sporo nauczyć. Zdecydowanie więcej miejsca na rynku opensource’owym jest dla specjalizowanych usług i aplikacji, niż dla dostawców systemów operacyjnych. Firmy powinny wyciągnąć wnioski z przypadków Mandrake czy SuSE. Open Source jest na pewno szansą dla firm IT spoza USA, samo jednak nie wystarczy do konkurowania z amerykańskimi potęgami na globalnym rynku.