Novell, Linux, Microsoft – koniec romansu, małżeństwo z rozsądku

27 listopada 2006 0 przez Maciej Koziński

W ciągu niespełna trzech tygodni, jakie upłynęły od zawarcia porozumienia między Microsoftem a Novellem sens tego porozumienia stał się bardziej wyrazisty. Widać, kto jest rozgrywającym. Widać też, kto ponosi koszty. Rozwój Linuksa jest raczej niezagrożony, choć trudno przewidzieć, jak się potoczy.

Kiedy trzy tygodnie temu obie firmy ogłosiły o zawarciu umowy, można było liczyć na różne scenariusze rozwoju wypadków. Dziś widać już, że rację mieli ci, którzy wieścili kłopoty dla Linuksa. Jeszcze nie ucichły komentarze po podpisaniu porozumienia przez obie firmy, a już szef Microsoftu, Steve Ballmer ogłosił, iż Linux zawiera rozwiązania opatentowane przez Microsoft i że jedyną „legalną” dystrybucją nie ściganą przez MS będzie Novell SUSE Linux.

I marchewka, i kij

Postawa Microsoftu nie jest zaskoczeniem. Wiadomo było, że firma z Redmond pójdzie albo „easy way”, albo „hard way”. Wybrała drugą możliwość. Zastanawiająca jest postawa Novella. Oto szef Novella, Ron Hovsepian, oświadczył w otwartym liście, iż zapis w umowie o współpracy obu firm w zakresie patentów dodany został na prośbę Microsoftu, że Novell nie zgadza się ze stanowiskiem Microsoftu w sprawie patentów. Aż się prosi o pytanie: skoro tak, to dlaczego podpisał taką, a nie inną umowę?

Warunek umowy o zrzeczeniu wzajemnych roszczeń z tytułu naruszenia patentów pozostawił klucz do dalszego rozwoju wypadków w rękach Microsoftu. To Steve Ballmer decyduje, czy walczyć o klienta dla SUSE marchewką czy kijem. Jak do tej pory PR obu firm karmi użytkowników Linuksa marchewką, ale w tle Ballmer już wymachuje kijem.

W oczach opinii publicznej, a szczególnie środowiska Open Source i klientów nieufnych wobec Microsoftu, za skutki wynikające z porozumienia patentowego odpowiedzialny jest Novell. Wymienia też historyczne zasługi Novella na polu walki z patentami. Ale nie mówimy przecież o historii, tylko o teraźniejszości. To właśnie zgoda Novella na porozumienie patentowe pozwala Microsoftowi mówić: „Chcecie legalnego Linuksa? Kupcie go od nas”. Cokolwiek zrobi Microsoft w sprawach związanych z Linukem i patentami – to na Novella spada odium. Zapewnienia Hovsepiana o niezgodności stanowisk niewiele do sprawy wnoszą. Co może zrobić, jeśli Microsoft zechce faktycznie ścigać użytkowników innych niż SUSE dystrybucji za rzekome czy faktyczne naruszenie praw patentowych? Rozwiąże umowę z Microsoftem i zapłaci kary umowne? Zacznie rozdawać pozwanym użytkownikom SUSE za darmo?


Bilans zysków i strat

Z marketingowego punktu widzenia porozumienie Microsoftu i Novella to majstersztyk. Microsoft ma w swoim portfolio dystrybucję Linuksa. Odbiera innym jego dystrybutorom atut unikalności. Do tej pory firmy te oferowały coś, czego Microsoft nie miał w swoim portfolio. Oferowały też niezależność od Microsoftu. Porozumienie odbiera linuksowej konkurencji Microsoftu oba atuty. W obliczu wysokich wymagań sprzętowych Visty Microsoft będzie mógł zaoferować klientom tańszą i mniej wymagającą sprzętowo alternatywę w postaci SUSE Linux Enterprise Desktop i uzyskać z niej wpływy.

Microsoft i Novell mają potężne sieci dystrybucji i wsparcia, które teraz połączą zyskując efekt synergii mogą : SUSE będzie teraz sprzedawany w sieci dealerów Microsoftu oraz będzie uwiarygodniony przez firmę z Redmond wobec zwolenników Microsoftu i pragmatyków korzystających od dawna z Windows. Połączona oferta obu firm będzie atrakcyjna dla dużych i średnich klientów biznesowych nie kierujących się sentymentami czy ideologią, ani nie zmuszonych do oglądania pod światło każdego dolara. Dla takich odbiorców liczy się business continuity i z ich punktu widzenia wartością dodaną będzie fakt, iż SUSE zapewniać będzie – a przynajmniej będzie dawać taką szansę – lepszą interoperacyjność z Windows niż inne dystrybucje. Ściślejsza integracja obu środowisk zmniejszy ewentualne koszty obsługi infrastruktury IT w ramach outsourcingu.

Oferta Microsoftu i Novella niewiele zmieni w sytuacji niewielkich firm, które z powodu kosztów licencji lub innych, pragmatycznych lub ideologicznych korzystały z oprogramowania bezpłatnego. Wątpliwe również, by alians ten zmienił cokolwiek na rynku użytkowników indywidualnych. W dużym uproszczeniu sytuacja zapewne będzie wyglądać tak: gracze przejdą na Vistę, pragmatycy pozostaną przy XP, ideolodzy nie odstąpią od Debiana.

Novell niewątpliwie zyskuje na tym porozumieniu, ale ponosi też spore niematerialne koszty. Musi liczyć się z niechętną reakcją tych klientów, którzy kupowali subskrypcję SUSE m. in. dlatego, by uniezależnić się od Microsoftu. Teraz i tak będą oni płacić Ballmerowi. Nie sądzę, by w tej chwili wygłaszali komplementy pod adresem Hovsepiana. Jest to jedyna istotna marketingowa słabość tego porozumienia. Novell może utracić też wpływ na kształt Linuksa i innych projektów Open Source, których sam nie koordynuje. Od strony PR alians z Microsoftem jest dla Novella najbardziej kosztowny. Firma jest już postrzegana przez środowiska niechętne Microsoftowi jako ta, która dała Ballmerowi do ręki broń przeciw Linuksowi – nieważne, czy tylko straszak, czy bombę atomową. Uszczerbek na wizerunku w tych środowiskach będzie Novellowi bardzo trudno nadrobić. Dlatego Hovsepian odcinając się publicznie od postępowania Microsoftu usiłuje zminimalizować „pi-arowe” straty Novella.


Nie zawrócisz kijem Wisły

Wygląda na to, że trzyletni flirt Novella z Open Source dobiegł końca. Oczywiście nie oznacza to końca dystrybucji SUSE. Prawdopodobnie, mimo otwartego kodu, będzie to dystrybucja coraz bardziej komercyjna – zarówno w sensie udostępniania jej, jak i kręgu odbiorców. Wydaje się, że w zaistniałej sytuacji projekt OpenSUSE traci rację bytu. Wymiana kodu źródłowego ze środowiskiem Open Source będzie bowiem poważnie utrudniona.

Nie martwię się o rozwój Linuksa jako takiego. Będzie się on rozwijał niezależnie od Microsoftu, nawet jeśli pewnego dnia pojawi się Winux (bo Lindows już było). Dystrybucji nie zabraknie. Wątpliwe, by Microsoft zablokował rozwój jądra – casus SCO Group pokazuje, że nie jest to takie proste, choć patenty to nie to samo, co kod. Celem Microsoftu jest przejęcie wpływów z komercyjnych zastosowań Linuksa, dlatego zachęca inne firmy do podobnych umów. Na razie podobne porozumienie odrzucił RedHat, choć zapewnia o kontynuowaniu współpracy z Microsoftem w zakresie interoperacyjności. Alians Microsoftu z Novellem może też zaowocować podzieleniem rozwoju Linuksa na dwie (może więcej?) wersje rozwojowe. Jedna będzie związana z Microsoftem, Novellem i developerami, którzy zdecydują się na współpracę z tymi firmami, druga (inne?) niezależna od tych firm.