Zepsuła się maszynka do robienia pieniędzy

25 stycznia 2013 0 przez Marcin Kaczmarek

Gadżety z przyszłości w każdej kieszeni i na każdym biurku – Steve Jobs udowodnił, że to możliwe, i to dwukrotnie. Z upadającej firmy, Apple stał się największym motorem współczesnej elektroniki, wzorem do naśladowania przez tysiące innych producentów, marzeniem inwestorów giełdowych, dla wielu niemal religią. Czy wydarzenia ostatnich dni wyznaczają jej koniec?

Autorytet taki jak Apple, który jest przecież jedyny w swoim rodzaju, potrzebuje równie charyzmatycznego, bezkompromisowego, kontrowersyjnego wodza. Nie ma tu miejsca na demokrację. Dlatego po odejściu Steve’a Jobsa wielu wróżyło gigantowi z Cupertino rychły kres. Przyznam, że też w to uwierzyłem. Rok później uwierzyła w to giełda – akcje wywindowane do poziomu 700 dolarów zaczęły szybko tanieć.

Podane ostatnio „rekordowe” wyniki finansowe Apple za ostatnie trzy miesiące 2012 roku to dowód, że rekordów już nie będzie. To nic, że wszystko z literką „i” sprzedaje się świetnie – 48 mln iPhone’ów i 23 mln iPadów. Dla takiej firmy „świetnie” to jeszcze za mało. Gdy inwestor płaci 500-600 dolarów za akcję, oczekuje czegoś więcej. Firma nie ma inkasować gotówki, tylko zarabiać, a z tym nie jest różowo. Zysk 13,07 mld dolarów jest identyczny jak przed rokiem, a zysk na akcję nawet niższy (13,81 dolara wobec 13,87 w 2011 roku). Oczekiwania analityków co do przychodów w bieżącym kwartale to poziom 45 mld dolarów, ale Apple prognozuje „tylko” 41-43 mld dolarów. I tak dalej…

Co zawiodło? To, o czym pisałem na początku – brak wodza. Komputery i odtwarzacze Apple nie były – moim zdaniem – jakimś spektakularnym wynalazkiem. Za to iPhone, a trzy lata później iPad stały się tym, co zupełnie zmieniło oblicze rynku. Dziś komputery ustąpiły miejsca właśnie smartfonom i tabletom. Ale, kolokwialnie mówiąc, ileż można robić pieniądze na odgrzewanych kotletach? Świat chętnie „łyknąłby” kolejny futurystyczny gadżet, a na horyzoncie go nie widać. Co gorsza, nie ma osoby, która mogłaby go wymyśleć.

Nie pomagają również plotki o rzekomym wprowadzeniu tanich wersji iPhone’a, który byłby dostępny dla szerokiej rzeszy odbiorców. Smartfon od Apple to jest przedmiot, o którym miliardy ludzi mają marzyć, a nie go posiadać. Używać mają go tylko najlepsi, którzy będą za niego słono płacić. Właśnie to generuje zyski. W tym kontekście nawet tryb wprowadzenia iPhone’a 5 na rynek nie wygląda dobrze – trafił od razu do 100 krajów. Nawet media nie miały czasu za bardzo rozdmuchać tematu. A medialne donosy, plotki, mniej lub bardziej kontrolowane przecieki to bardzo istotny element marketingu Apple. Niestety, również negatywnego – informacja, że Apple o połowę redukuje zamówienia na wyświetlacze do smartfonów, dała do myślenia.

Czy będzie lepiej, czy już tylko gorzej? Moim zdaniem, Apple zrobił dla rynku i dla nas wszystkich wystarczająco dużo. Dajmy teraz szansę innym.