Polska pozwana za ograniczanie UKE

13 grudnia 2006 0 przez Michał Tomaszkiewicz

Europejski Trybunał Sprawiedliwości zajmie się pozwem Komisji Europejskiej przeciwko Polsce – władze Unii uważają, że polskie prawo ogranicza uprawnienia regulatora rynku telekomunikacyjnego i jest niezgodne z prawem unijnym.

„Zgodność przepisów krajowych z prawem UE jest szczególnie istotna w sektorze telekomunikacyjnym, w coraz większym stopniu otwartym na ponadgraniczną konkurencję” – przypomniała Viviane Reding, unijna komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego i mediów.

Sprawa, która trafiła przed unijny trybunał, dotyczy ograniczonych – w porównaniu z zasadami prawa unijnego – uprawnień UKE w zakresie stosunków między poszczególnymi operatorami na rynku telekomunikacyjnym i wzajemnego dostępu do swoich sieci. Dotychczasowe wyjaśnienia Polski w tej sprawie, w odpowiedzi na dwa dyscyplinujące listy z Brukseli, Komisja Europejska uznała za niewystarczające.

Komisja Europejska zarzuca też polskim władzom próby ograniczania niezależności prezesa UKE. Z przyjętej przez Sejm RP 24 sierpnia ustawy o państwowym zasobie kadrowym wynika, że premier ma swobodę w odwoływaniu prezesa UKE, tym bardziej, że polskie prawo nie przewiduje kadencyjności tego stanowiska. Zdaniem KE, takie kompetencje szefa rządu mogą się negatywnie odbić na skuteczności działań urzędu, biorąc pod uwagę konieczność rozdzielenia funkcji regulatora, właściciela i kontroli rynku telekomunikacyjnego. KE przypomina, że polski rząd ma znaczne udziały w niektórych firmach z branży.
„Niezależność krajowego regulatora jest kluczowa dla zapewnienia, że unijne prawodawstwo jest właściwie i skutecznie wdrażane na poziomie krajowym” – oświadczyła komisarz Reding. KE czeka na wyjaśnienia przez dwa miesiące.

Komisja ma też zastrzeżenia do funkcjonowania w Polsce numeru alarmowego 112. Po wielu kłopotach udało się go uruchomić także w naszym kraju, brak jednak gwarancji, że osoba dzwoniąca z telefonu komórkowego może być zlokalizowana przez służby ratunkowe. W tej sprawie Polska ma również dwa miesiące na ustosunkowanie się do zarzutów.


Źródło: Gazeta Wyborcza