Burger King strollował streamerów

Burger King strollował streamerów

27 sierpnia 2020 0 przez Piotr Gontarczyk

Streamerzy stali się stałym elementem krajobrazu internetu i dawno zostali dostrzeżeni przez firmy, które poprzez umowy promują swoje usługi i towary. Dla wielu twórców treści, sponsoring ze strony reklamodawców stanowi sporą część ich przychodów, obok dotacji od osób indywidualnych. Sieć barów Burger King, za pośrednictwem firmy Ogilvy, wyłamała się z dotychczasowych kanonów współpracy ze streamerami. Wywołała tym sprzeciw wielu z nich, choć praktyka nie jest całkiem nowa.

Partnerstwo streamerów z firmami najczęściej polega na tym, co powszechnie znamy jako lokowanie produktu. Streamer w ramach umowy ma na sobie ubranie z logotypem firmy, nazwą albo wizerunkiem towaru lub usługi, czy wtapia materiały promocyjne w strumień wideo. Podstawową zasadą zawsze jest to, że forma promocji, a także wynagrodzenie, z góry są ustalone. Zupełnie inaczej wyglądało to w ostatniej kampanii marketingowej, którą dla sieci Burger King zorganizowała firma Ogilvy. Ta ostatnia „wstrzykiwała” reklamy Burger Kinga, w trakcie sesji streamingowych, bez wiedzy autorów. Jakby tego było mało, to Ogilvy na Twitterze opublikowała materiał filmowy wskazujący, że firma jest dumna ze swoich działań. Na czym akcja polegała?

Niezapowiedziany gość na streamie

Ekipa Ogilvy w trakcie trwania kilkudziesięciu streamów korzystała z dostępnej na Twitchu funkcji TTS (Text-to-Speech). Aktywować ją można poprzez dotację, wpisując przy okazji wiadomość odczytywaną potem przez syntezator mowy. Kosztem zaledwie 5 dolarów, ekipa Ogilvy sprawiała, że widzowie streamera musieli wysłuchiwać reklam Burger Kinga nt oferty sieci. Niektórzy z wykorzystanych w akcji Ogilvy streamerów sądziło, że to tylko żart, albo dziwna forma trollowania. Ostatecznie złości wielu streamerów trudno się dziwić. Dla nich tego typu akcje, powielane przez inne firmy, stanowić mogą pewne zagrożenie. Przynajmniej dla części ich przychodów pochodzących z przekazywania wiadomości, także z wykorzystaniem syntezy mowy. Stworzenie botów przekazujących setki lub tysiące małych dotacji, wraz z przygotowanymi wcześniej wiadomościami reklamowymi, dziś nie stanowi problemu. Stałe lub nawet jednorazowe partnerstwo ze streamerem może więc kosztować wielokrotnie więcej niż krótka wiadomość. Ta dotrze przecież do tej samej grupy odbiorców.

Opublikowany przez Ogilvy film na Twitterze zawiera zastrzeżenie, że wizerunki i głosy niektórych z prezentowanych streamerów zostały zmienione dla „ochrony niewinnych”. Niewykluczone, że wszystkie pokazane na filmie osoby to aktorzy. Warto podkreślić, że w filmie nie wykorzystano prawdziwych gier i nie wspomniano nazwy Twitch. Wszystko wskazuje na to, że na potrzeby tej konkretnej akcji marketingowej nie chciano z kimkolwiek podpisywać umów, kupować licencji, czy uzyskiwać na cokolwiek pozwolenia. Firma Ogilvy nie była pierwszą stosującą taką praktykę. Streamerka Anne Munition zwróciła uwagę to, że mniej więcej raz miesiącu trafia się jej tego typu przypadek. Dopiero postawa firmy Ogilvy sprawiła, że tego typu praktyki wzbudziły szerszą krytykę ze strony streamerów.