Permanentna inwigilacja pod pozorem walki z epidemią. Naukowcy ostrzegają przed aplikacjami do śledzenia kontaktów

Permanentna inwigilacja pod pozorem walki z epidemią. Naukowcy ostrzegają przed aplikacjami do śledzenia kontaktów

22 kwietnia 2020 0 przez Marcin Kaczmarek

Permanentna inwigilacja – ten okrzyk znają wszyscy miłośnicy polskiego kina. Niedługo sformułowanie może zacząć określać naszą codzienność, o czym ostrzegają naukowcy z całego świata.

Permanentna inwigilacja przestaje być elementem dystopicznej wizji świata, a zaczyna stawać się rzeczywistością. W Chinach oprogramowanie śledzi i ocenia obywateli, oceniając ich przydatność społeczną oraz stopień zgodności zachowań z wytycznymi partii komunistycznej, a następnie wystawia ocenę wpływającą na możliwość korzystania z publicznej infrastruktury, na przykład pociągów dalekobieżnych.

Pandemia COVID-19 sprawiła, że pojawiły się pomysły na śledzenie kontaktów osób (contact tracking), tak by móc w prosty i szybki sposób ustalić, kto mógł zarazić się od wykrytego chorego i jak najszybciej odizolować osoby zagrożone.

Za wypracowanie takiego rozwiązania zabrały się wspólnie Apple i Google. Platforma, która ma być zaimplementowana w nadchodzących wersjach iOS i Androida ma gromadzić unikatowe klucze rozsyłane przez pobliskie smartfony, a następnie alarmować użytkownika, jeśli miał kontakt z osobą, która potem zachorowała.

Korporacje i zamierzające korzystać z platformy rządy – w Polsce powstaje aplikacja ProteGO – zapewniają, że wszystko odbywać się będzie w sposób zdecentralizowany, z poszanowaniem prywatności i bez dostępu do gromadzonych danych,

Naukowcy z całego świata powątpiewają w te słowa, czego wyrazem jest inicjatywa opracowania wytycznych, jakie powinny stosować rozwiązania do śledzenia kontaktów.

Permanentna inwigilacja niepokoi naukowców. Może być wprowadzona pod hasłem walki z pandemią

Naukowcy alarmują, że niezbędne dla spowolnienia przebiegu epidemii COVID-19 rozwiązania, w których zastosowane mają być nowe technologie, są o tyle potrzebne, co potencjalne niebezpieczne. Może się bowiem okazać, że pod pretekstem tworzenia systemu chroniącego społeczeństwo przez koronawirusem powstanie platforma, która będzie mogła służyć do bezprecedensowego śledzenia poczynań wszystkich obywateli.

Już teraz widać, jak różne podejścia okazywane są przez rządy na całym świecie. Część szuka rozwiązań zapewniających prawdziwą prywatność dla obywateli, inne szykują się już na możliwość analizowania danych, które generować będzie system.

Permanentna inwigilacja nie jest możliwa (przynajmniej w teorii) w rozwiązaniu proponowanym przez Apple i Google. Klucze pozyskane przez Bluetooth od znajdujących się w pobliżu telefonów przechowywane są w pamięci lokalnej urządzenia. Rola operatora systemu ogranicza się do podawania kluczy osób, u których stwierdzono COVID-19. Jeśli znajdzie się on w spisie kontaktów na smartfonie, użytkownik otrzyma ostrzeżenie i rekomendacje (przygotowywane lokalnie na podstawie danych) dotyczących poddaniu się kwarantannie lub natychmiastowego zgłoszenia się do lekarza.

Naukowcy ostrzegają, że na gigantów IT naciskają już niektóre państwa, chcące przechowywać takie (oraz poszerzone) dane na własnych serwerach.

Aby permanentna inwigilacja nie stała się codziennością, promowane są następujące postulaty:

  • aplikacje do śledzenia kontaktów powinny być używane tylko przez system ochrony zdrowia i nie powinny zbierać więcej informacji, niż jest to niezbędne do ich działania
  • każde rozwiązanie powinno być jawne i transparentne, z otwartym kodem źródłowym oraz dokumentacją, jakie dane, po co i dlaczego są zbierane
  • jeśli zadaną funkcjonalność można zaimplementować na kilka różnych sposób, powinien zostać wybrany ten gwarantujący największą prywatność
  • używanie aplikacji do śledzenia kontaktów musi być dobrowolne i wymagać wyraźnej zgody użytkownika, musi także istnieć możliwość jej wyłączenia i wykasowana wszystkich danych po zakończeniu kryzysu