Giganci technologiczni obawiają się o bezpieczeństwo pracowników

Ostatnie wydarzenia w USA mają swoje konsekwencje nie tylko dla byłego prezydenta Donalda Trumpa. Groźby kierowane pod adresem dużych korporacji przez wyznawców teorii spiskowych są na tyle poważne, że nie wolno ich lekceważyć. Stąd wiele zmian, choćby w ubiorze, właśnie w obawie o bezpieczeństwo pracowników.

Technologiczni giganci trafili na celownik ekstremistów zaraz po tym, jak konta Trumpa w wielu serwisach społecznościowych zostały zablokowane lub usunięte. Nastąpiło to po wydarzeniach na Kapitolu. Jeśli dodamy do tego usunięcie z chmury AWS serwisu Parler, na którym gromadziła się większość zwolenników byłego prezydenta, obraz sytuacji będzie prawie pełny. Ponieważ winą za te wszystkie bany i „cenzurę” obarczane są firmy, które zareagowały w końcu na łamanie ich regulaminów, posypały się w ich stronę groźby.

Giganci technologiczni obawiają się o bezpieczeństwo pracowników

Wiele z nich, naprawdę dużego kalibru, publikowano na Parlerze, dopóki jeszcze działał. I to właśnie głównie te wpisy stały się przyczyną zerwania umowy hostingowej przez Amazon. Przytaczaliśmy je w tym artykule.

Fizyczna ochrona

Skoro więc mamy spisek, to i muszą być ludzie, którzy biorą z nim udział. Stąd właśnie obawy większości serwisów społecznościowych o bezpieczeństwo pracowników. Najłatwiej namierzyć tych niższych rangą, bo często noszą firmowe uniformy. Oczywistym ruchem było więc zrezygnowanie na pewien czas z wszelkich elementów ubrania i gadżetów z logo lub nazwą. Część sieciowych profili managerów zamknięto lub mają status prywatny. Na wielu facebookowych kontach zniknęła też informacja o aktualnym pracodawcy. Prasa donosi również o kilku przypadkach kierowników, którzy dostali fizyczną ochronę.

Wydarzeniem, które wzbudziło najwięcej obaw, były zeszłotygodniowe protesty przed biurami Twittera w San Francisco. Na szczęście skończyły się one fiaskiem, a przez pandemię pracownicy i tak wykonywali swoje obowiązki z domu. Niestety istnieje już precedens, który każe traktować wszelkie tego typu groźby bardzo poważnie. W 2018 roku kobieta otworzyła ogień w siedzibie YouTube w San Bruno w Kalifornii. Raniła trzy osoby, po czym śmiertelnie się postrzeliła.

Co dzieje się na oficjalnych kanałach, możemy śledzić dość dokładnie, ale o czym rozmawiają rozmaite grupy ekstremistów na szyfrowanych komunikatorach, nie wiemy i raczej się nie dowiemy. Dobrze więc, że korporacje zwracają uwagę na bezpieczeństwo pracowników.

Żródło: Axios

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *