Clearview wkurzył Facebooka, Google i Twittera

Clearview wkurzył Facebooka, Google i Twittera

9 lutego 2020 0 przez Paweł Pilarczyk

W styczniu pisaliśmy o aplikacji Clearview AI, która skanuje serwisy społecznościowe i zdążyła już zbudować bazę trzech miliardów zdjęć, na których widoczne są wizerunki różnych osób. Z systemu korzystają amerykańskie służby, m.in. FBI, do namierzania przestępców. Właścicielom czołowych platform społecznościowych nie spodobało się to, że Clearview skanuje i archiwizuje zdjęcia. Zażądali właśnie od amerykańskiej firmy zaprzestania działalności.

Przypomnijmy: Clearview przeczesuje serwisy typu Facebook, Instagram czy YouTube i łączy znalezione tam wizerunki osób z ich profilami. Narzędzie wygenerowało już bardzo obszerną bazę osób. W bazie znajdują się wszystkie dane, jakie kiedykolwiek trafiły do internetu: nazwiska, adresy email, numery telefonów, adresy zamieszkania. 

Jeśli do Clearview doda się kolejne zdjęcie jakiejś osoby, narzędzie – korzystając z mechanizmów rozpoznawania twarzy – jest w stanie odnaleźć inne zdjęcia tej osoby w swojej bazie, a następnie wskazać jej profile w sieciach społecznościowych. Wystarczy zatem zrobić komuś zdjęcie na ulicy – telefonem albo na przykład kamerą monitoringu miejskiego, a Clearview potrafi precyzyjnie wskazać personalia tej osoby. 

Z narzędzia podobno korzystają amerykańskie agencje rządowe, oficjalnie do namierzania przestępców. Wystarczy tylko dysponować zdjęciem wykonanym na przykład w momencie dokonywania kradzieży, a Clearview wskaże, kto konkretnie dopuścił się przestępstwa.

Facebook, Google (w imieniu YouTube), Twitter oraz LinkedIn są jednak bardzo niezadowolone z tego, że aplikacja skanuje bazy tych serwisów. Przedsiębiorstwa wysłały do Clearview AI pisma z żądaniem natychmiastowego przerwania procesu skanowania zdjęć. Firmy powołują się na własne regulaminy, które zabraniają takiego procederu.

Prezes Clearview AI, Hoan Ton-That w odpowiedzi na przesłane pisma stwierdził, że jego firma ma pełne prawa do wykorzystanie danych, ponieważ są publicznie dostępne. Powołuje się przy tym na regulaminy Google, zgodnie z którymi wyszukiwarka skanuje strony internetowe. Na stronie Clearview pojawił się ponadto blok „Clearview Facts„, który wydaje się być odpowiedzią na postawione zarzuty. Dowiadujemy się z niego, że „Clearview wykorzystuje jedynie publicznie dostępne dane i działa w pełni zgodnie z prawem”.

Wygląda więc na to, że Clearview tak łatwo broni nie złoży, ale internetowi giganci na pewno firmie nie odpuszczą.