o serwisie | redakcja | reklama | kontakt
szukaj w serwisie
Spis treści

Indeks działów

14 listopada 2013
Dawid Frankowski

Pytanie banalne. Banalność nie oznacza braku zasadności. Zacznijmy od krótkiego przypomnienia ostatnich znaczących zdarzeń w historii tej gigantycznej firmy. Jak wszyscy wiemy, Microsoft notuje od jakiegoś czasu niesatysfakcjonujące efekty swoich działań na rynkach: tabletów i systemów dla urządzeń mobilnych. Ponadto firma musiała przełknąć niechętne przyjęcie Windows 8 (a wcześniej wpadkę z jakością Windows Vista) oraz zmierzyć się z krytyką startującego Xbox One. Całości obrazu dopełniają nie tak dobre jak oczekiwano wyniki takich usług jak Bing oraz Azure. Takie nagromadzenie niepowodzeń postawiło w końcu pytanie o jakość przywództwa i wizję rozwoju w Microsoft. To zaś z kolei na pewno w końcu podkopało pozycję CEO, Steve'a Ballmera.
 
Coś się kończy, coś się zaczyna

Znany z ekspresji (nadmiernej?) następca Billa Gatesa nie jest niestety typem charyzmatycznego przywódcy czy wizjonera w rodzaju takich legend jak Gates, Jobs czy Bezos. Nie jest też wybitnym inżynierem jak Wozniak, czy też sprawnym menedżerem jak Dell (czy ktoś pamięta jeszcze logistykę w Dellu, która była dumą założyciela i prezesa firmy?). Wydaje się, że nie jest także sprawnym administratorem jakim jest Tim Cook po śmierci Jobsa (analogia do odejścia, choć mniej ostatecznego, Gatesa nasuwa się sama). Prawdą jest jednak także to, że w czasach jego rządów, tj. od 2000 r., firma z Redmond zarobiła olbrzymie pieniądze dla akcjonariuszy (w tym Ballmera), zwiększyła zatrudnienie o prawie 70 tys. osób oraz weszła na wiele nowych rynków (w tym na rynek konsol gier wideo, która to decyzja jest chyba jedynym bezdyskusyjnym sukcesem firmy od wielu lat, choć niepozbawionym kilku cieni). To oczywiście ta jaśniejsza strona medalu. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że wiele nowych inicjatyw firmy było wymuszonych konkurencją, a sama ich realizacja nie była najszczęśliwsza. Ponadto, wartość akcji firmy spadła o 1/3 od momentu jej „przejęcia” przez Ballmera. Na jakiś ponury żart zakrawa także fakt, że niedopracowanie (w efekcie, testowanie na użytkownikach) co drugiego releasu systemu Windows stało się prawie że oficjalną strategią firmy. 


Jednocześnie nie można odmówić Ballmerowi chęci wprowadzenia (wreszcie!) zmiany do niepokojącego kursu firmy. Wyrazem tego było ogłoszenie restrukturyzacji, która ma na celu przeobrażenie firmy tak, aby skończyć z kulturą silosów (zapewne mało jest w Microsoft ludzi, którzy znają jej pełne portfolio, dużo jest tam za to rozdrobnienia sił i środków – innymi słowy, Microsoft stał się biurokratycznym molochem, w którym bez wątpienia istniejąca twórcza energia pracowników nie znajduje właściwego ujścia), a przeistoczyć się w organizację, która potrafi nie tylko wpaść na pomysł, ale także przekuć go w zyskowny biznes. Organizację, która jeśli inspiruje się rozwiązaniami innych, to robi to ucząc się na błędach poprzedników, a nie robiąc własne. Firmę, która wchodząc na nowy rynek kieruje się przemyślaną strategią, a nie tylko działa reaktywnie. Firmę, której wciąż się chce, ale nie kieruje się arogancją znudzonego olbrzyma. Firmę, która potrafi skoncentrować swoje wysiłki i zasoby na sensownych inicjatywach (więcej o restrukturyzacji w Microsoft pisaliśmy w lipcu). 

Co to wszystko oznacza? Że firma potrzebuje świeżego spojrzenia, nowej krwi, nowego początku. Niemniej jednak, dostrzeżono również, że Ballmer jest balastem i raczej nie zmieni już niczego, skoro przez 13 lat tego nie zrobił. Być może Bill Gates wreszcie oderwał się na chwilę od swojej obiektywnie chwalebnej działalności charytatywnej i dostrzegł, że może ją realizować tak długo, jak Microsoft jest dobrym biznesem. Postanowił więc, znowu być może, wpłynąć na zmianę w firmie, póki jeszcze jej zejście z kolizyjnego kursu jest możliwe. Być może też potrzebne było aż 13 lat prezesowania Ballmera i serii niefortunnych wydarzeń, aby był w stanie wpłynąć na decyzję i przyszłość zawodową swojego przyjaciela i pracownika nr 24 (dla Gatesa i jego firmy Ballmer porzucił kiedyś studia na Harvardzie). Efekt tego splotu wydarzeń jest bardzo interesujący. Z jednej strony Ballmer ogłasza plan naprawczy, z drugiej, po krótkim czasie informuje, że w ciągu 12 miesięcy przestanie pełnić obowiązki CEO. Można powiedzieć, że to dobry ruch. Zmiana to zawsze dobra rzecz. Zmiana na stanowisku kierownika tej zmiany podobnie. W takiej sytuacji zawsze lepiej postawić na kogoś nowego. Choć można też powiedzieć, że odejście Ballmera to jednocześnie dezawuowanie planu naprawczego ogłoszonego przecież przez niego... 

Następna strona »


Zobacz komentarze do artykułu / 5
Wersja do druku

Przeczytaj również...
~Guerilla (2013-11-14 08:49:03)
 
#1
Ciekawie napisany tekst, tylko ma jeden mankament. Jest odrobinę oderwane od rzeczywistości. Autor pisze produktach, na których najlepiej zarabia. Ostatnie raporty kwartalne mówią właśnie o tym, że gro zysków Microsoft pochodzi z obszaru biznesowego - w tym Windows Azure,
~Omen (2013-11-14 09:11:08)
 
#2
Próbny komentarz na prośbę.
~Pikowy (2013-11-14 11:41:46)
 
#3
Odnośnie Microsoftu i Nokii. Owszem, Microsoft przejął jej kłopoty, ale przejął też - mówiąc w największym skrócie - jej potencjał. Co istotniejsze, forma zakupu (nie kupujemy całej firmy, tylko jej odpowiednie, pasujące nam składniki) pozwoliła na większy udział potencjału, niż kłopotów w 'koszyku'.
Trochę mi się tu przypomina historia sprzed kilku lat, kiedy Home Broker kupił Finamo, czyli przepompowanego, ale tragicznie zarządzanego pośrednika kredytowego - otóż nie została zakupiona ani jedna akcja tej firmy, HB kupiło jedynie prawa do umów najmu lokali, w których prowadzone były oddziały, oraz prawa do umów o pracę pracowników Finamo. Oczywiście zakupione zostało również pełne wyposażenie oddziałów oraz baza klientów. Słowem - HB kupiło wszystko, co przedstawiało jakąś wartość, ale co, co ujemne (długi, niezbyt dobrze kojarząca się marka) zostawiło dotychczasowym właścicielom - transakcja majstersztyk.
Pytanie oczywiście, jak ten potencjał zostanie wykorzystany.

A z tą analogią do Rzymu, to chyba nie do końca tak było ;)
Ale poza tym, tekst spoko :)
~Dogberry (2013-11-14 16:56:11)
 
#4
Komentujemy nowy system komentowania. Dziala ;)
~EvHab (2013-11-16 15:55:41)
 
#5
@Pikowy,
Odnosząc się do nawiązania do Rzymu. Moim zdaniem trochę tak było. :-) Warto porównać specyfikę ekspansji tego państwa za czasów republiki i za czasów pryncypatu (za dominatu o ekspansji już trudno mówić, raczej o zachowaniu stanu posiadania i walce o przetrwanie). Republika to twó niesamowicie ekspansywny i sprawny pod tym względem. Co roku dwie armie konsularne wysyłane w różne rejony świata po łupy i zdobycze. Niesamowite zdolności rekrutacyjne (dysponujemy spisami cenzusowymi) oraz zdolność do wojen na wielu frontach. Warto w tym okresie zwrócić uwagę, że wojna żywiła wojnę. Zaś wiele pańśtw i regionów było przez zarządzanycyh przez klienckich władców. Na przykład schyłkowe państwo Ptolemeuszy czy Pergamon. Przez pewien czas przez klientów rządzona była Palestyna. Dobry przykład to wojna Ptolemeuszy i Seleukidów, kiedy to Rzymianie przez 'ambasadora' zmusili zwycięskich 'Egipcjan' do rezygnacji z owoców zwycięstwa. To była trochę sytuacja jak rządy Rosji w Rzeczpospolitej za Katarzyny II. Tu również przejęcie w bezpośredni zarząd wiązało się z wadą. To jest podzieleniem się z innymi. Zaś Rzym od Augusta zaczął zaokrąglać granice, w tym przejmować państwa kliencie. W efekcie, musiał skupić się na bezpośredniej obronie granic. Zaś cała ta drapieżna ekspansywnosć ustała bo przestała być opłacana. Państwo zaczęło bronić stanu posiadania i szybko okazało się, że taka wojna i armia przestały być dobrym interesem. Rzym zaś powoli stawał się 'przybudówką' swojej armii. Dobrym przykładem są tutaj wojny Marka Aureliusza. Wcześniej Rzym kontrolował pośrednio tamtejsze plemiona. Marek zdecydował się na podbój. Wojna trwała latami. Na chwilę Rzym oparł swoje granice na kotlinie czeskiej. Co z tego jak syn Marka szybko wycofał się ze zdobyczy ojca. Prawdpodobnie uznał, że nie ma szans ich utrzymać. :-( A szkoda. Może pod wpływem rzymskim nasza część Europy byłaby teraz czymś innym. :-)

Zaloguj się, by dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Login
Hasło
Zarejestruj się
Zapomniałem hasła
  Ostatnio komentowane
  Ostatnio na forum
więcej »
strona główna | o serwisie | redakcja | reklama | kontakt