o serwisie | redakcja | reklama | kontakt
szukaj w serwisie
Spis treści

Indeks działów

14 listopada 2013
Dawid Frankowski
 

Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?

Warto zwrócić uwagę na mail, który Ballmer wysłał w sprawie swojej rezygnacji do pracowników firmy. Ogólnie wspominane są w nim bezsprzeczne osiągnięcia firmy. W tym popularyzacja komputerów osobistych oraz wysokie dywidendy dla akcjonariuszy. To pierwsze to jednak zasługa czasów Billa Gatesa. To drugie bez wątpienia miało miejsce za rządów Ballmera. Czemu zatem jest on tak krytykowany? Czemu odchodzi? W końcu firma zarabia i to sporo (wręcz „śpi” na dziesiątkach miliardów dolarów gotówki i nie wie do końca, co z nimi zrobić; to zresztą szerszy problem amerykańskiej gospodarki, której informatyczne i przemysłowe czempiony dysponują olbrzymimi zasobami, których nie inwestują).

Jest w tym jakiś paradoks. Szefa przynoszącej krocie firmy się nie zmienia. Teoretycznie. Gdyby jednak głębiej na to spojrzeć, Microsoft zarabia głównie na trzech produktach: Windows, MS Office oraz Xbox. Ale... Windows to system operacyjny dla komputerów stacjonarnych i przenośnych, których sprzedaż spada. Plan wprowadzenia Windows na urządzenia przenośne oraz samych urządzeń, takich jak tablety Surface, to znana historia nieporadności. I to nie na polu technicznym, ale raczej na polu handlowym i marketingowym. MS Office podobnie, nie może zadomowić się na urządzeniach przenośnych. Wciąż rośnie mu też konkurencja w postaci Google Docs i generalnie systemów chmurowych. 

Xbox to ogólnie sukces. Pierwsza generacja to była ledwie wprawka. Generacja druga to już było to. Urządzenie, które nawiązało równorzędną walkę z potentatem o olbrzymim doświadczeniu, z Sony. Jednak Xbox One, następca wysłużonego Xbox 360 ma wszelkie szanse ku temu, aby przegrać na starcie z PlayStation 4 od Sony. W tym urządzeniu wyraża się cała arogancja, a może nieporadność firmy z Redmond. Zamykanie się na twórców z firm trzecich, próby ograniczania użytkowników, sprzedawanie na siłę Kinecta, dostępność na starcie na ograniczonej ilości rynków (o wiele mniejsze Sony nie ma problemu z globalną premierą). 

W tym wszystkim nikną wszystkie pozytywne cechy nowego Xboxa. Funkcje poza-growe, ulepszony Kinect, nowe podejście do dystrybucji gier. Sam Kinect zresztą to materiał na długą listę utyskiwań na firmę. Urządzenie świetne i o wielkim potencjale. Tymczasem na rynku Windows firma nie ma żadnego pomysłu, aby je wykorzystać. Zaś jako dodatek do Xbox, Kinect stał się synonimem prostych gier ruchowych (no, dzieci są zachwycone). Dziwi też upór Microsoft, aby w Xboksach zawsze instalować gorsze techniczne komponenty niż te, które stosuje główny konkurent. Co jest dziwne, jak na firmę o tak bardzo większych zasobach w porównaniu do Sony. 

Podobnie ambiwalentne są inne produkty firmy. Windows 8 jest dobrym systemem. Wersja dla telefonów i tabletów również. Ale firma nie potrafi do nich przekonać. Dobry Surface Pro ma złą prasę przez kalekiego RT. I można tak wymieniać dalej.

Następna strona »


Zobacz komentarze do artykułu / 5
Wersja do druku

Przeczytaj również...
~Guerilla (2013-11-14 08:49:03)
 
#1
Ciekawie napisany tekst, tylko ma jeden mankament. Jest odrobinę oderwane od rzeczywistości. Autor pisze produktach, na których najlepiej zarabia. Ostatnie raporty kwartalne mówią właśnie o tym, że gro zysków Microsoft pochodzi z obszaru biznesowego - w tym Windows Azure,
~Omen (2013-11-14 09:11:08)
 
#2
Próbny komentarz na prośbę.
~Pikowy (2013-11-14 11:41:46)
 
#3
Odnośnie Microsoftu i Nokii. Owszem, Microsoft przejął jej kłopoty, ale przejął też - mówiąc w największym skrócie - jej potencjał. Co istotniejsze, forma zakupu (nie kupujemy całej firmy, tylko jej odpowiednie, pasujące nam składniki) pozwoliła na większy udział potencjału, niż kłopotów w 'koszyku'.
Trochę mi się tu przypomina historia sprzed kilku lat, kiedy Home Broker kupił Finamo, czyli przepompowanego, ale tragicznie zarządzanego pośrednika kredytowego - otóż nie została zakupiona ani jedna akcja tej firmy, HB kupiło jedynie prawa do umów najmu lokali, w których prowadzone były oddziały, oraz prawa do umów o pracę pracowników Finamo. Oczywiście zakupione zostało również pełne wyposażenie oddziałów oraz baza klientów. Słowem - HB kupiło wszystko, co przedstawiało jakąś wartość, ale co, co ujemne (długi, niezbyt dobrze kojarząca się marka) zostawiło dotychczasowym właścicielom - transakcja majstersztyk.
Pytanie oczywiście, jak ten potencjał zostanie wykorzystany.

A z tą analogią do Rzymu, to chyba nie do końca tak było ;)
Ale poza tym, tekst spoko :)
~Dogberry (2013-11-14 16:56:11)
 
#4
Komentujemy nowy system komentowania. Dziala ;)
~EvHab (2013-11-16 15:55:41)
 
#5
@Pikowy,
Odnosząc się do nawiązania do Rzymu. Moim zdaniem trochę tak było. :-) Warto porównać specyfikę ekspansji tego państwa za czasów republiki i za czasów pryncypatu (za dominatu o ekspansji już trudno mówić, raczej o zachowaniu stanu posiadania i walce o przetrwanie). Republika to twó niesamowicie ekspansywny i sprawny pod tym względem. Co roku dwie armie konsularne wysyłane w różne rejony świata po łupy i zdobycze. Niesamowite zdolności rekrutacyjne (dysponujemy spisami cenzusowymi) oraz zdolność do wojen na wielu frontach. Warto w tym okresie zwrócić uwagę, że wojna żywiła wojnę. Zaś wiele pańśtw i regionów było przez zarządzanycyh przez klienckich władców. Na przykład schyłkowe państwo Ptolemeuszy czy Pergamon. Przez pewien czas przez klientów rządzona była Palestyna. Dobry przykład to wojna Ptolemeuszy i Seleukidów, kiedy to Rzymianie przez 'ambasadora' zmusili zwycięskich 'Egipcjan' do rezygnacji z owoców zwycięstwa. To była trochę sytuacja jak rządy Rosji w Rzeczpospolitej za Katarzyny II. Tu również przejęcie w bezpośredni zarząd wiązało się z wadą. To jest podzieleniem się z innymi. Zaś Rzym od Augusta zaczął zaokrąglać granice, w tym przejmować państwa kliencie. W efekcie, musiał skupić się na bezpośredniej obronie granic. Zaś cała ta drapieżna ekspansywnosć ustała bo przestała być opłacana. Państwo zaczęło bronić stanu posiadania i szybko okazało się, że taka wojna i armia przestały być dobrym interesem. Rzym zaś powoli stawał się 'przybudówką' swojej armii. Dobrym przykładem są tutaj wojny Marka Aureliusza. Wcześniej Rzym kontrolował pośrednio tamtejsze plemiona. Marek zdecydował się na podbój. Wojna trwała latami. Na chwilę Rzym oparł swoje granice na kotlinie czeskiej. Co z tego jak syn Marka szybko wycofał się ze zdobyczy ojca. Prawdpodobnie uznał, że nie ma szans ich utrzymać. :-( A szkoda. Może pod wpływem rzymskim nasza część Europy byłaby teraz czymś innym. :-)

Zaloguj się, by dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Login
Hasło
Zarejestruj się
Zapomniałem hasła
  Ostatnio komentowane
  Ostatnio na forum
więcej »
strona główna | o serwisie | redakcja | reklama | kontakt