o serwisie | redakcja | reklama | kontakt
szukaj w serwisie
Spis treści

Indeks działów

25 marca 2013
Ernest Frankowski
 

Lex Google Germanica

Sporu między wydawcami a Google ciąg dalszy. Pisaliśmy o tym w styczniu. W Niemczech Bundestag uchwalił ustawę teoretycznie zmuszającą Google do płacenia niemieckim wydawcom tantiem za linkowanie do treści przez nich publikowanych.

Chodzi przede wszystkim o usługę Google News. Wydawcy niemieccy argumentowali, że grupując newsy z innych stron w ramach Google News, koncern zarabia miliardy na reklamie, a tymczasem firmy wydawnicze upadają. Przykładem na to miała być m.in. plajta FT Deutschland. W efekcie, wyllobowano ustawę, zgodnie z którą Google (i każda firma prowadząca podobną działalność) jest zobowiązany płacić tantiemy za wykorzystywanie fragmentów artykułów w wynikach wyszukiwań. Ponieważ Google miał także szereg logicznych argumentów po swojej stronie (m. in., że jest tylko „taksówką” odwożącą na stronę wydawcy, że dzieli się z wydawcami wpływami z reklam, że jego strony i usługi są głównym źródłem ruchu na stronach wydawców), uchwalone ostatecznie prawo jest wynikiem kompromisu. Mianowicie, polega on na tym, że zwracanie w wynikach wyszukiwania i grupowanie wyłącznie małych fragmentów artykułów nie podlega opłatom licencyjnym na rzecz wydawców. Takie rozwiązanie zdaje się zadowalać Google, ponieważ zasadniczo wyświetla on ok. 2 linijek linkowanego tekstu. Tym niemniej, ustawa jest zarzewiem kontrowersji, ponieważ nie definiuje, co oznacza określenie „krótki fragment”. Przykładowo, czy należy go rozumieć bezwzględnie, czy też w odniesieniu do wielkości całego tekstu. O ile pozycja Google jest zabezpieczona (dwie linijki raczej każdy rozsądny człowiek czy sędzia uzna za fragment krótki), o tyle inne firmy agregujące teksty na swoich stronach i linkujące dłuższe ich fragmenty mogą czuć się zagrożone potencjalnymi pozwami wydawców prasy. Do tego niestety prowadzi uchwalanie prawa wyłącznie pod kątem bardzo wąskiego stanu faktycznego, co w tym przypadku zostało posunięte aż po granice absurdu w postaci stworzenia ustawy z powodu działania jednej firmy. Pozostaje zatem postawić tradycyjne pytanie, czy nie wylano przy okazji przysłowiowego dziecka z kąpielą (na gruncie tej ustawy akurat od Google wydawcy prawdopodobnie nie zobaczą nawet jednego Euro, za to ustawa może doprowadzić do bankructwa kilka firm internetowych działających wyłącznie w Niemczech). Dość wspomnieć, że we Francji i Belgii, gdzie wydawcy podnosili podobne kontrowersje wokół funkcjonowania Google, udało się wypracować bardziej biznesowy, niż prawny kompromis i, jak na razie, sprawdza się on bardzo dobrze.




Źródło: własne


Zobacz komentarze do artykułu / 0
Wersja do druku

Przeczytaj również...

Zaloguj się, by dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Login
Hasło
Zarejestruj się
Zapomniałem hasła
  Ostatnio komentowane
  Ostatnio na forum
więcej »
strona główna | o serwisie | redakcja | reklama | kontakt