o serwisie | redakcja | reklama | kontakt
szukaj w serwisie
Spis treści

Indeks działów

4 stycznia 2013
Ernest Frankowski

Branża IT to nie tylko oprogramowanie, urządzenia, rywalizacja wielkich i mniejszych firm oraz kariery innowatorów w rodzaju Steve’a Jobsa. To także, a niekiedy i przede wszystkim, tak zwane otoczenie prawne i biznesowe, w którym przedsiębiorstwom z tej branży przychodzi działać.
Ponieważ chcemy, aby ITbiznes.pl był serwisem traktującym o wszelkich profesjonalnych aspektach informatyki, musi się także znaleźć miejsce na takie właśnie zagadnienia, często pomijane, ale mające duży wpływ na rynek i branżę nowych technologii.
 

Ponieważ skończył się przy tym kolejny rok i jesteśmy na progu nowego, warto pokusić się o podsumowanie najważniejszych wydarzeń branżowych (acz nie technicznych) oraz zastanowić się, co nas czeka w 2013 roku.

Oczywiście wybór wydarzeń prezentowanych poniżej jest wyborem subiektywnym. Również kolejność prezentowania poszczególnych tematów należy uznać za przypadkową. W świetle tego jak dynamiczna jest branża IT, nie ośmielę się oceniać, które z prezentowanych zjawisk i wydarzeń są lub okażą się ważniejsze od innych.

Było, minęło (?) w 2012

ACTA

Chyba najgłośniejszym medialnie wydarzeniem mającym swój wymiar tak prawny, jak i branżowy były prace i protesty związane z ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement, pol. Umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi) . Jak pamiętamy, rok 2012 rozpoczął się właśnie mocnym akcentem związanym z ACTA, czyli powszechnymi protestami społecznymi przeciwko tej umowie międzynarodowej.

Szerszej opinii publicznej sprawa stała się znana i komentowana właściwie dopiero na przełomie 2011 i 2012 roku. Tymczasem, ACTA jest zagadnieniem, które ma swój początek w roku 2006, a co więcej, efekty zamieszania wokół tej sprawy znaczenie przekraczają granice branży IT. W końcu, to od ACTA zaczęła się erozja poparcia dla ekipy rządowej i to z protestów wokół ACTA komentatorzy wysuwają szereg wniosków o przyszłości życia społecznego i roli internautów we współczesnym społeczeństwie (tylko kto teraz nie jest internautą...). ACTA miałaby także duży wpływ na prowadzenie biznesu przez firmy choćby z branży farmaceutycznej, a szerzej, dla firm, które generalnie produkują wyroby o charakterze materialnym. Warto przy tej okazji podkreślić, że ACTA była projektowana jako umowa chroniąca interesy wytwórców dóbr materialnych, a stała się przyczyną konfliktu w zakresie wątków związanych z dobrami niematerialnymi. Jak do tego doszło? Ponieważ wokół tego „niematerialnego” aspektu ACTA, narosło najwięcej nieporozumień i mitów, spróbujemy uporządkować naszą wiedzę i zastanowić się, co dalej, kiedy już kurz po ACTA opadł (?).

Fakt pierwszy, ACTA to umowa międzynarodowa, będąca inicjatywą kilku krajów (jak można się domyślić, krajów gdzie tradycje wytwarzania dóbr o wysokim współczynniku innowacyjności są bardzo silne, czyli przede wszystkim USA i Japonia, a wkrótce później UE, Kanada, Szwajcaria i kilka innych) i mająca na celu ustalenia standardów walki z naruszeniami własności intelektualnej. Przedmiotem tego międzynarodowego porozumienia są: (i) obrót podrabianymi towarami, (ii) handel lekami generycznymi oraz (iii) obrót dziełami prawnie chronionymi przez internet.

Fakt drugi, do pomysłodawców (USA i Japonia) przyłączały się stopniowo kolejne kraje w latach 2006 i 2007 w ramach tzw. rozmów wstępnych. Oficjalne negocjacje w całkiem już szerokim gronie (poszerzonym o niektóre kraje azjatyckie i afrykańskie oraz Nową Zelandię, Australię i Meksyk) rozpoczęto w 2008 r. Przy czym, szczegółowe ustalenia wynikłe z rozmów wstępnych i negocjacji miały pozostać, decyzją zaangażowanych państwa, tajne.

Fakt trzeci, ACTA była już kontrowersyjna przed rokiem 2012 i wybuchem protestów z nią związanych. Już w 2010 roku środowiska akademickie i prawnicze w USA apelowały do prezydenta, aby wstrzymał prace nad ACTA i skierował ten akt do poprawek z uwagi na ryzyko naruszanie przez jego zapisy tzw. interesu publicznego. Mimo tych kontrowersji, finalny tekst został opublikowany 15 listopada 2010, po finałowej rundzie negocjacji w Tokio. Osiem krajów umowę podpisało (w tym inicjatorzy). Unia Europejska (między innymi) wstrzymała się od podpisu, ale wyraziła poparcie dla inicjatywy oraz wolę przystąpienia do ACTA do 1 maja 2013.

Fakt czwarty, Polska odegrała dużą rolę w pracach nad ACTA. A przez to znalazła się w centrum kontrowersji związanych z pracami nad ACTA. Mianowicie, Parlament Europejski zarzucał innym organom UE (prowadzącym w imieniu UE negocjacje) brak przejrzystości w sposobie prowadzenia rozmów oraz brak dostępu do materiałów. Niemniej jednak, ostatecznie 16 grudnia 2011 Rada UE przyjęła treść porozumienia ACTA. Co ciekawe, informacje o tym umieszczono na ostatniej stronie komunikatu prasowego na temat rolnictwa i rybołówstwa. Polska była aktywnym uczestnikiem prac, ponieważ w pracach nad ACTA uczestniczyli członkowie Komisji Europejskiej oraz reprezentanci państwa UE pod przewodnictwem kraju pełniącego prezydencję (ówcześnie była to Polska). W efekcie przyjęcie ACTA na forum UE miało miejsce za polskiej prezydencji, a samo porozumienie było jednym z priorytetów polskiego przewodnictwa. W Polsce Rada Ministrów udzieliła zgody na podpisanie ACTA (wrzesień 2011). Wkrótce, UE i 22 kraje członkowskie (kilka się „wyłamało”) podpisały umowę. W imieniu Polski umowę podpisała ambasador RP w Japonii (26 stycznia 2012).

Fakt piąty, Polacy nic się nie stało, Polacy nic się nie stało… Nie stało się dlatego, że w polskim systemie prawnym umowy międzynarodowe mają, i owszem, pierwszeństwo przed ustawami krajowymi (zapis ten w Polskiej konstytucji wynika z faktu, że była ona pisana w 1997 r. z myślą o wejściu Polski do UE i przyjęcia związanych z tym traktów tworzących Wspólnoty Europejskie) ale żeby taki nadrzędny charakter „pozyskać” muszą zostać uchwalone (ratyfikowane) przez Sejm. A zatem, mimo dyskusyjnego podejścia do prac nad ACTA i podpisaniem tej umowy przez Polskę (w Japonii), Polska miała jeszcze możliwość jej „odrzucenia”. Oczywiście, pozostaje faktem, że mocne angażowanie się w prace nad czymś, co samemu się później odrzuca, naraziłoby stronę polską na swego rodzaju utratę twarzy oraz w jakimś stopniu wpłynęło negatywnie na stosunki z takimi krajami jak USA. A przynajmniej tak to postrzegała i tego obawiała się strona polska.

Fakt szósty, wśród uzasadnień tego, że ACTA należy podpisać było to, że de facto i tak porozumienie to nie zmienia i nie wymusza zmian w ustawodawstwie UE i, w naszym przypadku, Polski. Ponadto, już w uzasadnieniu przyjęcia ACTA Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego wskazywał, że kontrowersyjny zapis na temat ujawnienia właścicielowi praw informacji koniecznych do zidentyfikowania konkretnego, potencjalnie naruszającego te prawa użytkownika (zapis ten nie wydaje się zgodny ani z prawem UE, ani z prawem polskim) został ujęty jako nieobowiązkowy (fakultatywny). Minister podkreślał także, że podpisanie ACTA jest ważne z punktu widzenia polskiej racji stanu, tj. służy utrzymaniu (czy może raczej pogłębieniu) dobrych relacji z takimi krajami jak USA, Japonia czy Kanada. Kontynuując wątek zgodności (lub niezgodności) ACTA z polskim i unijnym prawem należy podkreślić, że właściwie dla wszystkich zapisów ACTA identyfikowalne są już istniejące polskie i unijne odpowiedniki (np. w zakresie egzekucji, kontroli granicznych itd.), które bywają nawet surowsze niż zapisy w samej ACTA. Z kolei te zapisy ACTA, które przekraczały ramy ustawodawstwa kraju/organizacji sygnatariusza, są fakultatywne w zakresie ich wprowadzenia.

Fakt, siódmy, finalnie Parlament Europejski odrzucił ACTA przygniatającą większością głosów: 478 osób za odrzuceniem, 39 za wprowadzeniem ACTA i 165 wstrzymujących się. Wcześniej, polski rząd wstrzymał proces ratyfikacji ACTA, a w końcu zdecydował o permanentnym zatrzymaniu procesu ratyfikacyjnego.

Biorąc pod uwagę powyższe fakty osobie, która na świeżo miałaby się zajmować analizą ACTA musi pojawić się w głowie następujące pytanie: czemu właściwie wybuchły, i to na tak szeroką skalę, protesty przeciwko ACTA i to akurat w obszarze związanym z dobrami niematerialnymi i internetem? Na pierwszy rzut oka, pewne kontrowersje co do sposobu procedowania przez uczestników negocjacji nie wydają się wystarczającym powodem. I rzeczywiście, na pierwszy rzut oka może tak się wydawać. A w praktyce, na wybuch społecznego niezadowolenia złożyło się kilka przyczyn, w tym, m. in.: (i) potencjalne ryzyko dla swobody obrotu wartościami niematerialnymi i dla samej innowacyjności, (ii) utożsamienie przez wielu internautów ACTA z zablokowaniem nieskrępowanego korzystania z treści dostępnych sieci i wreszcie (iii) sposób prowadzenia rozmów przez układające się organizacje i państwa. Przyjrzyjmy się tym przyczynom bardziej szczegółowo.

Przyczyna pierwsza, zagrożenia dla wolności w sieci i potencjalne naruszenia interesu publicznego. Taka, a nie inna ocena ACTA przez wiele osób, w tym prawników czy przedsiębiorców, wynika nie tyle z konkretnych zapisów porozumienia (które należy co do zasady uznać za zgodne z polskimi i unijnymi przepisami, a tam, gdzie zgodne nie jest lub wychodzi poza obecne ramy prawne, jest fakultatywne dla sygnatariuszy), ale z ducha tych zapisów i pewnej nierównowagi w ochronie interesów zainteresowanych stron. Umowa ma na celu szczególną ocenę praw własności intelektualnej, w efekcie dysponenci prawami licencyjnymi i autorskimi zyskują potencjalnie znaczną przewagę prawną nad konsumentami oraz swoimi kontrahentami czy konkurentami. W efekcie, być może szlachetne w zamierzeniach twórców zapisy mogą stać się w przyszłości podstawą do naruszeń prawa do prywatności, swobody wypowiedzi czy prowadzenia działalności gospodarczej. Miałoby to miejsce głównie w sytuacji (i) masowego i zautomatyzowanego korzystania z tych zapisów, kiedy to z horyzontu niknęłoby indywidualne tło danej sprawy oraz w sytuacji nadużywania instrumentów prawnych przez dysponentów prawami autorskimi i licencyjnymi dla umocnienia swojej pozycji rynkowej. Wskazywano, że ACTA ugruntuje przewagę korporacji, które zyskają prawne narzędzia do blokowania twórczych i innowacyjnych rozwiązań bazujących w jakimś zakresie (obecnie dopuszczalnym) na już istniejących wytworach kultury, nauki czy techniki (a pamiętajmy, że na takich twórczych przekształceniach zasadza się duża część treści dostępnych w sieci). W szczególności, Free Software Foundation wskazywało, że ACTA może ograniczyć rozwój oprogramowania open-source.

Inny przykład to leki generyczne. Nie można się nie zgodzić z faktem, że wygasanie w pewnym momencie praw do receptury danego leku i możliwość produkcji generyku jest bardzo ważne z punktu widzenia interesów mniej rozwiniętych części naszego globu. W tym kontekście, w ramach krytyki ACTA podnoszono, że umowa ta daje możliwości zacierania różnicy między podróbką leku a lekiem generycznym, co może mieć opłakane skutki dla wielu biedniejszych regionów świata. W Polsce dyskusja nad kontrowersyjnością niektórych zapisów ACTA zaczęła się właściwie dopiero kilka dni przed podpisaniem porozumienia w Japonii. Mianowicie, 19 stycznia Minister Administracji i Cyfryzacji zwrócił się do Premiera o dyskusję nad ACTA. Z kolei 23 stycznia 2012 r. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych zarekomendował niepodpisywanie ACTA uzasadniając to tym, że ACTA daje możliwość wymiany danych osobowych między organami ścigania różnych państw bez gwarancji ochrony dla tych danych.

Przyczyna druga wynika ze sposobu prowadzenia prac nad zapisami ACTA. Przede wszystkim, wiele organizacji non-profit, a nawet organy KE narzekały nad niedostatkiem jawności w pracach nad ACTA. Szczególnym przejawem tego był utrudniony dostęp do materiałów. Twórcom ACTA zarzucano także pośpiech. Uspokojeniu krytyki wokół ACTA nie pomogły także przecieki publikowane przez Wikileaks (w 2008 r. WikiLeaks opublikowała working paper z ACTA, kolejne przecieki miały miejsce w 2009 i 2010 r.). Oficjalnym powodem zachowywania dyskrecji w pracach była chęć ich uniezależnienia od bieżącej sytuacji ekonomicznej. Tym niemniej, taki, a nie inny sposób prowadzenia prac oraz przecieki spowodowały, że opinia publiczna uznała, że negocjujące strony „mają coś do ukrycia”. W efekcie, wszelkie merytoryczne znaki zapytania i wątpliwości związane z ACTA zaczęły być interpretowane na niekorzyść całej idei tego międzynarodowego porozumienia. Przeciw zapisom ACTA i trybie pracy nad nią protestowało wiele organizacji, także zresztą z krajów-pomysłodawców porozumienia. W Polsce szczególnie aktywne na tym polu były Fundacja Panoptykon czy Internet Society Polska. Niestety, przedstawiciele rządu RP nie podjęli dyskusji z zainteresowanymi podmiotami (być może także dlatego, że m. in. żądano zaniechania prac nad porozumieniem, a do momentu wybuchu masowych protestów rząd zapewne nie wyobrażał sobie skutków gorszych niż te wynikłe dla pozycji międzynarodowej Polski w sytuacji porzucenia ACTA).

Dwudziestego stycznia 2012 r. sprawę ACTA i prac nad nią nagłośniła prasa w Polsce. Jak już zostało wspomniane, strona rządowa argumentowała, że ACTA do niczego nas nie zobowiązuje. Jej zapisy albo są już w polskim prawie albo nie jesteśmy zobowiązani do ich wprowadzenia – pytanie tylko po co w takim razie Stanom Zjednoczonym i Japonii porozumienia tak skonstruowane, że nie nakładające na sygnatariuszy żadnych obowiązków – wrócimy jeszcze do tego pytania.

Przyczyna trzecia, wielu internautów nie wdawało się w zawiłe analizy prawnicze i techniczne związane z ACTA. Zresztą, kto ówcześnie śledził doniesienia medialne związane z ACTA, pamięta, że poziom dyskusji (w sytuacji złożoności całej sprawy) był merytorycznie niezadowalający. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy ACTA często w swoich dyskusjach dość powierzchownie analizowali to zagadnienie. W efekcie, w powszechnym odbiorze ACTA zostało utożsamione z bardzo praktycznym i konkretnym atakiem na wolność w internecie, wiele treści zostałoby zablokowanych, a organy ścigania oraz zainteresowane firmy zyskałby możliwość śledzenia naszej aktywności w sieci i wymieniania się takimi informacjami między sobą.

Jaki był efekt splotu tych wszystkich faktów oraz przyczyn niezadowolenia z ACTA? Masowe protesty przeciw porozumieniu. W samej Polsce wiele serwerów rządowych zostało wyłączonych przez ataki DDoS (czemu strona rządowa oficjalnie zaprzeczała), miały miejsce czasem wielotysięczne protesty w największych miastach w Polsce, wiele serwisów poddało się czasowemu black-outowi, aby zobrazować czym może grozić przyjęcie ACTA. Ponadto, petycja przeciw ACTA zebrała olbrzymią liczbę podpisów (liczoną w setkach tysięcy). W efekcie, 3 lutego Polska oficjalnie poinformowała, że wstrzymuje proces ratyfikacji ACTA z powodu niedostatecznych konsultacji społecznych i potencjalnych ryzyk dla polskich obywateli. Z kolei 17 lutego premier ogłosił, że Polska nie ratyfikuje ACTA. To nie załatwiało jeszcze sprawy, ponieważ podpisanie ACTA w Japonii powodowało, że dopiero ewentualne odrzucenie tej umowy przez Parlament Europejski zapobiegnie wejściu umowy do polskiego porządku prawnego. I tak też się stało. 4 lipca 2012 r. Parlament Europejski odrzucił ACTA. Być może już ostateczny koniec ACTA w Europie przyniosła informacja z 19 grudnia 2012 r. Tego dnia bowiem podano, że Komisja Europejska wycofała z Trybunału Sprawiedliwości prośbę o opinię na temat umowy ACTA. Jak uzasadniono, zwracanie się o taką opinię przestało mieć sens wobec faktu, że Komisja przestała widzieć szansę na wejście w życie ACTA w świetle wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Tym samym, więc przestała mieć sens próba wykazania, że ACTA faktycznie naruszała prawa Europejczyków.

W efekcie powyższych wydarzeń, ACTA (i Komitet powołanymi jej zapisami) stały się domeną krajów pozaeuropejskich. Przy czym, w ACTA nie uczestniczą kraje uchodzące za gospodarki wschodzące (choćby Chiny, Indie, Brazylia czy Rosja – co wydaje się dość oczywiste z punktu widzenia interesów tych krajów i ich podejścia do ochrony praw własności intelektualnych). Jednocześnie, ACTA i organy przez nią powołane do życia zachowują charakter otwarty dla kolejnych członków. Wraca w takim razie pytanie, jak na tak skonstruowanej umowie międzynarodowej miałyby zyskiwać kraje-pomysłodawcy całego przedsięwzięcia. Nie trzeba wspominać, że umowa taka jak ACTA służy przede wszystkim ochronie przedsiębiorstw z tych krajów, które są obecnie szczególnie znaczące we współczesnej gospodarce. Interesy Stanów Zjednoczonych wyraziła chyba najlepiej Miriam Sappiro, która prezentując oficjalne stanowisko Białego Domu powiedziała: „Wierzymy, że ACTA pomoże chronić własność intelektualną, która jest kluczowa dla amerykańskich miejsc pracy w innowacyjnych branżach. Jednocześnie, ACTA uznaje prawo do prywatności w sieci, wolność wypowiedzi oraz odpowiednie procedury i wzywa sygnatariuszy, aby chronili wymienione wartości w czasie stosowania tej umowy”.

Co wynika z tego zdania? Przede wszystkim to, że kraje-pomysłodawcy ACTA przyjęli taktykę „kropli drążącej skałę”. Mianowicie, kiedy już określone kraje (przede wszystkim takie mające obiektywne kłopoty z takim czy innym piractwem), zwabione tym, że szczególnie kontrowersyjne zapisy ACTA są fakultatywne, podpisałyby tą umowę, kraje mające w tym interes prawny i gospodarczy uzyskałyby dodatkowe możliwości nacisku na innych sygnatariuszy w celu ochrony swoich przedsiębiorstw. W kontekście przyszłej sytuacji międzynarodowej nie można wykluczać, że ten czy inny rząd ugiąłby się przed takimi naciskami, czemu być może pomogłaby wizja jakichś korzyści na innych polach. Potencjalnie więc ryzyko, że pod niewątpliwie szczytnym celem walki z piractwem, zakwestionowane zostałyby, w niektórych przypadkach, pewne konstytucyjne wolności, mogłoby się zmaterializować. Ponadto, zawsze istniałoby ryzyko nadużywania instrumentów wynikających z ACTA do walki konkurencyjnej, o czym już było mowa. Co ciekawe, sprawa może zresztą powrócić już wkrótce w kolejnej odsłonie, ponieważ zapisy podobne do tych w ACTA pojawiły się choćby w treści CETA, czyli Canada UE Trade Agreement.

Jako ciekawostkę można przytoczyć jeszcze jeden fakt. Mianowicie, Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji w jednym ze swoich newsów podało, że koniec końców dyskusja i wycofanie się Polski z ACTA skończyło się sukcesem międzynarodowym, ponieważ „W Polsce debata wokół ACTA dała początek Kongresowi Wolności w Internecie, a następnie otwartym konsultacjom w sprawie ITR i znaczącą rolę Polski na zakończonej 14 grudnia międzynarodowej konferencji telekomunikacyjnej w Dubaju”

Podsumowując, kurz po ACTA opadł. Naszym zdaniem dobrze się stało, że w swoim obecnym kształcie umowa ta nie stała się obowiązującym prawem w Polsce. Jednocześnie można przewidywać, że sprawa ochrony dóbr intelektualnych wróci jeszcze w takiej czy innej postaci do debaty publicznej. Nie bez powodu bowiem obserwuje się otwieranie kolejnych frontów walk z tym związanych. O niektórych będzie jeszcze mowa w tym tekście. Ze sprawą ACTA były i są także powiązane (choćby „dyskretnym” trybem pracy) inne akty prawne takie jak STOP Online Piracy Act oraz PROTECT IP Act. Te jednak, mając bardziej wewnątrz-amerykański charakter (choć nie do końca) będą omówione w tylko im poświęconym opracowaniu.


Następna strona »


Zobacz komentarze do artykułu / 0
Wersja do druku

Przeczytaj również...

Zaloguj się, by dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Login
Hasło
Zarejestruj się
Zapomniałem hasła
  Ostatnio komentowane
  Ostatnio na forum
więcej »
strona główna | o serwisie | redakcja | reklama | kontakt