o serwisie | redakcja | reklama | kontakt
szukaj w serwisie
Spis treści

Indeks działów

24 października 2012
Paweł Pilarczyk

Po blisko dwudziestu latach przemieszania się po Warszawie samochodem przesiadłem się na skuter. Taki chiński, marketowy, z silniczkiem o trzykrotnie mniejszej pojemności skokowej niż w mojej kosiarce do trawy. A mimo to dopiero teraz odkryłem, jak przyjemne i bezstresowe (tak!) może być jeżdżenie po mieście, także w godzinach szczytu, gdy ulice stoją w korkach. I jak zaskakująco szybko mogę dotrzeć w dowolny zakątek stolicy.

 

Motoryzacja, a w szczególności skutery czy motocykle, nie są tematem, który dotychczas poruszaliśmy na łamach ITbiznes.pl. Niemniej większość naszych czytelników to osoby dorosłe, które poruszają się własnym środkiem transportu – najczęściej samochodem. Większość z nas wiecznie się gdzieś spieszy – na spotkanie biznesowe, konferencję, na lotnisko. I przeklina momenty jazdy w godzinach szczytu, gdy w dużych aglomeracjach miejskich tworzą się największe korki. Jest na to idealne rozwiązanie. Skuter.

Yamaha T-Max
Yamaha T-Max

Samochód to niewątpliwie bardzo wygodny środek transportu. Jedziesz dokąd chcesz, siedząc wygodnie w fotelu, na głowę nie pada Ci deszcz, z głośników dobiega miła muzyczka, a o idealną temperaturę dba klimatyzacja. Nad zaletami auta nad np. autobusem czy tramwajem nie trzeba w ogóle dyskutować.

Gorzej, gdy zastanowić się nad problemami, z jakimi muszą się mierzyć posiadacze samochodów. A już zwłaszcza ci, którzy mieszkają i pracują w większych miastach.

Najgorsze są korki. Jeżeli pracujesz w centrum, a mieszkasz na obrzeżach miasta, w dodatku musisz dotrzeć do biura na dziewiątą, masz przechlapane. Okazuje się, że na dziewiątą, prócz Ciebie, jadą do pracy tysiące, ba, dziesiątki tysięcy innych kierowców. I skutecznie zatykają nawet szerokie, trzypasmowe jezdnie.

Wyruszasz więc z domu i czasem nawet już po przejechaniu kilkuset metrów... korek. Na samym początku zator na drodze wydaje się nie być taki znowu zły. Można posłuchać muzyki, rozplanować sobie dzień, zadzwonić do żony z pytaniem, czy dzieci zjadły śniadanie, obejrzeć się za jakimś fajnym, sportowym autem, które również marnieje w korku, na pasie obok, a którego kierowca rozłożył na kierownicy gazetę i robi poranną prasówkę (do pełni szczęścia brakuje mu już tylko kawy).

Ale już po kilkunastu minutach, w czasie których pokonujesz średnio półtora kilometra, zaczynasz się irytować. Ruszasz z miejsca, przejeżdżasz kilka metrów, stoisz. Mija kilkanaście sekund. Za chwilę znów ruszasz i znów po kilku metrach musisz się zatrzymać. I tak przez najbliższą godzinę. Można dostać wścieklicy.

Samochód w korku - wskazania komputera

Wskazania komputera w typowym samochodzie miejskim z silnikiem 1,8. Przejazd przez Warszawę w korku, okolice godziny 16. 30 km pokonane w blisko 2 godziny. Średnia prędkość 17 km/h, średnie spalanie blisko 15 litrów na 100 kilometrów! Zdjęcie autentyczne, wykonane jednego z ostatnich dni października.

Ale to nie koniec atrakcji. Dojeżdżasz pod budynek biura i zaczynasz szukać miejsca do zaparkowania. Zajęte, tu także zajęte, tu z kolei za ciasno, tu ktoś krzywo postawił auto i zajął dwa miejsca, tutaj zatoka za płytka, więc ryzykownie parkować, bo Twój pojazd mogą zahaczyć auta przejeżdżające ulicą. Mijają kolejne minuty. Wreszcie – jest miejsce! Powoli wciskasz się między dwa zaparkowane auta, po czym próbujesz wygramolić się z pojazdu. Drzwi udaje się uchylić tylko na kilkanaście centymetrów, bo tylko tyle dzieli Twoje auto od sąsiadującego samochodu. Wciągasz brzuch, zapierasz się rękoma za fotel i kierownicę, i – starając się nie uderzyć drzwiami swojego samochodu w pojazd obok – wyciskasz się przez wąską szczelinę na ulicę.

Najlepiej od razu złożyć lusterka, bo jeśli ktoś będzie chciał przejść między pojazdem Twoim i tymi stojącymi po bokach, może Ci je urwać (lusterka, nie pojazdy, oczywiście).

Ale, ale – jesteś przecież w strefie płatnego parkowania! Szukasz parkomatu. Jest! Zaledwie kilka metrów od Ciebie. Niestety... nieczynny. Do następnego trzeba przebiec 50 metrów. Zdyszany spoglądasz na zegarek – już jesteś spóźniony dziesięć minut do pracy. Szukasz drobnych w portfelu. Szlag! Niecałe półtora złotego w monetach, a parkomat banknotów ani kart płatniczych nie przyjmuje. Wpadasz do pobliskiego sklepu i prosisz sprzedawczynię o rozmianę. „Nie rozmieniamy pieniędzy!” – odparowuje naburmuszona kobieta. Pewnie nie jesteś pierwszy, który zwraca się do niej z takim problemem dzisiejszego poranka. Prosisz więc o butelkę wody, chociaż tak naprawdę jest Ci ona na plaster, bo w biurze jest dystrybutor. Wyraźnie niezadowolona pani w sklepie burczy pod nosem: „Dwa pięćdziesiąt”, przyjmuje od Ciebie banknot i wydaje resztę. Wracasz do parkomatu, uiszczasz opłatę i biegiem znów do auta (bo jak będziesz mieć pecha, to pierwsi przy aucie stawią się kontrolerzy parkingowi i... wypiszą kwit „opłaty dodatkowej” – 50 złotych). Drzwi udaje się otworzyć znów tylko na kilkanaście centymetrów, więc wyginając się jak akrobata i wsuwasz bilecik z parkomatu na deskę rozdzielczą. Zamykasz auto i nagle uświadamiasz sobie, że do biurowca masz ponad pół kilometra. A spóźnienie wynosi już przeszło 20 minut. Pędzisz do pracy z nadzieją, że szef się akurat dzisiaj spóźni i nie zauważy Twojego późniejszego przybycia do pracy. Wpadasz do biura spocony i zdyszany, a na korytarzu przewracasz... niosącego kawę szefa.

Powyższy opis to wcale nie fikcja. Pewnie wiele osób kiwa głowami, bo powyższe sytuacje to dla nich chleb powszedni. Czy można im zapobiec? Oczywiście. Przesiadając się na skuter.


Następna strona »


Zobacz komentarze do artykułu / 5
Wersja do druku

Przeczytaj również...
Paweł Pilarczyk (2012-10-27 16:38:43)
ITbiznes.pl, redaktor naczelny
#1
Wygląda na to, że dziś koniec sezonu skuterowego. Od rana w Warszawie pada śnieg. Ja jeszcze dziś w nocy zrobiłem 23 km (z centrum Warszawy do siebie do domu) przy temperaturze 0 stopni (jechałem w takich warunkach 33 minuty). Trochę zmarzłem, ale wytrzymałem ;) Jeśli pogoda się nie poprawi (są jeszcze szanse na cieplejsze dni za tydzień), skuter będzie musiał teraz zaczekać do marca.
Suku (2012-10-30 00:20:55)
Interesuje mnie to S.A., CEO
#2
Tematyka faktycznie o 180st. w drugą stronę ;) Ale poza PClabem, itbiznes czytam też złomnik i inne. Choć trochę jest nam dane poznać gust motoryzacyjny naczelnego :P
Paweł Pilarczyk (2012-10-30 18:29:41)
ITbiznes.pl, redaktor naczelny
#3
Tematyka faktycznie inna, ale problem przemieszczania się w mieście dotyczy wielu czytelników ITbiznesu, więc artykuł nie jest taki zupełnie od czapy ;-)
Suku (2012-10-30 22:30:49)
Interesuje mnie to S.A., CEO
#4
tutaj już Ty powinieneś wiedzieć czy czytają Cię ludzie z piwnicy niczym IT crowd, z pierwszego piętra z normalnego Help Desku (oni faktycznie mogą skuterkiem jechać ;)) czy prezesi z ostatnich pięter którzy wolą się kisić w Pasku CC lub jakieś E class :P
Paweł Pilarczyk (2012-11-01 09:09:27)
ITbiznes.pl, redaktor naczelny
#5
Dla prezesów z ostatnich pięter też stworzono specjalne skutery, np. Suzuki Burgman 650 Executive albo Yamaha T-Max 530 (na ilustracjach na pierwszej stronie mojego artykułu). To skutery za skromne 40 tys. złotych ;)

Swoją drogą - nie znałem serwisu zlomnik.pl, świetne teksty tam mają!

Zaloguj się, by dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się.

Login
Hasło
Zarejestruj się
Zapomniałem hasła
  Ostatnio komentowane
  Ostatnio na forum
więcej »
strona główna | o serwisie | redakcja | reklama | kontakt