31 stycznia 2008
Piotr Bulski
Decydując się na wprowadzenie nowej linii komputerów lub też
ich odświeżenie, firma może ryzykować. Nie jest to związane z podstawowym
oprogramowaniem, które znajduje się w komputerze, to bowiem w znakomitej większości
laptopów jest takie samo. Nie chodzi też o podzespoły, bowiem sprzęt oferowany
jest w wielu konfiguracjach dostępnych dla różnego klienta. Ryzyko związane
jest z wyglądem maszyny i jej funkcjonalnością, poniekąd wynikającą z
zaproponowanego projektu.
Najnowsze modele Aspire firmy Acer, prężnie prącej w stronę
pozycji przeznaczonej jednemu z największych dostawców komputerów, są dowodem
na to, że firma zdecydowała się świadomie podjąć to ryzyko, proponując modele
zwane kodowo Gemstone. Nowy Aspire nie kroczy wytartą ścieżką nudnych form
notebooków, co widać tuż po podniesieniu pokrywy. Uruchomienie go pokazuje, że
odejście od tego szlaku może być większe niż można było początkowo
przypuszczać. Ale czy to źle? Ktoś musi być pierwszy. A pierwszym czasem mogą
przytrafić się błędy.
Gemstone to "klejnot", coś drogocennego,
niecodziennego, czasem budzącego zazdrość. Pierwsze spojrzenie na nowy model
Aspire przywołuje te wrażenia, a kolejne nieco je modyfikują. Dlaczego?
Zapraszamy do lektury na kolejnych stronach.
Z zewnątrz
Model testowy to Acer Aspire 5920G - 102G16N, maszyna z
platformą mobilną Intel Centrino Duo. Patrząc z wierzchu, jej obłe kształty
przypominają rozdeptane mydło. Mydła nie są oczywiście czarne, przynajmniej nie
te, które się spotyka powszechnie, jednak już pokrywa jest jednym z elementów
nowej formy Aspire, którą chwali się Acer. To ona pokryta jest warstwą
przezroczystego plastiku, na której nadrukowano firmowy napis, tworząc wrażenie
głębi.
Pokrywa jest błyszcząca i przymocowana do reszty komputera
dwoma solidnymi zawiasami. W każdym z położeń ekranu dają one wrażenie pewnego
trzymania (jak wygląda to po dłuższym użytkowaniu ciężko stwierdzić, jednak w
nowej maszynie sprawują się one niemal znakomicie, lekko jedynie sprężynując).
Przód pokrywy wieńczy nietypowe jak na laptopy zamknięcie.
Sposób blokowania pokrywy jest raczej standardowy, na dwa zaczepy. Dziwić może
jednak, jak rozwiązano odblokowujący je uchwyt. O nim za chwilę.
Na przód komputera trafiły diody sygnalizujące stan maszyny,
ładowanie jej akumulatora i to, czy jest włączona. Ikonki opisujące diody są
widoczne dopiero po podniesieniu pokrywy. W centralnej części frontu znalazło
się miejsce na interfejs komunikacji w podczerwieni. Obok umieszczono slot
dla kart pamięci popularnych formatów, w tym MMC, SD, xD i Memory Stick Pro.
Nieopodal znalazły się też interfejsy dźwiękowe, w tym wejście audio, wyjście
dla mikrofonu oraz wyjście dla słuchawek i S/PDIF w jednym. Ostatnim z elementów
przedniej części jest pokrętło głośności. Niestety można nim kręcić w
nieskończoność, bowiem nie ma ograniczenia obrotów. Trudniej zatem zorientować
się, jakie jest aktualne jego położenie. Tym istotniejsza to kwestia, że w
komputerze nie ma innego klawiszowego sposobu na zmianę głośności odtwarzanych
dźwięków (poziom głośności można obserwować na ekranie dzięki systemowi OSD).
Lewa strona komputera to prawdziwa lawina gniazd. Na
przedzie znalazł się slot ExpressCard, a zaraz za nim złącze FireWire, USB
2.0, wyjście S-Video, złącze HDMI i zaraz potem ułożone jeden nad drugim dwa kolejne
gniazda USB. Za nimi zdecydowano się zaproponować połączenia dla linii
telefonicznej lub kabla sieci przewodowej, a na samym rogu złącze VGA. Trzeba
przyznać... wiele tego, a przy zajęciu większości tych gniazd komputer mógłby
wyglądać bardzo ciekawie.
Pod interfejsem VGA oraz gniazdami sieci i modemu
umieszczono wylot powietrza z wnętrza laptopa. W typowym położeniu komputera
jest on niemal niewidoczny, ale na biurku nie dmucha w dół, ale nadal w bok.
Przeniesienie się na drugą stronę komputera pozwala odpocząć
od natłoku gniazd. Tutaj jest tylko jedno gniazdko USB 2.0. Projektując je,
konstruktorzy Gemstone najwyraźniej także dali odpocząć swoim szarym komórkom,
bo jego położenie jest wyjątkowo nieodpowiednie. Gniazdo zaprojektowano
dosłownie 2-3 mm od szuflady napędu optycznego. Umieszczenie w gnieździe
wtyczki z pamięcią flash, której obudowa jest szersza od samego gniazda (a o
takie przecież nietrudno) blokuje dostęp do nagrywarki. Oj, nie popisali się
konstruktorzy, nie popisali.
Obok nieszczęsnego interfejsu znalazło się miejsce dla
nagryuwarki DVD typu multi. To powszechnie spotykany typ napędu nagrywającego w
oferowanych dzisiaj laptopach. Nagrywarka HL-DT-ST GSA-T20N radzi sobie z
popularnymi nośnikami, w tym z płytami DVD-RAM i dwuwarstwowymi nośnikami DVD-R
DL i DVD+R DL. Nudę prawej strony komputera stara się jeszcze rozwiać
umieszczone w tylnej części złącze na zamek typu Kensington.
Tylna strona zamkniętej maszyny nie oferuje wiele. To
miejsce dla wywietrznika i położonego zaraz obok niego gniazda dla przewodu
zasilającego. Widoczna niekiedy na tyle komputera bateria tym razem ukrywa się
skrzętnie pod spodem. Zanim o niej, jeszcze jedna sprawa. Na tyle spod klapy
wyziera podczas ładowania akumulatora niebieskie światełko. To zapowiedź
ciekawostek, które czekają na użytkownika po podniesieniu pokrywy.
Na spodzie komputera znalazło się miejsce dla baterii
litowo-jonowej od Sanyo o pojemności 4800 mAh. Niedaleko od niej umieszczono
okrągły głośnik odpowiadający za niskie tony. Musi tam być, bo na obudowie
komputera widnieje logo Dolby, a to zobowiązuje.
Głośniki sprawują się nieźle, a dodanie im kompana
odpowiadającego za tony niskie mogło wyjść tylko na dobre. Brzmienie jest dobre
przy słuchaniu muzyki, a oferowana przez głośniki głośność w zupełności
wystarczająca. Pozwala ona na korzystanie z komputera nawet w miejscach
głośniejszych od domowego zacisza ;). Dodać warto, że nawet przy maksymalnej
głośności nic nie buczy i nie trzeszczy, co nie zawsze jest normą.
Ogólnie, maszyna z zewnątrz wygląda świetnie i o ile na
spodzie jest standardowo, to już na bokach, a na pewno na pokrywie jest
znakomicie. Cieszy zastosowanie dobrych materiałów sprawiających wrażenie
kosztownych. Nieźle jest także z ich spasowaniem.